Wooh, właśnie obejrzałam w kinie 'Ruchomy Zamek Hauru', ostatni film Miyazakiego (sprzed roku, coś wolno do nas szedł

). Jak zwykle jest to bajka -- i jak zwykle jest to bajka świetna. Podobała mi się przede wszysktim sceneria, ślicznie dopracowane tła, miasta i wnętrza a'la Wiedeń z czasów Franciszka Józefa. Plus cały świat przedstawiony, koncepcja latających maszyn i tytułowego zamku, spektakularne popisy magiczne, etc.
Postaci wyraziste, główny bohater po prostu zwala z nóg swoimi problemami i mentalnością rozkapryszonego dziecka ("Nieee, już nie jestem pięknyyy!!!"

) a bohaterka wypada
genialnie w roli staruszki. Szybko się jednak okazuje, że aż tacy dwuwymiarowi nie są.

Cały film jest pełen humoru, kino momentami płakało ze śmiechu. Oczywiście nie zabrakło też górnolotnych tekstów o miłości, ale u Miyazakiego to ostatnio normalne, po 'Spirited Away' już niewiele mnie zaskoczy.
Zakończenie to z kolei zupełnie inna bajka, ale to
trzeba zobaczyć. Publika jak jeden mąż ryczała ze śmiechu i biła brawo. ...Nie, serio, to bije na głowe wszystko, co do tej pory widziałam. XDDD
Generalnie mocno polecam, zwłaszcza jeśli ktoś lubi ciepłe, prześmieszne historie z genialną atmosferą.
PS: "Jestem księciem z sąsiedniego królestwa" -- ten tekst powinien wejść na stałe do języka popkultury. XDDD