Strona 50 z 69

: sob 26 maja, 2007 17:53
autor: Diann
kay350 pisze: U mnie nie ma oficjalnego zakazu noszenia krótkich spodni- i nikt się nie czepia, ale... no jest wyjątek. Mój prezwspaniały wychowawca, pan Leszek (że się tak delikatnie wyrażę) ma opinię, jakoby spodenki były "nieco dłuższymi majtkami". Ale ja się tam tym nie przejmuję, on i tak narzeka na nas ile tylko można. Zresztą już nie raz wprost sie wypowiedział, gdzie nas ma, co my wdzięcznie odwzajemniamy ;) Konkluzja- nikomu nie życzę takiego nauczyciela, serio...
A wiesz jak ma na imię mój dyrektor??
ROMAN xD
Twój Leszek się nawet zbytnio ni różni od naszej wychowawczyni. Kiedys jak ja porządnie wkurzylismy to powiedziała:
"Ja już chyba wiem o co wam w życiu chodzi. Popic, poru... sz(ch)ac :) i radia posłuchac" XD

: ndz 27 maja, 2007 13:47
autor: kay350
Moja szkoła ogólnie jest wesoła... na sprawdzianach z historii pisze się o latających krowach (ktoś kiedyś napisał ptrzepis na dżem i dostał 4- autentyk), wychowawca lubi wysmiewac uczniów i "zapraszac" na "rozmowę na pięści"... aha zaponiałbym o fizyce- lekcje z panią M. będę pamiętał do końca życia :D średnio co 2-gą lekcję mówi nam "jak się uczyc" i wogóle sypie tekstami typu "samochody ponoc jadą 200km/h", "zapewne niektórzy z was maja rodziców", "jest taka zbieg okoliczności" czy wreszcie słynne "widzicie dwie kolumny, po lewej i po prawej- spójżcie na ta po środku" :D Y ne wspomnę, że ona ne mówy "i" :D

: ndz 27 maja, 2007 14:06
autor: Sogetsu
kay350 pisze:Moja szkoła ogólnie jest wesoła... na sprawdzianach z historii pisze się o latających krowach (ktoś kiedyś napisał ptrzepis na dżem i dostał 4- autentyk)
miałem podobnie! historyk nawet nie sprawdzał treści - liczyło się ile kto napisał, potem liczył strony i ten kto miał najwięcej dostawał najwięcej punktów. wkurzał nas jeden gość, który cały czas przygotowywał gotowce i wychodziło, że w ciągu jednego sprawdzianu potrafił napisać ok 10 stron :/
i ludzie też pisali różne rzeczy jak opisy meczy, streszczenia odcinków Dragon Ball, czy historie o tym jak Wałęsa z Hitlerem bili się o flaszkę.

z referatami było podobnie - im więcej tym lepiej. najlepiej, żeby było też dużo obrazków i mapek, ale trzeba byłop isać ręcznie no jak ktoś wydrukował to dostawał mniej punktów, bo było "ściągane z internetu".
kay350 pisze:Y ne wspomnę, że ona ne mówy "i"
mieliśmy babkę od jednego z elektronicznych przedmiotów, która mówiła "żródło" zamiast "źródło". było to nawet legendarne w tej szkole. niestety, popsuliśmy Halinkę, bo jeden z kolegów zaczął ją poprawiać i w końcu zaczęła mówić "źródło".

: ndz 27 maja, 2007 16:03
autor: Go Go Yubari
Sogetsu pisze:miałem podobnie! historyk nawet nie sprawdzał treści - liczyło się ile kto napisał, potem liczył strony i ten kto miał najwięcej dostawał najwięcej punktów.
Ja wolałam miec kiepskie stopnie, ale przynajmniej nauczyciela, który czegoś uczył, a nie tylko lania wody nie na temat. Niech to chodzenie do szkoły ma chociaż jakiś sens. Przynajmniej dla tych, którym zależy na nauce i osiągnięciu czegoś w życiu.

:roll:

: ndz 27 maja, 2007 16:25
autor: Sogetsu
Go Go Yubari pisze:a wolałam miec kiepskie stopnie, ale przynajmniej nauczyciela, który czegoś uczył, a nie tylko lania wody nie na temat. Niech to chodzenie do szkoły ma chociaż jakiś sens. Przynajmniej dla tych, którym zależy na nauce i osiągnięciu czegoś w życiu.
u nas też stopnie za wysokie nie były. wszystko dla tego, że historyk (zwany Trampkiem albo Koniem) stawiał tyle punktów, że w większości tróje wychodziły. raz ktoś dostał 6 na koniec i poszedł na maturę z historii. ten ktoś oblał, Trampek miał przerąbane i już nigdy więcej nie stawiał zbyt wysokich ocen.
a co do uczenia, to on nawet lania wody nie uczył. NIC nie uczył. co ciekawe, nadal pracuje w tej szkole (będę miał tam praktyki :P )

: ndz 27 maja, 2007 20:47
autor: Gveir
Sogetsu pisze:miałem podobnie! historyk nawet nie sprawdzał treści - liczyło się ile kto napisał, potem liczył strony i ten kto miał najwięcej dostawał najwięcej punktów. wkurzał nas jeden gość, który cały czas przygotowywał gotowce i wychodziło, że w ciągu jednego sprawdzianu potrafił napisać ok 10 stron :/
Też tak miałem :lol: Ale w mniejszej skali, bo nasz historyk/wychowawca w liceum był już dosyć sędziwym i schorowanym panem, który nie zawsze miał siłę sprawdzić sprawdziany, ale wiedzę akademicką posiadał ogromną i do tej pory pamiętam większość rzeczy jakie uczył... Ale i tak najlepiej było pisać na ilość, czasem dając fakty i dygresje dowolne. Kumpel przy opisie wojskowości czasów Napoleona wyraźnie na 4 strony opisał jak to sobie żołnierze biegali po polu, rozrywały ich szrapnele, gangreny dostawali a potem rżnęli ich na żywca w lazaretach podobnych do rzeźni (takim właśnie językiem). Ocena 5. Ale to były jednostkowe przypadki mimo wszystko.
Sogetsu pisze:mieliśmy babkę od jednego z elektronicznych przedmiotów, która mówiła "żródło" zamiast "źródło". było to nawet legendarne w tej szkole. niestety, popsuliśmy Halinkę, bo jeden z kolegów zaczął ją poprawiać i w końcu zaczęła mówić "źródło".
Facet od przedsiębiorczości - jego wymowa 'r' do dzisiaj budzi wesołość absolwentów... Z tego powodu otrzymał przezwisko "Tyghhrysek", a każde wypowiedzenie słowa kasiorrrhhka przez niego używane powodowało niemal padanie pod ławkę całą klasą ^^

: ndz 27 maja, 2007 23:20
autor: Go Go Yubari
Gveir pisze:bo nasz historyk/wychowawca w liceum
Znam ten ból /nod /nod -_-

: ndz 27 maja, 2007 23:29
autor: Gveir
Go Go Yubari pisze:Znam ten ból /nod /nod -_-
Ale to nie było złe... Profil humanistyczny, facet wyrozumiały i tolerancyjny, wszyscy go lubili. A że wieloletnia walka (wygrana) z rakiem krtani sprawiła że był nieco ekscentryczny - to nikomu nie przeszkadzało :wink:

: ndz 27 maja, 2007 23:33
autor: Lenneth
Kochani, ależ macie problemy! :lol: A wiecie, co u mnie było na klasówkach z historii w drugiej klasie licka, kiedy przyszedł nowy nauczyciel? Testy wielokrotnego wyboru i punkty ujemne - oczywiście z podziałem na grupy. :lol: Większa masakra niż rżnięcie
Gveir pisze:na żywca w lazaretach podobnych do rzeźni
żołnierzy z gangreną za czasów Napoleona. :lol:
Do dziś pamiętam pierwszy tego typu test spod ręki owego niezrównanego nauczyciela. Moja przyjaciółka z ławki najpierw rozwiązała swój, potem machnęła i mój (dobrze czytacie: nie miałam w zwyczaju rozwiązywać testów z historii *vomit* XD) - i w rezultacie sama dostała laskę, a dla mnie wywalczyła dwóję na szynach. XD Średnia klasy po teście: jakieś 1.8 może? XD Średnia klasy na półrocze: około 3.0 ... a moja klasa była z tych, co to 3/4 uczniów ma czerwony pasek, i to nie przez pośladki. XD
Jaka była ulga, jak wymienili tego kolesia na normalną historyczkę! Ale przy niej nie dało się lać wody... chyba nawet raz zaliczyłam laskę z pracy domowej, bo ponoć była nie na temat (uch, a nie zrobiłam jej na odwal i wszystko wydawało mi się ok...)
Morał z tego i poprzednich postów jest taki: niezależnie od nauczyciela, historia jest DZIEŁEM SZATANA! :<

: ndz 27 maja, 2007 23:44
autor: Go Go Yubari
Lenneth pisze:historia jest DZIEŁEM SZATANA
/nod /nod goth goth loli loli .... bardzo lubię historię...odkad nie mam jej jako przedmiotu >< Ciekawa jest, ale gdy nie trzeba na pałe wkuwac dat, nazwisk i reszty tego wszystkiego, co bez potrzeby komórki szare zajmuje ><'

: pn 28 maja, 2007 00:14
autor: kwazi
Lenneth pisze:Testy wielokrotnego wyboru i punkty ujemne - oczywiście z podziałem na grupy. :lol: Większa masakra niż rżnięcie
NC... O__O' Coś takiego na fizyce miałem :lol: (tylko bez ujemnych punktów ;) ). A skoro takie ZUO na historii było - znak to, że "nauczyciel" leniem śmierdzacym był! :D
Lenneth pisze:Morał z tego i poprzednich postów jest taki: niezależnie od nauczyciela, historia jest DZIEŁEM SZATANA! :<
Gdybyś miała przyjemność (tak! PRZYJEMNOŚĆ) uczestniczenia w zajęciach przez 4 lata z moim nauczycielem z LO zmieniłabyś zdanie ;)
Go Go Yubari pisze:Ciekawa jest, ale gdy nie trzeba na pałe wkuwac dat, nazwisk i reszty tego wszystkiego, co bez potrzeby komórki szare zajmuje ><'
O__o' Jeśli miałaś takiego nauczyciela do historii to współczuje (Lenn również)... Ja miałem to szczęście, że zarówno w podstawówce jak i w LO trafiłem na świetnych "fachowców". Oboje (odpowiednio pani i pan) uczyli nie jakiś tam dat, 13 nazwisk i tego typu bzdur (bo jak sami mowili - "...nie uczcie sie tego, bo to możecie sobie w pierwszej lepszej encyklopedii/roczniku znaleźć!"), tylko logicznego wyciągania wniosków z zaistniałych kiedyś sytuacji. I to jest właśnie urok mego byłego ulubionego przedmiotu w szkole ^___^.

"Dlaczego X miało tak wielki wpływ na Y? Uzasadnij w oparciu o wcześniejszą politykę Y" <3 :D

3 klasówki na semestr, na każdej dwa pytania. Jak napisało się wiecej jak połtora strony (czyt. lało się wode) -> marne szanse na zaliczenie ^^.

Po przerobieniu na studiach Historii:
- powszechnej XX w.
- Polski XX w.
- polskiej myśli politycznej
- ustroju Polski
- stosunków międzynarodowych
stwierdzam, że to z LO to tylko nędzny przedsmak :)

: pn 28 maja, 2007 00:26
autor: Gveir
Lenneth pisze:A wiecie, co u mnie było na klasówkach z historii w drugiej klasie licka, kiedy przyszedł nowy nauczyciel? Testy wielokrotnego wyboru i punkty ujemne - oczywiście z podziałem na grupy. :lol:
Jak by to powiedzieć... Kochani, trzeba było przyjść do liceum po reformie dla rocznika 86', to dopiero byście zobaczyli XD 90% sprawdzianów na wszystkich przedmiotach to były owe srogie testy, jako "Przygotowanie do nowej matury, bo musicie przecież umieć testy rozwiązywać!". I po roku przestało być okrutne, a nawet już wszyscy mieli sposoby (niemal rachunek prawdopodobieństwa O_o ) na zgadnięcie (strzelenie) dobrej odpowiedzi w pytaniach do których odpowiedzi się nie znało XD

Btw, a potem na maturze z historii były tak ważne i fascynujące pytania (do tego jeszcze bez sensu, bo tych zagadnień nie było w programie nauczania nawet rozszerzonej histy, a na maturze były), jak "Na podstawie zdjęcia określ w jakich latach kursował ten tramwaj po ulicach Warszawy" - a pod tym 4 możliwe odpowiedzi, lub "Narysuj na mapie trasy pociągów z tąd i z tąd wyjeżdżających, kursujących w czasie dwudziestolecia międzywojennego, oraz powiedz dokąd jeździł pociąg kursujący w latach 18xx - 19xx". Odpowiedź jednego z kumpli brzmiała - "Na Księżyc jeździł" :lol:

: pn 28 maja, 2007 00:49
autor: Cthulhu
kwazi pisze:Go Go Yubari napisał/a:
Ciekawa jest, ale gdy nie trzeba na pałe wkuwac dat, nazwisk i reszty tego wszystkiego, co bez potrzeby komórki szare zajmuje ><'

O__o' Jeśli miałaś takiego nauczyciela do historii to współczuje (Lenn również)...
Mój facet od historii w pierwszej klasie liceum powiedział, że jak ktoś ma zamiar mieć 5 na koniec liceum to w ciągu 3 lat ma się nauczyć ok 2000 dat i 2500 nazwisk i umieć je powiązać z odpowiednimi zdarzeniami. I faktycznie tak było (jak łatwo się domyślić nikt nie miał u niego 5).

Ale z drugiej strony miał jedną słabostkę. jak na opisówce coś się napisało i zostało trochę miejsca to się pisało kilkadziesiąt razy "FC BARCELONA". Potrafił za to nawet o stopień podnieść ocenę...
kay350 pisze:średnio co 2-gą lekcję mówi nam "jak się uczyc" i wogóle sypie tekstami typu "samochody ponoc jadą 200km/h", "zapewne niektórzy z was maja rodziców", "jest taka zbieg okoliczności" czy wreszcie słynne "widzicie dwie kolumny, po lewej i po prawej- spójżcie na ta po środku"
Moja fizyczka/matematyczka rzucała teksty typu: "teraz dzielimy prawą stronę, lewą stronę i środkową stronę równania", "To nie jest trudne tylko dosyć skomplikowane", "Polski jest jak piwo&#8230; tylko dla orłów.", "Rozwiązanie dziedziny to taka gra wstępna.", "Ja wiem, Ty wiesz, ale większość wie i większość też nie wie." Ale najlepszy motyw był jak weszła do klasy i pierwsze co to powiedziała "Chciałabym coś wyjaśnić&#8230; nie jestem w ciąży i do końca roku nie zamierzam." Do tej pory nikt nie wie o co jej chodziło...

: sob 02 cze, 2007 17:10
autor: Zeratul
Najnowszy przebłysk geniuszu Romana:
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html? ... caid=13d74

Wiem, że pewnie wszyscy są przyzwyczajeni już do jego pomysłów, ale czegoś takiego jak to to się naprawdę nie spodziewałem. Amnestia i mundurki przy tym to pikuś.

Ręce opadają...

: wt 05 cze, 2007 19:28
autor: Thomas
Na szczęście liceum właśnie za mną, ale całą trzecią klasę polonistka nam mówiła, żebyśmy na maturzę się nie spodziewali Gombrowicza, bo ministerialny Frankenstein Go nie lubi. Za to mamy się spodziewać Sienkiewicza, widać z jakim skutkiem ;). Teraz trzeba czekać do 29 czerwca na wyniki, a potem studia.