: pt 01 kwie, 2005 11:02
Hellsing-anime to dla mnie porażka i kompletne nieporozumienie - ani to straszne, ani śmieszne, ani ekscytujące. Normalnie zero emocji. Czasem w takich przypadkach serię ratuje jeszcze muzyka/grafika, ale akurat jeśli chodzi o Hellsinga, trudno się tym zachwycać. Muza bezpłciowa, chara design też, nawet Mroczny Ziom w Czerwonym Płaszczu (jakieś skojarzenia, anyone...?) nie przypadł mi do gustu. Heh, ale może ja po prostu z założenia nie lubię Mrocznych Czerwonych Ziomów. 
Mangę czytałam. Mam o niej znacznie lepsze zdanie - przynajmniej jest śmieszna/obrzydliwa (chciałam napisać: 'przerażająca', ale gdzie tam przerażenie?
). Fabuła jak fabuła - nie zauważyłam.
Ok, ok, przyznacie chyba, że ta opowiastka nie opiera się na jakimś szczególnie skomplikowanym scenariuszu.
Lady Integra (czemu w mandze mianowali ją 'sir'?
swego czasu na forum Ś.P. Mangazynu była o tym niezła dyskusja z tłumaczem, ktoś w Was brał może udział? :D) charyzmatyczna jak zawsze... a Czerwony Ziom jak zawsze niedorysowany. Heh, kreska jest doprawdy powalająca, bohater przechodzi operację plastyczną z kadru na kadr!
Czarny humorek fajny.
Last but not least: niemieckie słowa/dialogi w mandze rozłożyły mnie na łopatki. Takiego steku bzdur w życiu nie widziałam!
[Kiedyś nawet zabrałam komiks na uczelnię i mieliśmy niezły ubaw -- ten z serii 'WTF!?' Heh, szanuję Japończyków, ale czasami przejawiają powalającą ignorancję. Czytał ktoś 'Yami no Matsuei', może? Bo jest tam taki jeden fajny kawałek: wywód mangaczki na temat 'Imienia Róży' Eco. Przeczytałam to w osłupieniu, a potem się poturlałam.
]
Ok, przyznaję bez bicia: swego czasu, po obejrzeniu openingu, bardzo się na to anime napaliłam. Żeby niby taka śliczna kreska, fajna muzyka i w ogóle atmosfera. Poczekałam miesiąc, ściągnęłam (err....) wszystkie odcinki, zasiadłam do oglądania... i z trudem przebrnęłam przez pierwszy. Potem pobieżnie sprawdziłam drugi, pośliniłam się do Majkela, pozachwycałam Robin... i wywaliłam całość z dysku, bo normalnie oglądać się tego nie dało.
No, ale skoro twierdzisz, że potem się rozkręca...

Tego się nie da ani czytać, ani oglądać. Polecam za to 'M jak Miłość'. Też telenowela, ale o klasę wyżej. :D
Mangę czytałam. Mam o niej znacznie lepsze zdanie - przynajmniej jest śmieszna/obrzydliwa (chciałam napisać: 'przerażająca', ale gdzie tam przerażenie?
Lady Integra (czemu w mandze mianowali ją 'sir'?
Czarny humorek fajny.
Last but not least: niemieckie słowa/dialogi w mandze rozłożyły mnie na łopatki. Takiego steku bzdur w życiu nie widziałam!
...Dobrze wiedzieć, bo na razie mam o tej serii takie samo zdanie jak Koki. Nudna i pretensjonalna, niby powinien być klimat, a jakoś nie ma.Ivy pisze:Obejrzałeś do końca? Bo mnie zniechęciły pierwsze odcinki, były po prostu nudne... a od ok6-7 odcinka zaczyna się właściwa akcja!Koki pisze:A Witch Hunter Robin? Porażka. Nudne jak cholera, i te problemy egzystencjonalne... do kosza.
Ok, przyznaję bez bicia: swego czasu, po obejrzeniu openingu, bardzo się na to anime napaliłam. Żeby niby taka śliczna kreska, fajna muzyka i w ogóle atmosfera. Poczekałam miesiąc, ściągnęłam (err....) wszystkie odcinki, zasiadłam do oglądania... i z trudem przebrnęłam przez pierwszy. Potem pobieżnie sprawdziłam drugi, pośliniłam się do Majkela, pozachwycałam Robin... i wywaliłam całość z dysku, bo normalnie oglądać się tego nie dało.
No, ale skoro twierdzisz, że potem się rozkręca...
Koki pisze:, i czytałem Fushigi Yuugi. Wytrzymałem 3 tomy aż... spolszczenie dobre, ale po prostu nie zmogę tego, po prostu brak mi słów.
Heh, kolejne rozczarowanie stulecia w moim przypadku. Kiedy byłam *dużo* młodsza, obejrzałam parę artów i strasznie nakręciłam się na tę serię. Były to czasy, kiedy manga w Polsce praktycznie nie istniała, o BitTorrencie nie miałam bladego pojęcia, do Niemiec się nie jeździło... wtedy właśnie FY śnił mi się po nocach, i zawsze budziłam się żalem, że to tylko sen. Cóż, a potem -drżąc ze szczęścia- dorwałam w Szwablandii pierwszy tom i... jakież było moje zdziwienie!Ive pisze:Ja widziałam 3 odcinki anime... kompletne dno- nudne, pretensjonalne i sztuczne...
Tego się nie da ani czytać, ani oglądać. Polecam za to 'M jak Miłość'. Też telenowela, ale o klasę wyżej. :D