Strona 27 z 34

: śr 26 lip, 2006 13:47
autor: targaroth
nałogowy palacz bez chęci do rzucenia powie: "na coś trzeba umrzeć". A jesli ktoś sam sie zdecyduje na rzucenie to juz nie wazne z jakiego powodu

: śr 26 lip, 2006 14:04
autor: Lenneth
Te 'smołę' widziałam na własne oczy, jak byłam w prosektorium. Pan doktor wyciął denatce kawałek płuca i wziął słoik z wodą, a potem zademonstrował, jak szybko to czarne, niezbyt gąbczaste obrzydlistwo tonie. Dla porównania, zdrowe płuca są jasne, gąbczaste i pływają, bo w środku mają tlen. Te były skurczone, w większości zatkane i bezużyteczne. I nic nie wskazywało na to, żeby groziła im jakaś cudowna regeneracja, nawet gdyby krojona kobieta była żywa i zdrowa.
Swoją drogą tamta sekcja wykazała, że przyczyną zgonu nie był układ oddechowy, tylko coś z jelitami, ale mimo wszystko ja dziękuję za takie płuca. :/

Rzucenie palenia rzeczcywiście powoduje poprawienie wydolności organizmu i poprawę samopoczucia, ale raz wyrządzonych szkód nie sposób naprawić.

: śr 26 lip, 2006 14:16
autor: targaroth
ale mowiłem że to nie jest cudowne uleczenie sie płuc w 1 rok tylko mozolna regeneracja przez ok 10 lat po tym jak paliło sie 30... tak wiec są szanse dla palacze.. bo niektorzy moga powedzieć że jak pale 30 lat to juz mnie nic nie uratuje. Gxwno prawda bo można sie "wyleczyć" i swoje płuca

: śr 26 lip, 2006 15:39
autor: Sephiria
targaroth pisze:ale mowiłem że to nie jest cudowne uleczenie sie płuc w 1 rok tylko mozolna regeneracja przez ok 10 lat po tym jak paliło sie 30... tak wiec są szanse dla palacze.. bo niektorzy moga powedzieć że jak pale 30 lat to juz mnie nic nie uratuje. Gxwno prawda bo można sie "wyleczyć" i swoje płuca
Bzdura - nasz organizm ma ograniczone możliwości regeneracyjne. Niech przemówi dobitny przykład: noworodek rodzi się z komplikacjami, w postaci pępowiny oplatającej się wokół szyi powodującej duszenie. Jeśli trwa to zbyt długo następuje proces oddychania beztlenowego, a nieco później apoptoza czyli niszczenie przez sam organizm "ledwo dychających" lub zniszczonych komórek. W konsekwencji noworodek umiera, bo jego organizm nie potrafi zatrzymać reakcji niszczenia komórek. OK, załóżmy że apoptoza jest do zatrzymania (m. in hormon erytropoetyna wykazuje pewne efekty wstrzymujące apoptozę, przez lepsze dotlenienie krwi). OK zatrzymaliśmy apoptozę, ale pozostaje problem obumarłych lub bardzo poważnie zniszczonych komórek. W przypadku mózgu zmiany te są niemal nieodwracalne a takiemu dziecku grozi trwałe kalectwo - terapia i rehabilitacja może jedynie poprawić stan zdrowia lub w bardzo niewielkim stopniu przywrócić sprawność.

Inny przykład - wątroba. Nie trzeba być heavy drinker, bo można popijać wstrzemięźliwie, ale poprawiać to papierosami i tłustym jedzeniem. Kilka lat takiego prowadzenia się to nieodwracalna marskość wątroby i kwalifikacja do przeszczepu. Odstąpienie w połowie drogi, może zapobiec nagorszemu, ale zależnie od rozmiaru zniszczeń jej część może się już nadawać tylko do wycięcia.

Wszystkie nasze organy i tkanki mają określoną zdolność regeneracji - niewielkie zniszczenia mogą zostać naprawione od ręki, ale te głębsze zostawią ślad na zawsze, choćby zwykłe głupie złamanie. Mój przyjaciel miał niedawno czołówkę z drzewem i cudem z tego wyszedł. jednak konsekwencje są straszne - do najcięższych należy strzaskana prawa kość udowa i panweka tejże kości, które MUSIAŁY zostać zastąpiona tytanowym implantem. On już 100% sprawności nie odzyska. Gdyby faktycznie nasz orgaznim miał tak fantastyczne zdolności regeracji, to nie tylko płuca palacza z 30-letnim stażem by się oczyściły, ale też mojemu znajomemu w 30 lat ta kość sama by się zrosła... _^_ Ale jakoś lekarze stwierdzili, że nie ma nadziei i trzeba założyć implant.

Tak więc przyjmij do wiadomości, że nałogowcy TRWALE wyrządzają sobie szkody. Odwyk może NIECO poprawić ich stan zdrowia, ALE całkowitego wyleczenia NIE BĘDZIE przy obecnej wiedzy i możliwościach medycyny. Kropka.

: śr 26 lip, 2006 16:47
autor: targaroth
heh.. mówiłem że nikt mi nie uwierzy :) okej niech będzie że masz racje bo w jakiejś częsci na pewno.. masz w rodzinie lekarza lub studenta medycyny?

: śr 26 lip, 2006 17:00
autor: Sephiria
W mojej rodzinie są: Neonatolog, Ortopeda, Ginekolog, Pediatra, Psychiatra, Neurolog i Onkolog, a sama pierwotnie miałam studiować medycynę. Zamiłowanie do medycyny zostało mi do dziś.

: czw 27 lip, 2006 22:29
autor: BeeBBo
Sephiria pisze:Mechanizm działania obu jest podobny a cel działania ten sam - konkretna partia komórek w mózgu. Tworzenie jakiegoś rozdziału jest sztuczne. Działanie obu to relaksacja, w pewnym okresie "na bani" i po 'upaleniu" pamięć i intelekt faktycznie znacznie lepiej działają, ale potem po obu urywa się film (blokada pamięci krótkiej). Różnica polega na tym, że do urwania filmu trzeba sporo alkoholu + skłonności osobnicze.
Z medycznego punktu widzenia masz rację. "Zgon" powoduje jedno i drugie, ale odnośnie oddziaływania na ludzką psychikę marihuany i alkoholu mam swoje zdanie. Mogę poprzeć to swoim własnym doświadczeniem i doświadzceniem niektórych znajomych. Nie popieram ani jednego ani drugiego bo i marihuana i alkohol to jedno wielkie gówno. Jednak większość ludzi których znam reagują trochę inaczej po jednym i drugim.
Sephiria pisze:BeeBBo napisał/a:
Porównaj ilu ludzi po wódce dostaje napadu agresji i porównaj do marihuany. Zdziwiłby Cię wynik.

To wszystko zależy od tego, co w głowie człowieka siedzi i po tym, jakie skłonności odziedziczył po rodzicach. Ostatnio powraca teoria, że część naszych zachowań i skłonności (np. do nałogu) jest dziedziczona (np. ja po ojcu mam skłonność do nałogów). Prosty przykład: psychol + MJ = masakra, psychol + alkohol =... masakra. Tak więc to nie rodzaj środka a osobowość determinuje efekt.
Tak zgadzam się...ale jak już mówiłem z własnego doświadczenia wiem że po marihuanie, ludzie którzy po wódce są agresywni, okazują sie potulni jak baranki. Być może że masz rację iż zalezy to w dużej mierze od osobowości ale jak dla mnie alkohol i marihuana jednak tochę się różnią.
Jaco pisze:Dlaczego na siłę :> Naprawdę nie mogłem znieść tego smrodu.
Dziwne...może powiesz że się czepiam ale zapach czystej marihuany jest naprawdę miły. :wink:
Jaco pisze:Kimahri napisał/a:
Z tego ci wiem, to to chyba pachnie jak siano? cos takiego, i w porownaniu z papierosami to ma przepeikna woń ^^

Jaaaaaaaaaaaaasne........
A żebyś wiedział :>

: pt 13 lip, 2007 20:26
autor: Jamal
Co do fajek to wam powiem: NIGDY W żYCIU NIE ZACZYNAJCIE PALIĆ!!!!!!!!!! Ja palę od dwóch lat i to nie tak często bo zdaża się że nie mam kasy a jak mam i kupię paczkę (Goldeny Americany jak zwykle ;)) to staram się żeby starczyła na jak najdłużej. Ale najgorsze jest tzw. pokerowe rozdanie kiedy masz szlugi i jest pięciu kolesi bez fajek i częstujesz każdego po jednym. 3 godz. i fajek nie ma. Jak palę sam to mi starczają na kilka dni (do 5 szlugów dziennie). A więc finanse to pierwszy minus a drugi to zdrowie. Mało palę ale już zaczynam mieć lekki kaszel i suchość w gardle i muszę rzucić to dziadostwo póki jeszcze mogę.
Mój kumpel za to był w holandii i zaczą palić ganję już dawno i pali do dziś. Mowił mi że tam całe rzesze ludzi "grassują" i że jest to zdrowsze i lepsze od fajek i alkoholu. Co wy na to??

: pt 13 lip, 2007 20:45
autor: Vaan
Jamal pisze:. Jak palę sam to mi starczają na kilka dni
Moja babcia wypala paczkę dziennie, co wychodzi jakieś ~150zł miesięcznie. -_-'
GL jeśli palisz za swoje pieniądze to se pal, jak za rodziców (czyt.kieszonkowe itp.) to śmierdzisz.

: sob 14 lip, 2007 07:44
autor: Gveir
Jamal pisze:Jak palę sam to mi starczają na kilka dni (do 5 szlugów dziennie).
No patrz. Dobry jesteś, bo palę od jakichś powiedzmy 10 miesięcy i dziennie ostatnio zaczynałem powoli dobijać do dwóch paczek (głównie Marlboro Red's i jak potrza tańszych i na dłużej Route 66 Mocne (25) ). Na szczęście teraz siedząc w robocie mam nieco palenie utrudnione, więc w ciągu dyżuru 24h idzie jedna paczka, ale jak jest wolne... 12 godzin i paczki potrafi nie być.
Jamal pisze:Mowił mi że tam całe rzesze ludzi "grassują" i że jest to zdrowsze i lepsze od fajek i alkoholu. Co wy na to??
Oprócz tego, że trawka jak każdy narkotyk niszczy połączenia nerwowe i robi z mózgu sieczkę. Mam kupla z liceum, który zaczął palić trawę po maturze. Do tej pory minęły tak mniej więcej trzy lata. A on - nie pamięta co robił 5 minut temu, ludzi nie poznaje, jego osobowość się zmieniła, objawy głodu ma jak porządną delirkę po trzydniowym chlaniu. No i co najgorsze - tak mu wyerodowało mózg, że wątpię czy kiedykolwiek wróci do normalnego stanu. I to ma być 'bycie zdrowszym od fajek i alkoholu'? Nigdy.

: sob 14 lip, 2007 13:07
autor: Nienormalny_PS2
Gveir, ten Twój koleś wyżej wymieniony musiał chyba palić Marię w okropnych ilościach, bo znam ludzi którzy to palą i są normalni. Chyba coś więcej musiał sobie używać, albo jarał codziennie.

: sob 14 lip, 2007 13:19
autor: kay350
A mi się wydaje, że wszystko zależy od człowieka- i od podejścia. Bo jak się pali/pije/baka czy cokolwiek i się myśli o tym jak o jakiejś formie rekreacji, no to raczej jest luz, bo od czasu do czasu to raczej jest nieszkodliwe (oczywiście nie mówię o świnstwach typu narkotyki twarde bo to... ), ale jak się zaczyna traktowac używki jak rutynę, to jest już gorzej- bo się traci kontrolę. Ja paliłem jakiś rok i całe szczęście rzuciłem ;) A co do picia- to tylko od okazji, bo wiadomo, nie a lepszej rzeczy od piwka z kumplem (kumpelą jeszcze lepiej ;) ) przy konsoli :D Ale cóż zbliża się pełnoletnośc i to całe picie straci chyba ten czar :/

: sob 14 lip, 2007 16:13
autor: CePeN
Gveir pisze:Oprócz tego, że trawka jak każdy narkotyk niszczy połączenia nerwowe i robi z mózgu sieczkę.
Co racja to racja, przed wojskiem pojechałem na dwa tygodnie do Holandii i dzień w dzień było palenie a na pod koniec wyjazdu leciały tam końskie dawki zioła - po powrocie miałem takie dziury w mózgu, że nie potrafiłem przeczytać 4 stron książki, bo nie pamiętałem co było 2 strony wcześniej. Teraz zmądrzałem i trawę mogę zapalić raz na miesiąc albo nawet rzadziej, ale mam kumpla który chce palić często (na szczęście nie ma za co). Wszystko zależy od psychiki i jak to traktuje.
Co do papierosów to niestety palę od 5 lat, obecnie palę paczkę dziennie Cameli żółtych, próbowałem kiedyś rzucić ale... nie wyszło; świadomość przepalania ok 200 zł miesięcznie mnie nie przeraża - zarabiam to mnie stać.
Tak czy owak jeśli ktoś ma zaczynać brać - lepiej niech nie próbuje (ani trawa ani papieroski nie są dobre), palenie już od dawna przestało być szpanem.

: sob 14 lip, 2007 17:07
autor: Gveir
CePeN pisze:Gveir, ten Twój koleś wyżej wymieniony musiał chyba palić Marię w okropnych ilościach, bo znam ludzi którzy to palą i są normalni. Chyba coś więcej musiał sobie używać, albo jarał codziennie.
Jarał codziennie i to w sporych ilościach. Teraz jest już niemal warzywem po prostu, a szkoda, bo to inteligentny chłopak był.
CePeN pisze:Co do papierosów to niestety palę od 5 lat, obecnie palę paczkę dziennie Cameli żółtych, próbowałem kiedyś rzucić ale... nie wyszło; świadomość przepalania ok 200 zł miesięcznie mnie nie przeraża - zarabiam to mnie stać.

Zacząłem niedawno i raczej szybko nie skończę, ale też mnie to nie przeraża - palę za swoje i nikt nie może powiedzieć, że mi na to daje.
CePeN pisze:palenie już od dawna przestało być szpanem.
Właśnie - zawsze ciekawili mnie ci, którzy zaczęli palić dla szpanu. Nie paliłem anie w podstawówce, ani w gimnazjum ani w liceum. Zacząłem niedawno, nie dlatego że miałem zamiar szpanować (bo teraz się nie da), przy sprzeciwie przyjaciół (przeciętny i Tygrysek do tej pory łeb mi suszą o to ;] ), dlatego, że po prostu mnie do tego ciągnęło i tyle. Żadna większa filozofia, albo mogę powiedzieć - większa na pewno niż palenie dla szpanu. Po prostu najzwyczajniej w świecie to lubię.

: sob 14 lip, 2007 18:49
autor: CePeN
Gveir pisze:Po prostu najzwyczajniej w świecie to lubię.
Poranna zaprawa: papieros i kawa :D