Go Go Yubari pisze:Lubiłam technikę. Szydełkowanie, gotowanie etc. Fajnie było. Nie wiem co teraz jest, ale ja (baba starej daty) miło wspominam te zajęcia. Pamiętam, ze moje koreczki robiły w szkole furorę Cool Teraz już zapomniałam jak się robi na drutach czy szydełkuje, a i ze zwykłą iglą i nitka miewam problemy. Co do rysunków technicznych to ja zawsze z matematyki, obliczen etc. noga (lewa) byłam Rolling Eyes
Teraz program techniki się chyba za wiele nie różni, tylko że trzeba trafić na odpowiedniego nauczyciela

W podstawówce uczyła mnie babka, z którą gotowaliśmy, szyliśmy i, czasem, przerabialiśmy teorię, więc te lekcje były raczej przyjemne i na luzie (chociaż kobieta potrafiła w przypływie szału rzucać sprzętem i przyłożyć "niechcący"

)
Ale:
Faris pisze:Opanowałam do perfekcji rysunki złożeniowe i wykonawcze młotka Laughing
..w ostatniej chyba klasie podstawówki (czyli teraz II gimnazjum) dostaliśmy za nauczyciela pana Danka

Faris dobrze tego miłego człowieka poznała, bo właśnie się z nim męczy.
Tępawy, nudny i ślepo zapatrzony w teorię z książki. Kurczowo trzyma się programu i przerabia wszystkie niedorzeczne zagadnienia, takie jak "budowa młotka", albo "instalacja elektryczna w domu" itp. Na jego lekcjach trudno nie parsknąc śmiechem, szczególnie, gdy przychodzi do wystawiania ocen. Według niepisanej zasady: im mniej znaczący przedmiot, tym bardziej wymagający i głupi nauczyciel, z techniką są zawsze największe problemy
W liceum było to samo, z tym , że akurat w tym wypadku rzadko bywałam na lekcjach- wagary były ciekawsze

Jednak nigdy nie zapomnę niezwyle ważnej rady, jakiej udzielił mi ów wspaniały człowiek: "Nigdy nie wkładajcie rąk do kuchenki mikrofalowej, kiedy jest włączona!!!"
Tekst dedykowany wszystkim nauczycielom techniki
