Tagaroth, ja nie wąpię, że na razie palisz tylko wtedy, kiedy masz ochotę, a nie z musu. Weź tylko jedno pod uwagę - młodziutki jeszcze jesteś i masz kuuupę czasu na podłapanie nałogu, a tak to się właśnie zaczyna. Jeśli na którymś etapie tego miłego palenia dla przyjemności nie powiesz sobie 'dość', to za parę lat obudzisz się z paczką dziennie albo plasterkiem antynikotynowym na ręku. Nawet jeśli jesteś tak odporny, jak twierdzisz.
Ja przeżyłam całe liceum (pali prawie wszyscy w klasie, 28 osób na 32, co przerwę lecieli na fajkę, w tym moja kumpela z ławki) bez papierosa, pierwszego zapaliłam może rok temu, i to też nie w towarzystwie, nie dla szpanu. (Miałam istotny powód, niekoniecznie związany z dołkiem.) I co? I nic, jasne, od kilku sztuk się w nałóg nie wpadnie. Jednak musisz sobie zdać sprawę, że ciągle podpalanie nawet jedej fajki od czasu do czasu do czasu prędzej czy później Cię uzależni. To tylko kwestia wytrwałości.
Nie wiem, pewnie jestem hipokrytką, bo właśnie napisałam, że robię trochę jak Ty, a walę Ci tu małe kazanie. Tyle że mam wrażenie, że Ty po prostu nie rozumiesz, że to mimo wszystko
jest dla Ciebie zagrożenie.
Btw, już od ponad trzech miesięcy nie mogę (nie chcę) wypalić
jednej paczki i założyłam sobie, że jak już ją skończę, nie kupię następnej. I chwacit, jak będę miała jednak ochotę, to się od kogoś poczęstuję (na studiach pali już 'tylko' 50%

), a nie będę własnej kasy wyrzucać. Zresztą to jednak świństwo jest, zwłaszcza dla początkującego palacza.

Nie zaciągasz się - źle, zaciągasz - jeszcze gorzej. _^_
tagaroth pisze:z jakiego powodu? bo sam chcialem zobacyc jak to jest..
Ja zawsze chciałam zobaczyć, jakie to uczucie skoczyć z trzydziestego piętra bez spadochronu, serio. Coś mnie jednak powstrzymuje. [Bez komentarza.]
tagaroth pisze:w koncu trzeba na cos umrzec a im szybciej tym lepiej.. bo taki ten świat gówniany....
Są szybsze metody, patrz np. wyżej wymieniona. Nie chrzań więcej takich głupot.
Życzę Ci, żebyś się ocnkął w dobrym momencie.
