Będzie długo i z grubsza na temat.
daniel1301 pisze:Patrząc przez pryzmat Vaana to Tidus jest naprawdę ciekawą postacią :D
Bo rzeczywiście tak jest. Chociaż nic tego nie zapowiadało.
Cała rzecz w tym, że (jak już to napisałeś) relacje między bohaterami FFXII są tylko pobieżnie naszkicowane, bez żadnego wgłębiania się w przyjaźń, miłość, nienawiść, etc.
Kod: Zaznacz cały
Przykłady? Vaan nienawidzi Bascha, żeby po chwili stwierdzić: ok, facet, zgrokowałem twoje motywy i ufam ci, jesteś wporzo. Balthier zabija ojca, Reddas ginie... ok, no problem, mamy inne sprawy na głowie. Basch staje twarzą w twarz z bratem... no i gut, a napięcie gdzie? I tak dalej, i tak dalej...
Głównym motywem gry jest sieczka, rąbanka, rzeź, tudzież polityka i ananke rządząca światem. Do tego dochodzi fakt, że Vaan, teoretycznie
main hero, wcale nie jest główną postacią. To Ashe i Balthier wpływają na losy drużyny i podejmują wszystkie decyzje, z czego oczywiście przewagę ma Ashe, bo to Balthier zgodził się zostać jej szoferem, a nie odwrotnie.

Basch ze zrozumiałych względów towarzyszy księżniczce, Fran Balthierowi. Ta czwórka jest IMHO osią całej gry: młodzi, inteligentni, dorośli ludzie, zaangażowani w konflikt stricte polityczny, przynajmniej na początku.
A Vaan...? Vaan w ogóle urwał się z choinki i do nich nie pasuje. _^_ Chciał chłopak wziąć udział w przygodzie życia, no to miał szczęście i się załapał. Włóczy się za resztą i najczęściej rżnie ciołka (co jest skądinąd sympatyczne), służąc za comical relief + obiekt, z którym przeciętny gracz-nastolatek może się identyfikować. To samo można powiedzieć o Penelo, która też nieco odstaje, ale akurat pod względem obycia, rozsądku i sprytu bije Vaana na głowę (i dlatego w przeciwieństwie do Vaana może być pożyteczna _^_). Sam to zresztą świetnie ująłeś:
daniel1301 pisze:Do tego dochodzi biedna Penelo która musi się włóczyć przez całą grę za swoim chłopakiem który nie ma pojęcia że ma dziewczynę.
- LOL, trafione w dziesiątkę.

Nie mam nic do Vaana... ale chłopak ma ZERO osobowości, no chyba, że bycie irytującym nastolatkiem, który co chwila popełnia gafy i ładuje się w kłopoty, uznamy za osobowość. _^_ Jego nawet nie da się nie znosić, bo... nie ma szczególnie za co. Jest przeźroczysty, jakby go wcale nie było. Może to taki nowy trend w grach? Tak jak dawniej w
Chrono Cross, gdzie Serge nic nie mówił, żeby się nie narzucać graczowi swoją personą?

Jeśli tak, to mi się ten trend nie spodobał. Już wolałam mega-emo-Clouda ( tak, Gveir, dobrze widzisz

) albo jęczącego Tidę.
Romansu Vaan/Ashe mi nie brakuje - biorąc pod uwagę to, co napisałam wyżej, byłby jak wyjęty z kosmosu - ale jakieś nasycenie bohaterów emocjami rzeczywiście by się przydało. Hm... romans Al-Cid/Ashe byłby niezły.

A gdyby Vaan parę razy spotkał się o zachodzie słońca z Penelo, np. żeby sobie pogadać o sensie istnienia, też bym się nie obraziła.
Btw, mój stosunek do Vaana odzwierciedlają aktualne levele postaci.

Balthier, Ashe - 88, Fran - 80, Basch - 75, Penelo - 70, a Vaan.... 16. XDDD
daniel1301 pisze:Do tego dochodzi ogólnie bardzo mała ilość scenek które pomimo tego że są prześlicznie oprawione graficznie to są nieciekawe i nudne.
A mnie się wydawało, że to tylko ja uważam FMV za nudne, bo jestem dziewczyną i nieszczególnie podniecają mnie w kółko te same obrazki latających statków, miast, armii, wybuchów i ogólnie techniki. Cutscenek jest tak mało, a pobocznego stuffu do zrobienia tak wiele, że w pewnym momencie pamiętałam tylko, że idę do Archades - ale
po co, tego już za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć. _^_
daniel1301 pisze:Ale wracając do znienawidzonych postaci napewno do listy należy dopisać "głównego ZUEGO" którego imię pozwole sobie przemilczeć, który jest totalnie pozbawiony charakteru i chce zawładnąć światem "bo tak" (jak Sephiroth w AC).
Nie lubię kolesia od początku, pewnie za sprawą badziewnej fryzury. Ale Seymour miał jeszcze badziewniejszą, a mimo to go kocham, bo miał jeszcze coś takiego, co się nazywało: tragiczna przeszłość, dobra motywacja, psychologicznie prawdopodobna osobowość. Seymour wdał się też w osobisty konflikt z Tidusem (chodzi oczywiście o Yunę). Tymczasem Vayne, którego widzę w dwuminutowych cutscenkach raz na kilkanaście godzin, jest mi kompletnie obcy i wydaje się równie spersonalizowany jak np. Necron czy Ex-Death. _^_
Btw, żeby napisać w tym topicu coś rzeczywiście na temat: nie znoszę Cida (cały czas mówimy o FFXII

). Tyle zmarnowanego potencjału, że miałam ochotę udusić scenarzystę. Jecht z FFX to był facet z jajami i dobry boss. Hojo, też szalony naukowiec, w sumie najbliższy Cidowi - na swój sposób rządził. A Cid... rany... chyba Square się maksymalnie uwstecznia, jeśli sądzi, że jak każe postaci machać rękoma, produkować bełkot i śmiać się maniakalnie, to wyjdzie dobry villain. Pozostał mi po tym bossie ogromny niesmak.
daniel1301 pisze:Całą sprawę ratują: Ashe (a jednak nie jest słit blonde princzess) i Fran (w której głosie się zakochałem).
Zgadza się. :] Ale chciałabym zaznaczyć, że jako babka bardziej kocham Balthiera i Bascha.

Jak kogoś z tej czwórki postaci zobaczę zjechanego/zjechaną w tym topicu, to będę ostro polemizować. :]
Uff... a teraz ręce do góry, kto w ogóle przeczytał całego mojego posta.

Tak, las rąk widzę. XDD
EDIT: O, będzie jeszcze edit.

1) Aktor grający Tidę jest świetny. Można nie lubić rezultatu, ale facet gra swoją postać rewelacyjnie. Wolelibyście, żeby Tidus gadał 'szorstkim i męskim' głosem a'la Auron, który
bardzo by pasował do jego słonecznej facjaty? Bo ja nie.
2) Vaan jest ZUY także dlatego, że nosi komplenie odjechany (w złym tego słowa znaczeniu...) kostium dżina i ma problemy z tłustą cerą...