Ivy pisze:Brakuje mi tylko genialnego OST-a z Hellsinga tv.
Cóż, to co jest i tak nie jest złe, chociaż racja, do tej pory nie ma w Ultimate czegoś choćby dorównującego temu kawałkowi z samego końca, podczas walki Alucarda z Incognito. No miodzio po prostu ^^
king VERMIN! pisze:Ale ogólnie dobre, bardziej krwawe i jakoś wydaję się, że mniej gadania (co niekoniecznie jest plusem), drugi odcinek już leci, recenzja niebawem

No... w mandze nie ma aż tak wiele gadania i czyta się szybko, bo jest wiele kadrów bez jakichkolwiek dialogów, nastawionych głównie na podziwianie - ale za to jakie podziwianie :D A krwawe fest, tylko że i tak nie sięga do poziomu mangi, choćby
Kod: Zaznacz cały
scena rzezi policjantów w Rio i w czasie walki z Tubalcainem, śmierć Rip (autentycznie mi jej żal :( ) czy praktycznie wszystko od chwili wkroczenia Millenium do Londynu i wspaniałe 'starcie' Zorin.
Ale jest good. Waiting for review
Ivy pisze:Dobrze że OVA naprawi to, co zostało zepsute w serii telewizyjnej: np. nie będzie żadnego obleśnego Incognito, ale kilka znacznie ciekawszych postaci (nareszcie mozna zobaczyć Majorka, który wystąpił do tej pory jedynie na trailerach do...wersji TV)

No i Pip Bardonette, Rip Van Winkle czy Shroedinger - tego właśnie w anime brakowało na całej linii. A Incognito... typowa postać Mary - Sue, znikąd, ze wszystkim, umiejąca wszystko i bez jakiegoś sensownego celu - bleeee... A obleśny był, bo Aluś był wzorowany na postaci Draculi granego przez Garego Oldmana, a Incognito albo na Hrabin Orlocu z filmu z lat 20' albo na postaci Klausa Kinskiego z Nosferatu Wampir. A ten ostatni piękny nie był
king VERMIN! pisze:Jeśli idzie o "szybkość" OVA, to zestawiam ją z tv, czyli np. zbyt szybko dowiadujemy się o tym co łączy Integral z Alucardem (Odcinek z małą Integral był jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym!) i zbyt szybko przekonywujemy się, że Alucard jest - aż tak - nieśmiertelny (brzmi głupio, ale inneczej tego nazwać nie mogę).
W mandze przeszłość Integry i Alusia jest bardzo szybko pokazana, w pierwszym tomie. W serialu ostro namieszali z chronologią, dlatego tak wyszło. A w sumie najbardziej podobał mi się odcinek z Bobanshee (przepuszczony przez japoński i angielską translację wyraz Baoban Sith - celtycki upiór... ten engrish, ech...), miał klimacik ^^ A Aluś w sumie nieśmiertelny... może jest, ale pełnię mocy pokazuje dopiero w tomie mangi, którego w u nas jeszcze nie wydano. Może będzie w tym roku jeszcze, albo i nie.
king VERMIN! pisze:Motyw ze wstrętem Ceras do krwi, też był naiwny
A w mandze też jest. Ba, krwi nie pije ona tam wcale, aż do 7 tomu. Ale potem efekty są kosmiczne wręcz. Za to scena męczenia się z jedzeniem i zlizania krwi z palca Integry jest... ciekawa

Ogólnie masz rację, w mandze jest cały cza baaardzo hardkore'owo i niestety chyba nie wszystko nawet w Ultimate przejdzie, ale warto oglądać, bo jest zabójcze.
Madlax - anime od Bee Train, twórców Noir, co rzuca się w oczy od samego początku. Począwszy od pary głównych bohaterek, po tych samych seiyu, kończąc na gatunku i stylu samego serialu. Najemniczka Madlax od dłuższego czasu uskutecznia swoją działalność na terenie objętego wojną domową (fikcyjnego) państwa Gazth - Sonika w południowej Azji, jest najlepszym agentem do wynajęcia, jej umiejętność sprawiły że ma 98% skuteczności, podejmuje się każdego rodzaju misji. Margaret Burton żyje w Nafrece - kraju wyglądającym jak współczesny Paryż - wraz ze swoją pokojówką Eleanor i dawną nauczycielką, obecnie przyjaciółką Vanessą. Żyje spokojnie, jest oderwana od rzeczywistości i maksymalnie zapominalska. Różnią się całkowicie, fizycznie i mentalnie, ale łączy je jedno - nie posiadają wspomnień sięgających dalej niż 12 lat w przeszłość. Fabuła obraca się wokół poszukiwań przeszłości obu bohaterek, która jest związana z dziwną książką, jaką posiada Margaret i dziwną organizacją przestępczą, Anfan, która zdaje się mieć wielki wpływ na wojnę w Gazth - Sonika, a jej sieć informacyjna sięga dosłownie w każde miejsce na świcie, a jej szef, szaleniec Friday Monday (ale nazwisko,

) chce zdobyć książkę posiadaną przez Margaret, wraz z dwoma innymi i dokończyć to, co zaczął 12 lat temu. Fabułą jest dosyć skomplikowana, ale raczej dzięki baaardzo enigmatycznemu i powolnemu jej rozwojowi, ale jest nawet znośna. Cudeńkiem jest klimacik - podobny do tego z Noir, tyle że znacznie, znacznie bardziej mistyczny i tajemniczy, główna zaleta serialu.
Kreska postaci jest ładna, zwłaszcza Madlax i Margaret wyglądają sympatycznie, tak jak i reszta postaci żeńskich (męskich jest tylko kilka, ale to typowe dla Bee Train i ich produkcji tego typu) ^^ Tła sekundami powodują opad szczeny, zwłaszcza że są bardzo szczegółowe i malowane farbami, a na dodatek w stylu czystego impresjonizmu. Komputerek czasem się pojawia, ale jest bardzo dobrze maskowany cell shadingiem, tak samo jak w Black Lagoon, więc pierwsza klasa.
Muzyka jest pierwszorzędna, wykorzystana podobnie jak w Noir. Główny temat jest baaardzo łatwo zapamiętywalny i przyswajalny, opening to świetny j-pop, zdecydowanie IMO czołówka piosenek z openigów. Ending z kolej jest nijaki i taki sobie. Częsty insert song lecący w czasie walki też jest świetny. Ogólnie za muzykę najwyższa nota.
Jednak co mnie drażniło, bo nie ma róży bez kolców... Naprawdę powolne tempo rozwoju akcji, mniej więcej na początku serii było kilka odcinków z Margaret, które mnie zdrażniły sporym brakiem akcji i wydarzeń, ale jednak czemuś służyły, więc nie ma co marudzić. Ogólnie nie ma odcinków będących poza głównym wątkiem - może oprócz dwóch, czy trzech, a to dobry wynik jak na 26 odcinkowy serial. No i tak po prawdzie jak na serial sensacyjny jest troszkę za mało akcji, ba, zdecydowanie za mało. Gdyby było jej tyle co w Noir, byłoby idealnie, ale niestety jest jej mniej i sporo mniej. Jednak wszystko rekompensuje fabuła, bohaterowie (bohaterki ^^) i mistrzowski klimat mistycznej tajemnicy. Polecam, zwłaszcza tym, którym podobał się Noir, ale to nie jest anime dla każdego, sporo trza mieć do niego cierpliwości.