Hmm. Z FFX jestem najbardziej "na świeżo", więc się wypowiem. Postacie postaram się ocenić, kiedy jestem w stanie, z dwóch stron: osobiste sympatie i kwestie obiektywne, czyli dopracowanie i wiarygodność postaci. Z góry sorry za przydługiego posta, uwielbiam się babrać w analizowaniu postaci fikcyjnych.
To od początku.
Tidus: Z osobistego punktu widzenia, gdybym spotkała tego buraka, prawdopodobnie nabijałabym się z niego i unikałabym jego towarzystwa. Nie lubię ludzi, do których najłagodniejszym docierającym środkiem perswazji jest cios "z liścia" przez tył głowy. W dodatku kojarzy mi się z Naruto, przez co go jeszcze bardziej nie lubię.
A obiektywnie sprawa wygląda już inaczej. Tidus jest jak dla mnie odświeżeniem na tle kryształowo czystych lub badassowatych (lub i jedno i drugie), milczących i wymiatających w walce bohaterów gier. Ot, metro nastolatek bez gustu do strojów(i do kobiet, ale o tym później). Gwiazdunia liceum, na początku cienias w walce. Nawet specjalnie przystojny nie jest, ryjek ma dość przeciętny - no i ta solarka... Ogólnie jestem w stanie uwierzyć, że taka osoba może istnieć, że można spotkać ją (niestety) na ulicy, nawet w jakiś pokrętny sposób rozumiem jej motywacje. A to się liczy.
Yuna.
<rant>
Jak Tidusa nie lubię, ale przynajmniej jest ludzki, tak tutaj sprawa i z perspektywy osobistej, i obiektywnej, przedstawia się podobnie. Najgorsza, najpaskudniejsza Mary Sue w historii Final Fantasy. O ile jeszcze jej świętoszkowatość da się rzeczywiście wyjaśnić świątynnym wychowaniem i tatusiem - kapłanem, o tyle fakt, że jest uwielbiana przez absolutnie wszystkich, już nie. Jestem w stanie pomyśleć o jednej osobie, która jej nie lubi - o Donie - a ona ma takie zdanie, ponieważ jest ewidentnie zazdrosna.
Jakby tego było mało,
Kod: Zaznacz cały
zakochuje się w niej zarówno główny bohater, jak i główny zły.
Można tłumaczyć Yunę, że jest "promieniem światła w ciemności Spiry", ale nie jest to prawidłowe wytłumaczenie. Nawet ludzi o ważnych funkcjach społecznych niektórzy po prostu nie lubią - nie z zazdrości, nie dlatego, że są źli, po prostu. Bo tak. Jako człowieka. Jak kolejny NPCet mi wciskał "Yuna embodies perfection", to odczuwałam przemożną chęć pobiegnięcia do kibelka.
Motywacje Yuny. Nie znajduję w nich absolutnie nic, co wydawałoby mi się realistyczne czy ludzkie. Porównanie do romantyków jest jak najbardziej na miejscu, ale wcale nie w sensie pozytywnym (to w ogóle przy romantykach można mówić o sensie pozytywnym?

). Cierpienie za milijony jest dobre w poezji patriotycznej, ale nie przy kreowaniu postaci, która ma uchodzić za osobę z krwi i kości. Nie ma w niej nic ludzkiego, tylko kryształowo czysty wzór do naśladowania, innymi słowy właśnie Mary Sue. A myślałam, że to Aeris była już idealna do obrzydzenia...
</rant>
Lulu
Kiedy ją zobaczyłam i usłyszałam tę chrypkę (dzięki Yevonowi za dubbing... Ta Japonka piszczy straszliwie), to aż zapiszczałam z zachwytu i w wyobraźni przeniosłam się do zadymionych kawiarni Paryża. Pierwsze wrażenie: fantastyczne. Przepiękna pani czarny mag o wybuchowym temperamencie i w fajnej sukni. Moogl też jest dość fajnym akcentem i jak dla mnie, w zestawieniu z resztą image'u, podkreśla jej osobowość: delikatna, uczuciowa dziewczyna, która z różnych powodów boi się lub wstydzi ową delikatność okazać, więc zgrywa twardą laskę - a w głębi duszy nadal jest rozpaczającą po stracie nastolatką, którą była kilka lat temu. Boi się tego, co może się zdarzyć między nią a Wakką,
. Myślę, że ostatnie zdania odpowiedziały też na pytanie "czy jest ludzka". Jest bardzo ludzka, ze swoją słabością i zimną fasadą.
Wady postaci? Istnieją. Jej ciuch jest bardzo efektowny i śliczny, ale w porównaniu z ubraniami reszty Spiry, odstaje za bardzo. Nie w sensie "jest oryginalna i ma własny styl", tylko w sensie "miała wystąpić w Advent Children, ale nie starczyło czasu ekranowego, to dali tu". Nawet Tidus wygląda mniej "dziwnie".
Wakka
Podobnie jak Tidus, tylko bardziej go lubię. Prawdopodobnie bym się z nim nie dogadała, przy tej jego wręcz fanatycznej religijności i prostolinijnym podejściu. Ale jest wyjątkowo "życiową" postacią. Facet jakich wielu, ma swoje proste pasje, ale nie jest na początku wystarczająco pewny siebie, by w tych pasjach osiągnąć sukces. Umie się cieszyć życiem, mimo ciężkich przejść (szczerze mówiąc, ta cecha jego charakteru mi się baaardzo spodobała); mimo to, te przejścia, jak i pytania filozoficzne o śmierć, dobro i zło trochę go przerosły, więc, w ramach ukojenia i odpowiedzi na swoje dylematy, zwraca się ku religii. I to religią uzasadnia wszystkie swoje sądy. Jak wielu ludzi wokół nas. Nie mówię, że to dobre, mówię, że to prawdziwe. Lubię tę postać.
Kimahri
Kicia! <3 Ahem... Przepraszam. Wyglądający strasznie, ale przy tym szlachetny, poczciwy stwór o sercu równie wielkim, co on sam, wzbudził we mnie wiele ciepłych uczuć. Jak i smok z "Niekończącej się opowieści".
Kod: Zaznacz cały
W dodatku wcale nie jest taki super - wśród swojego plemienia uważany za kurdupla i nieudacznika.
Przez cały czas (tzn. kiedy już dowiadywaliśmy się o nim więcej) miałam wrażenie, że on tak mało mówi przez obawę przed niezdarnością.
Zaś nieudolno-paskudno-rozczulająca scena uśmiechu po operacji Mi'hen roztopiła moje serce już całkowicie i chciałam kociaka utulić.
Wady postaci: niestety, padł ofiarą syndromu Mary Sue i oczywiście najważniejsza dla niego jest Yuna... Ale da się to powiedzieć, w mniejszym lub większym stopniu, o wszystkich tutaj występujących.
Moment, na który wszyscy czekali, czyli Auron.
Też sobie zapiszczałam po fangirlowemu, gdy go zobaczyłam. Pomijając nawet katanę czy fantastyczny głos w angielskiej wersji, ten facet jest najzwyczajniej w świecie w moim typie.

Zawsze się obejrzę na ulicy za czarnowłosym, odrobinkę zarośniętym przystojniakiem o surowym typie urody, nie ma mocnych. Takiego małomównego badassa z ironicznym uśmieszkiem nie sposób nie lubić.
Ale z obiektywnego punktu widzenia taki Auron wydaje się cokolwiek ZBYT nieskalany. Super wojownik, wszystko wie, we wszystkim się orientuje, mówi niewiele, ale dosadnie, humorem szafuje oszczędnie, na wszystko znajdzie radę, w dodatku ma doskonały gust do strojów... Kaman. Ludzkiego wymiaru nadaje mu tylko flaszka (i może jeden moment, w którym łagodnie nabija się z zaspanej Yuny), pokazuje, że nasz wojownik wcale nie jest taki odporny na słabości tego świata.
W dodatku Auron zdecydowanie nie zachowuje się na swój, bądź co bądź młody, wiek. W sumie można to tłumaczyć jego
...ale wcześniej chyba też taki był. Nazywam to syndromem Quistis, która ma 18 lat, a i tak wszyscy ja uważają za nie wiadomo jak doświadczoną, ę ą, dojrzałą kobietę.
Pomimo wszystko żywię do tej postaci oczywistą, kobiecą słabość i sympatię.
Nie przychylam się natomiast do poopularnego pairingu Auron x Lulu. Byłoby tak smutno, że prędzej czy później któreś by się pochlastało...
Rikku
Dziewczę, jakich wiele i ofiara japońskiego kompleksu Lolity. :D (Mówię o tym, że wszędzie musi być jakaś wygadana małolata - japońscy faceci je uwielbiają) Mimo to, jest bardzo sympatyczna, na swój prostolinijny sposób mądra i wnosi trochę lekkości ducha do drużyny, kiedy im tego potrzeba. Myślę, że pasowałaby do Tidusa dużo bardziej niż Yuna: oboje są tacy młodzieńczy i nieskomplikowani wewnętrznie, ponadto Rikku by potrafiła utrzeć gwiazduni nosa. :D Jako cecha czyniąca ją "ludzką" postacią podobał mi się jej lęk przed grzmotami. Jak również fakt, że wcale nie miał on jakiegoś angstującego, traumatycznego wyjaśnienia, a wręcz przeciwnie - wyjaśnienie głupie i banalne. :D To miłe odświeżenie.
No i Seymour.
Mój ulubiony villain z Final Fantasy. Wprawdzie twórcy gry pokarali go wyglądem (te czułki na głowie i fatalny dobór kolorów), a amerykański wydawca dołożył mu jeszcze głosem - zupełnie, jakby nie starczyło, że gracz i tak ma go rozwalić. No cóż. Nie każdy musi umieć się ubrać i uczesać, głosu też się podobno nie wybiera, zwłaszcza jak się miało wspomniany wypadek z gorącą kawą. Niemniej jednak jego przemiana jest chyba najlepiej umotywowana w historii tych FF, które znam (nie będę wchodzić w szczegóły), poza tym widać, że gdyby nie to wszystko, co się zdarzyło, byłby fajnym, inteligentnym, logicznie rozumującym gościem (widać to zwłaszcza w momencie operacji Mi'hen). Zresztą pewna logika i konsekwencja kieruje nim nawet w jego szaleństwie. Seymour wygrywa u mnie w kategorii "główny zły" w każdym Finalu - nawet pomimo, że
. Z tego powodu - głos na niego, choć galeria postaci była bardzo imponująca i wybór był wyjątkowo trudny.
To się poprodukowałam. Odłożyłam pracę o jakieś pół godziny. Czuję się spełniona. ^^