Strona 9 z 22
: śr 01 cze, 2005 13:32
autor: Kairi-chan
..Sephiria ...wysałabyś do sądu dziecko, które już i tak przezyło szok i będzie miao uraz na całę zycie?? no to powodzenia .... -_-"
ach ta nieopanowana żądza ukarania kogos za śmierć dziecka.. choćby niewinnego
W sumie to jak już wiesz, że kogoś nie uratujesz, a wiesz także, że będzie Ci strasznie ciężko po śmierci tej osoby i nie wiesz jak długo wytrzymiesz to lepiej puścić się z tonącym/tonącą...
rozpacz w końcu przeminie więc po jakie licho?
poza tym jesli miałabym popełnić samobójstwo to nigdy nie przez uduszenie.. można skoczyć z przepaści np.. nieprzyjemna tylko końcówka a spadanie i ten wiatr we włosach...ach.. <marzy o bungee>
raz uratowałem dziewczynę przed utonięciem
kiedyś uratowałam indora przed lisem
ja się nauczyłem pływać poprzez skoki do głębokiego basenu blisko bandy
trener moich braci kazał im wskakiwać na głęboką wodę do zimnego jeziora.. nie da się zaprzeczyć.. doskonała metoda.. wypłyniesz albo umrzesz.. teraz bracia pływają doskonale ;] (już o tym gdzieś kiedyś bodaj pisałam)
: śr 01 cze, 2005 15:34
autor: Nienormalny_PS2
Kairi-chan pisze:trener moich braci kazał im wskakiwać na głęboką wodę do zimnego jeziora.. nie da się zaprzeczyć.. doskonała metoda.. wypłyniesz albo umrzesz.
Wypłyniesz,bo Ciebie wypchnie.Nie panikować i spokojnie sobie wypływasz na górę,potem tylko się utrzymać.
: śr 01 cze, 2005 15:45
autor: Lenneth
Bosz, jakie drastyczne metody.

Mnie tam uczyli normalnie: miałam osiem lat i zapisano mnie na basen do grupy początkującej. Tam przez dwie-trzy pierwsze godziny oswajano nas z wodą i uczono używać nóg -- łapaliśmy się rękoma brzegu basemu i machaliśmy jak do kraula. A potem instruktor kazał złożyć ręce jak do modlitwy, wyprostować i wcisnąć głowę w ramiona, położyć się na wodzie i machać nogami. Zrobiłam jak kazał, a kiedy zabrakło mi powietrza, stanęłam na dnie i... okazało się, że jestem już po drugiej stronie basenu. Pamiętam, że byłam tym zszokowana. :D
Btw, kiedyś niewiele brakowało mi do utonięcia -- i to tuż przy brzegu. Kąpałam się w Morzu Śródziemnym przy dużym wietrze. Zagapiłam się i fala, która nadeszła zza moich pleców, podcięła pode mną nogi, przygniotła, wtłoczyła pod wodę. Wszystko się kotłowało, bałam się otworzyć oczy, nie wiedziałam nawet, którędy na powierzchnię -- brzmi śmiesznie, ale chodzi o to, że kompletnie straciłam orientację. Siła wody sprawiała, że co chwila waliłam o dno... no i jeszcze zaczynał kończyć mi się tlen. Bogu dzięki, trzymałam usta kurczowo zaciśnięte i nie doszło do zachłyśnięcia.

A wypłynęłam dopiero wtedy, kiedy fale na moment się uspokoiły; wcześniej nie dało rady.
: śr 01 cze, 2005 16:47
autor: Ireth

:/:/ ....brak powietrza jest straszny ..pod wodą jest jescze inne ciśnienie, to już w ogóle hardcore ...mi się nigdy nie zdarzyło się topić ..na szczęscie ..( kieyś już się dusiłam ....mało brakowało a by mnie tu nie było, od tego zcasu bałam się nawet kaszleć w obawie ze zabrakinie mi powietrza

.....potworne uczucie

:/:/)
ja na początku też zacynałam panikować jak nie czułam gruntu pod nogami ...teraz jest już ok ..jak nie czuję podłoża to spokojnie udaję się do brzegu, zero paniki ...po prostu się z tym oswoiłam

wiem, ze jak nie zachowam spokoju zacznę się topić

: śr 01 cze, 2005 17:58
autor: BeeBBo
Ireth pisze:....brak powietrza jest straszny
normalnie to było mistrzowskie!!!!!!!
Mnie dzieki Bogu nigdy jeszcze nie zdażyło sie żebym sie topił...wiem że kiedyś chodziłem na basen...około 10 lat temu. Tam właśnie nauczyłem sie buszowac po wodzie

Miałem tam też znajomego...który rok później zginął w pożarze prawie z całą rodziną. Przeżyła jedynie jego mama i soistra...
Życie jest niesprawiedliwe i nieprzewidywalne...Jeden kolega z którym dzień wcześniej jeździłem na rowerze nastepnego dnia zginął pod kołami samochodu...Dlatego własnie podchodze do przyszłości i życia z pewnym dystansem...i nie oglądac sie za siebie...
: śr 01 cze, 2005 19:49
autor: Ireth
co w tym mistrzowskiego???? O_o
Życie jest niesprawiedliwe i nieprzewidywalne...Jeden kolega z którym dzień wcześniej jeździłem na rowerze nastepnego dnia zginął pod kołami samochodu...Dlatego własnie podchodze do przyszłości i życia z pewnym dystansem...i nie oglądac sie za siebie...
true true ...mam tak samo...cóz ..wypadki zdarzają się

: śr 01 cze, 2005 19:59
autor: Ashramus
Plywac to ja sie uczylem pieskiem.. ale tez w warunkach stresowych, wojek zabieral mnie na glebie i kazal machac do brzegu:D
Wczoraj 4 h w pinga, to jest to:) Chociaz gralismy glownie debla a w deblu to czlowiek cwiczy raczej tehnike niz umiejetnosci. Ogolnie w deblu czlowiek uzywa jakies 50% swoich mozliwosci technicznych:)
: śr 01 cze, 2005 20:12
autor: Rinciaq
tez sie kiedys topilam, konkretniej to bylo w ten sposob ze sobie podplynelam jakies 8m od brzegu jeziora (wtedy jeszcze umialam w miare plywac _^_) i stanelam na podlozu w celu poczekania na brata...no i sie okazalo ze to podloze to jakis cholerny muł, ktory zaczal mnie wciagac ;_ ; to bylo straszne! przez nastepne kilka lat nie wchodzilam do zbiornikow wodnych wiekszych niz wanna ; p ale teraz jest w miare ok i przelamuje opory ^^"
: śr 01 cze, 2005 20:57
autor: Dyzio
Taaaaaaaaaaaaaa.... Też musiałem nieraz ratować życie. Trzy lata temu byłem kolegą na basenie odkrytym. Byłem nauczony pływać i oswojony z wodą więc od razu poszedłem na głębokość 2.10m mówie do kolegi lepiej nie wchodź bo nie wiem jak pływasz a nie chce żebyś sie utopił ale jak umiesz i chcesz to możesz wejść. Kolega oczywiście wskoczył, powiedziałem mu jak ma sie utrzymywać na wodzie. Utrzymywał sie bez problemu a potem ten głupek nagle mi skoczył na plecy i od razu zaczełem spadać na dno. Mimo tego uratowałem jego i siebie pływając żabką pod wodą czasami łapiąc powietrze a jego trzymałem na powierzchni by oddychał. Dopłynełem do brzegu i sie nadarłem na niego. Przeprosił mnie i widziałem że jest mu przykro więc dla pocieszenia powiedziałem mu że chodź na mniejszą głębokość żebyś czuł grunt. Dostał 5 minutowy kurs nauki pływania i już od razu śmigał jak głupi ze mną na wszystkich głębokościach.
Kiedyś postanowił trzymać sie jakieś rury nad szambem. Radziłem mu że nie ale nie on supermen więc mówie sobie że idiota nie wie co robi. Po 5 sekundach mówi do mnie o ratuj bo nie moge sie podciągnać. Musiałem go podnosić. Ciekawe jak można ratować dwa razy tą samą osobę ale miałem inne wypadki jakieś młodziaki bawiły sie zapałkami przy stawie i zrobiły pożar i jeden próbował ogień zgasić ( mimo że on był niewinny to jego kumple takie jelenie ) i musiałem go wziąść siłą bo nie chciał iść potem matka kumpla ( byłem z kolegami zobaczyc co się dzieje ) zadzwoniła po straż pożarną. Przyjechali i ugasili pożar. Gdybyśmy z kumplami tam nie poszli to by pewnie sie spaliła chałupa kolegi i cały tartak jego ojca.
: śr 01 cze, 2005 21:40
autor: BeeBBo
Ireth pisze:BeeBBo napisał/a:
normalnie to było mistrzowskie!!!!!!!
co w tym mistrzowskiego???? O_o
heheheeh...no wiesz ale to określenie po prostu mnie zniszczyło:
Ireth pisze:....brak powietrza jest straszny ..
No nie wiem...po prostu zabrzmiało to trochę śmiesznie...
: śr 01 cze, 2005 23:29
autor: Ashramus
No wsumie, tez widze w tym cos smiesznego;)
Chociaz np ostatnio na mini forum ligi HT smialismy sie z tego ze napisalem nazwe druzyny "Napad Gnojno" jako "Naprzod Gnojowa" (no zapomnialem sprawdzic:>) i jednego kolesia tak to rozsmieszylo ze mnie to tez nagle zaczelo bawic:D
: czw 02 cze, 2005 08:09
autor: Dante
nieprzyjemna tylko końcówka a spadanie i ten wiatr we włosach...ach.
Taka przyjemność że większość samobójców którzy skaczą z wysokości umiera w locie. Niezła jazda

: czw 02 cze, 2005 09:24
autor: BeeBBo
...za strachu chyba

: czw 02 cze, 2005 16:10
autor: Kairi-chan
Odnosnie topienia się. Nie pamietam bym kidykolwiek topiła się ale pamietam jak byłam malutka, szłam sobie jeziorkiem i się nagle wywaliłam. Postanowiłam że nie wstanę i zaczekam az mnie rodzice podniosą. Normalnie leżałam tak na wodzie cała zanurzona, gapie sie w dno (wszystko w takim spowolnionym tempie) i byłam cała podirytowana tym ze nikt nie chciał mnie podnieść >< W końcu mnie podnieśli to sie poryczałam... ale w sumie fajnie było : )
Nie panikować i spokojnie sobie wypływasz na górę
powodzenia w lodowatej wodzie ;] .. szczególnie gdy nie umiesz pływać
aka przyjemność że większość samobójców którzy skaczą z wysokości umiera w locie
w00t
Życie jest niesprawiedliwe i nieprzewidywalne...Jeden kolega z którym dzień wcześniej jeździłem na rowerze nastepnego dnia zginął pod kołami samochodu...Dlatego własnie podchodze do przyszłości i życia z pewnym dystansem...i nie oglądac sie za siebie...
kumpel brata szedł sobie ulicą, potknął się o kamień i tak niefortunnie upadł, że umarł ;]
to dopiero trefność losu ;]
EOT ^_~
: wt 07 cze, 2005 10:47
autor: Nienormalny_PS2
Kairi-chan pisze:kumpel brata szedł sobie ulicą, potknął się o kamień i tak niefortunnie upadł, że umarł ;]
to dopiero trefność losu ;]
Wha.... O_o Jakieś szczegóły?Co mu się stało od upadku zwykłego...Ja miałem kiedyś zderzenie rower vs fajter (125p) :D.Ale jak on to zrobił
