MCU

Wszystko związane z kinem; nowości, dobre filmy, aktorzy.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4671
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

MCU

Post autor: Go Go Yubari »

Wszyscy się chyba zgodzimy, że MCU lata świetności ma już dawno za sobą i choćby skały srały, już zapewne nie wróci na stary poziom.
Więcej i bardziej, jako klasyczny sposób na zaoranie franczyzy.

Moje pierwsze zetknięcie z Marvel Cinematic Universe to był Thor na DVD, pożyczony od koleżanki i wystarczyło. Urzekło mnie wszystko (poza farbowanymi brwiami Hemswortha), a zwłaszcza Hiddlestonowy Loki (który jako jeden z nielicznych bohaterów, dostał godną kontynuację).
W ogóle pierwsza faza ma w sobie tę prostotę wynikającą z braku multiwersum i kontynuacji dyszących za plecami, aż miło. Avengers w kinie to było takie piękne przeżycie. Ta garstka postaci, tak różnych, kontra Loki & Kosmiczna Sp. ZOO.
Pamiętam też, jak zakochałam się w Strażnikach Galaktyki od sceny w jaskini, a soundtrack znam na pamięć i wciąż katuję w trakcie jazdy samochodem (choć z vol 2 i 3 nie pamiętam ani jednej nuty). I jasne, Infinity Saga miewała słabsze filmy, jak Thor 2 (aczkolwiek z jakiegoś powodu lubię ten film, don't asy me why), Ant-Man 2 czy Agę of Eltron, ale całościowo historia była epicka.
Tak, należę do osób, którym Endgame nie przypadło i widziałam ten film tylko raz, w IMAX, kiedy wyszedł. Planuję rewach Sagi w tym roku, to się przemogę. Jasne, walka na koniec pompatyczna, epicka i w ogóle Cap z Mjolnirem, leci z tym koksem. Problem dla mnie stanowi cała poprzednia część tego filmu. Pamiętam, jak mnie skręcało od fan serwisu, jak rzygać mi się chciało od 3h robienia sobie żartów z Thora, który był tak kapitalny w Ragnarok i Infinity War. Depresję pokazano w IM3, to? To był smutny kabaret z Mrągowa. Gdyby ten film był tylko Aktem 3, pewnie chętniej bym do niego wracała.

A potem? Potem przyszła kupa, ale na początku nic jej nie zapowiadało. WandaVision - ależ to było ciekawe, zwłaszcza na początku. The Falcon & The Winter Soldier - cudowny. Bromance i łódka, czego chcieć więcej. Loki - też wspaniały. Nie sądziłam, że kiedykolwiek pokocham postać graną przez Owena Wilsona. Richard E. Grant jako Classic Loki - mistrzostwo świata.

A potem przyszła Czarna Wdowa, która... była. Zwłaszcza była x lat za późno, a na pewno powinna była powstać przed Endgame. Shang-Chi nie widziałam do dziś, choć słyszałam, że warto - nie chce mi się i tyle. Eternals? Nie widziałam. No Way Home - fajny, bardzo lubię tę wersję Pająka. Doctor Strange in the Multiverse of Madness? Zaskakująco dobry. Miałam fun, nadzieja ciut się narodziła. W tym czasie wyszło What If...? i Hawkeye, które olałam (nawet Adamczyk nie skusił). Moon Knight? Oscar Isaac i ta postać? Matko bosko kochano, jaka byłam napalona. Matko bosko kochano, jakie to złe było. Ms. Marvel olała, She-Hulk tym bardziej. Filmowo zamęczał Thor w Miłość i Grzmocenie, które zapamiętajmy, by o nim zapomnieć. Wakanda 4ever olałam.

Olałam też Secret Invasion, Echo, Ironheart, Ant-Man 3, The Marvels, Capa z Red Hulkiem.

Loki sezon 2 był bardzo ok, dał twórcom magiczny wytrych do naprawiania wszystkiego, co nic dobrego nie wróży.
Agatha all Along - serial, którego zapowiedź dała mi srogie WTF, po co, a okazał się bardzo dobry.

GOTG Vol.3 - Gunn potrafi i choć zastosował szantaż emocjonalny, nie mam z tym problemu. Szkoda, że nie zabił Pratta.
Deadpool & Wolverine to przypadek, kiedy bardzo przeklinałam, że poszli w nostalgia bat fan serwis i wzięli Jackmana. Po fakcie kocham to, iż go wykopali (dosłownie i w przenośni), bo jest najlepszym elementem tego Raynoldfestu do zarzygania.
A Thunderbolts* było ok. Tyle.

O serialach Netflixowych, które teraz już oficjalnie przynależą, krótko (cały ten post miałby pewnie z 50 stron w Wordzie, jakbym postanowiła pisać o wszystkim i każdym):
Daredevil s1 to złoto, a czołówkę kocham tak bardzo, że jest w mojej topce wszelkich czołówek. Miałam problem wyplenić z głowy postać Coxa ze Stardust, ale jak się udało - zakochałam się. (potem miałam problem z nie myśleniem o DD w E33, off). Sezon 2 został pokonany przez Elektrę, s3 wrócił na nogi, ale wciąż nie dorównał 1. Kiedyś nadrobię nową serię.
Jessica Jones s1 klasycznie super, kocham Tennanta zawsze i wszędzie. s2 eh, a s3 do dziś nie widziałam.

Luke Cage - nie wiem, chyba aktor zbyt drewniany na mój gust, wymiękłam po 1 sezonie.

Iron Fist to gówno, a the Defenders totalnie nie pamiętam, tak dobrą fabułę miało. -_-'

Punisher s1 dał radę, s2 wymiękłam chyba po 1 odcinku.

O każdej postaci i wątku z osobna można gadać godzinami, zobaczymy, co z tego wyniknie.

Proszę cytować znalezione dziwne słowa, bo mój komp lubi zmieniać rzeczy, a mi się nie chce czytać własnego tekstu. :evilbat:
Awatar użytkownika
Sephiria
Administrator
Administrator
Posty: 2630
Rejestracja: sob 13 wrz, 2003 14:20
Lokalizacja: Poznań

Re: MCU

Post autor: Sephiria »

Pierwszym tąpnięciem dla mnie byli już Avengers Age of Ultron - z perspektywy czasu stwierdzam, że ten film był słaby. Potem byli jeszcze rewelacyjni Guardians of the Galaxy (cz. 1) i od tego momentu MCU zaczęło swój zjazd. Black Panther olałam. Infinity War obejrzałam, ale ewidentnie mnie irytował. End Game był nudny - obejrzałam raz i nigdy do niego nie wróciłam. Do Thorów, zwłaszcza Dark World, lubię wracać. Spidermana w wydaniu MCU w ogóle nie trawię, więc nawet po zmianie McGuire'a ani razu się nie zainteresowałam. I pomyśleć, że pierwszy komiks Marvela, jaki mi dziadek kupił, to był pierwszy numer Spidermana, gdy walczył z Juggernautem w obronie Madame Web...

Streamingiem zainteresowaliśmy się z mężem dopiero ze 2 lata temu, ale subksrypcję Disneya szybko odpuściliśmy. Cage'a, She-Hulk i całej reszty streamingowej nigdy nie obejrzałam. Za to nadrobiłam Star Trekowe zaległości zaliczając całego Picarda :). Może pokuszę się o Lower Decks, bo o Discovery dużo złego się naczytałam i nasłuchałam. Aktualnie wole oglądać moje prezenty z ostatnich kilku lat i kończę oglądac tę cześć Star Trek DS9, której na SAT 1 już nie obejrzałam. A potem zdecydowanie powrót do The Next Generation, Voyager na deser.

Wracając do MCu: jeszcze pierwszy Doctor Strange był ok. Thor Love and Thunder wbrew pozorom da się strawić, ale to już nie było to. Ostatnim, moim zdaniem, przyzwoitym filmem byli Guardians 3, na którego poszliśmy do kina. Za to Ant-Mana i całą zgraję tych nowych wynalazków totalnie olaliśmy z mężem. Na drugiego Strange'a już nie poszliśmy, bo MCU nas po prostu zmęczyło.
If you want the world
Use your mind, take control
Feel the strength - rise from within
If you really want it, the world is yours
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kino”