Więcej i bardziej, jako klasyczny sposób na zaoranie franczyzy.
Moje pierwsze zetknięcie z Marvel Cinematic Universe to był Thor na DVD, pożyczony od koleżanki i wystarczyło. Urzekło mnie wszystko (poza farbowanymi brwiami Hemswortha), a zwłaszcza Hiddlestonowy Loki (który jako jeden z nielicznych bohaterów, dostał godną kontynuację).
W ogóle pierwsza faza ma w sobie tę prostotę wynikającą z braku multiwersum i kontynuacji dyszących za plecami, aż miło. Avengers w kinie to było takie piękne przeżycie. Ta garstka postaci, tak różnych, kontra Loki & Kosmiczna Sp. ZOO.
Pamiętam też, jak zakochałam się w Strażnikach Galaktyki od sceny w jaskini, a soundtrack znam na pamięć i wciąż katuję w trakcie jazdy samochodem (choć z vol 2 i 3 nie pamiętam ani jednej nuty). I jasne, Infinity Saga miewała słabsze filmy, jak Thor 2 (aczkolwiek z jakiegoś powodu lubię ten film, don't asy me why), Ant-Man 2 czy Agę of Eltron, ale całościowo historia była epicka.
Tak, należę do osób, którym Endgame nie przypadło i widziałam ten film tylko raz, w IMAX, kiedy wyszedł. Planuję rewach Sagi w tym roku, to się przemogę. Jasne, walka na koniec pompatyczna, epicka i w ogóle Cap z Mjolnirem, leci z tym koksem. Problem dla mnie stanowi cała poprzednia część tego filmu. Pamiętam, jak mnie skręcało od fan serwisu, jak rzygać mi się chciało od 3h robienia sobie żartów z Thora, który był tak kapitalny w Ragnarok i Infinity War. Depresję pokazano w IM3, to? To był smutny kabaret z Mrągowa. Gdyby ten film był tylko Aktem 3, pewnie chętniej bym do niego wracała.
A potem? Potem przyszła kupa, ale na początku nic jej nie zapowiadało. WandaVision - ależ to było ciekawe, zwłaszcza na początku. The Falcon & The Winter Soldier - cudowny. Bromance i łódka, czego chcieć więcej. Loki - też wspaniały. Nie sądziłam, że kiedykolwiek pokocham postać graną przez Owena Wilsona. Richard E. Grant jako Classic Loki - mistrzostwo świata.
A potem przyszła Czarna Wdowa, która... była. Zwłaszcza była x lat za późno, a na pewno powinna była powstać przed Endgame. Shang-Chi nie widziałam do dziś, choć słyszałam, że warto - nie chce mi się i tyle. Eternals? Nie widziałam. No Way Home - fajny, bardzo lubię tę wersję Pająka. Doctor Strange in the Multiverse of Madness? Zaskakująco dobry. Miałam fun, nadzieja ciut się narodziła. W tym czasie wyszło What If...? i Hawkeye, które olałam (nawet Adamczyk nie skusił). Moon Knight? Oscar Isaac i ta postać? Matko bosko kochano, jaka byłam napalona. Matko bosko kochano, jakie to złe było. Ms. Marvel olała, She-Hulk tym bardziej. Filmowo zamęczał Thor w Miłość i Grzmocenie, które zapamiętajmy, by o nim zapomnieć. Wakanda 4ever olałam.
Olałam też Secret Invasion, Echo, Ironheart, Ant-Man 3, The Marvels, Capa z Red Hulkiem.
Loki sezon 2 był bardzo ok, dał twórcom magiczny wytrych do naprawiania wszystkiego, co nic dobrego nie wróży.
Agatha all Along - serial, którego zapowiedź dała mi srogie WTF, po co, a okazał się bardzo dobry.
GOTG Vol.3 - Gunn potrafi i choć zastosował szantaż emocjonalny, nie mam z tym problemu. Szkoda, że nie zabił Pratta.
Deadpool & Wolverine to przypadek, kiedy bardzo przeklinałam, że poszli w nostalgia bat fan serwis i wzięli Jackmana. Po fakcie kocham to, iż go wykopali (dosłownie i w przenośni), bo jest najlepszym elementem tego Raynoldfestu do zarzygania.
A Thunderbolts* było ok. Tyle.
O serialach Netflixowych, które teraz już oficjalnie przynależą, krótko (cały ten post miałby pewnie z 50 stron w Wordzie, jakbym postanowiła pisać o wszystkim i każdym):
Daredevil s1 to złoto, a czołówkę kocham tak bardzo, że jest w mojej topce wszelkich czołówek. Miałam problem wyplenić z głowy postać Coxa ze Stardust, ale jak się udało - zakochałam się. (potem miałam problem z nie myśleniem o DD w E33, off). Sezon 2 został pokonany przez Elektrę, s3 wrócił na nogi, ale wciąż nie dorównał 1. Kiedyś nadrobię nową serię.
Jessica Jones s1 klasycznie super, kocham Tennanta zawsze i wszędzie. s2 eh, a s3 do dziś nie widziałam.
Luke Cage - nie wiem, chyba aktor zbyt drewniany na mój gust, wymiękłam po 1 sezonie.
Iron Fist to gówno, a the Defenders totalnie nie pamiętam, tak dobrą fabułę miało. -_-'
Punisher s1 dał radę, s2 wymiękłam chyba po 1 odcinku.
O każdej postaci i wątku z osobna można gadać godzinami, zobaczymy, co z tego wyniknie.
Proszę cytować znalezione dziwne słowa, bo mój komp lubi zmieniać rzeczy, a mi się nie chce czytać własnego tekstu.
