Film FF8!!

Następczyni słynnej FF 7 i niezaprzeczalnie kontrowersyjna część cyklu sagi.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
qfas
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: czw 07 maja, 2009 08:15

Post autor: qfas » śr 18 lis, 2009 12:47

W końcu zebrałem się i przeczytałem wszystkie części. Czemu z tym tak długo zwlekałem:)? Audion, przybył Ci kolejny fan. Masz u mnie mega potiona:).
Teksty w podpisach zazwyczaj trącą sztampą.

Awatar użytkownika
Raven
Redaktorzy
Redaktorzy
Posty: 1411
Rejestracja: czw 20 lip, 2006 11:24
Lokalizacja: W.M. Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Raven » śr 18 lis, 2009 19:35

Oddzielny temat od tego by należało zrobić :D

Jedno pytanie - aż tak nie cierpisz Rinoi, czy po prostu spełniasz oczekiwania publiczności? Bo niektóre wrzuty to aż na siłę się wydają robione.

Aha, i rzeczywiście Quistis ma dobre cycki.
Słuchaj więc nas chociażby szła cenzorów horda
Razem zbudujemy punkowego megazorda
Rebel forevor, transformatą napieprzamy
Niech soczyste ŁO K***A obija się o ściany

Awatar użytkownika
AUDION
Cactuar
Cactuar
Posty: 324
Rejestracja: czw 20 wrz, 2007 14:14
Lokalizacja: MALBORK

Post autor: AUDION » śr 18 lis, 2009 20:09

dark_raven pisze:Oddzielny temat od tego by należało zrobić :D
Żeby to kto wiedział, że się tak rozrośnie. :D
dark_raven pisze:Jedno pytanie - aż tak nie cierpisz Rinoi, czy po prostu spełniasz oczekiwania publiczności? Bo niektóre wrzuty to aż na siłę się wydają robione.
I jedno i drugie. Jedna osoba na kilku forach mi ją skutecznie obrzydziła, ale nie przeczę, że publika też jest brana pod uwagę. Spełniłem nawet jedno życzenie, polegające na wyjaśnieniu, dlaczego Rinoa nie lubi ojca?I to faktycznie wstawione jest nieco na siłę. :) Jednak wiele się jeszcze może zdarzyć. :)
dark_raven pisze:Aha, i rzeczywiście Quistis ma dobre cycki.
Też jestem tego zdania. :)
Brakujące ogniwo pomiędzy zwierzętami, a ludźmi, to właśnie my.

Awatar użytkownika
lena163
Kupo!
Kupo!
Posty: 21
Rejestracja: śr 02 wrz, 2009 10:05
Lokalizacja: Chojnice

Post autor: lena163 » sob 21 lis, 2009 13:52

Nie no niezłe niezłe dopiero zaczełam czytać ale regularnie sobie kopiuje kolejne częsci do worda więc już się troche tego zebrało chyba sobie wydrukuje i w wolnej chwili poczytam np czekając na egzamin na prawo jazy :D

Ja niedawno jak miałam wene tez pisałam opowieść taki mix władcy pierscieni powiązany z wykładowcami na uczelni tyle że to tylko ludzie z roku byli ewentualnie w stanie przyswoić ten rodzaj humoru a tu widze że niedługo będziesz miał fanklub

Awatar użytkownika
Pleiades
Kupo!
Kupo!
Posty: 59
Rejestracja: sob 22 sie, 2009 22:58
Lokalizacja: Kórnik/Posen
Kontakt:

Post autor: Pleiades » pn 23 lis, 2009 18:55

AUDION pisze:
dark_raven pisze:Oddzielny temat od tego by należało zrobić :D
Żeby to kto wiedział, że się tak rozrośnie. :D
Masz wielkie poczucie humoru, masz wiernych fanów, więc nikomu nie przeszkadza, że tak się to rozrosło :)
AUDION pisze: I jedno i drugie. Jedna osoba na kilku forach mi ją skutecznie obrzydziła, ale nie przeczę, że publika też jest brana pod uwagę. Spełniłem nawet jedno życzenie, polegające na wyjaśnieniu, dlaczego Rinoa nie lubi ojca?I to faktycznie wstawione jest nieco na siłę. :) Jednak wiele się jeszcze może zdarzyć. :)
O życzeniu wiemy, ale nie pisz, że coś jest "wstawione na siłę". Sama Rinoa, pamiętajmy, w grze była wstawiona wiele razy na siłę i trzeba było coś z tym zrobić. A przynajmniej wyjaśnić, czemu tak często się napatacza, kiedy nikt jej na scenę nie prosił.
AUDION pisze:
dark_raven pisze:Aha, i rzeczywiście Quistis ma dobre cycki.
Też jestem tego zdania. :)
Heh, tylko że chodzi zakryta pod szyję. Gdyby chociaż miała dekolt jak Ultimecia... Szkooda ;(

Ogólnie - fanfik świetny i z przyjemnością pochłaniam kolejne części :)
Sorceress Pleiades, koty, Sorceress' Knight i Half-Blood Prince.

Awatar użytkownika
AUDION
Cactuar
Cactuar
Posty: 324
Rejestracja: czw 20 wrz, 2007 14:14
Lokalizacja: MALBORK

Post autor: AUDION » czw 03 gru, 2009 16:32

Ojej, jaki gromki odzew :D . Dzięki wielkie.

No to bez zbędnych ceregieli czas na kolejną(muszę sprawdzić), ósmą część.
Sorki za błędy, ale coś mnie chyba zaczyna "rozbierać", więc mogłem coś przeoczyć.

Squall zerwał się z łóżka zlany potem. Myśl, że majątek jego życia, leży gdzieś w trudnym do zlokalizowania miejscu, nie dawała mu spać. Pierwsze kroki skierował zatem do gabinetu doktor Kadowaki, gdzie spoczywała Rinoa. Nadal mimo usilnych starań niczego się nie dowiedział. Po chwili głos z megafonu oznajmił, iż w związku ze zlikwidowaniem przez Edeę trybunału w Hadze, ona sama nie zostanie pociągnięta do odpowiedzialności za zbrodnie przeciwko ludzkości. Niestety ogrodu Galbadia, żaden blacharz nie był w stanie doprowadzić do ładu, a już w szczególności po tym, jak większość konstrukcji rozebrali złomiarze. Edei nie pozostało zatem nic innego, jak złożenie wniosku o lokal socjalny. Po rozpatrzeniu wniosku, został jej przydzielony dawny sierociniec, którego standard był najbardziej zbliżony, do obecnego stanu dotychczasowego miejsca zamieszkania.
Squall w poszukiwaniu sposobu na uzyskanie informacji od Rinoi, postanowił udać się do Edei. Przy wejściu do sierocińca zauważył strusia z głową w podłożu, mającego na sobie sweterek Cida.
-Jak nic pożarł go – pomyślał Squall i już miał potraktować ptaka swoim gunblade`m, gdy ten zaczął się wiercić i po chwili wyciągnął głowę, wydając przy tym odgłos odkorkowywanej butelki.
Jakież było zdziwienie Squalla gdy zobaczył, iż nikt tu nikogo nie pożarł, a owym strusiem okazał się sam Cid.
-Co pan tu robi? - zapytał Squall.
-Wypadłem z ogrodu? - odpowiedział pytająco Cid z dużą dozą niepewności w głosie.
Widząc jednak niedowierzanie Sqalla, dodał:
–Szukam obrączki, bo mi gdzieś wypadła? - Jego kolejna odpowiedź w trybie pytającym ponownie spowodowała wyraz zażenowania na twarzy Squalla – No to już się przyznam. Żony się bałem, bo ona jak byliśmy razem, to mnie biła. - Odpowiedział z płaczem, prezentując przy tym błagalny wzrok małego kotka.
Squall mimo tego, że nie był specjalnie zadowolony ucieczką Cida, zmiękł widząc, jak wielką ten wykazał się desperacją, wbijając swoją głowę w podłoże wykonane ze zbrojonego betonu. Po wysłuchaniu całego biadolenia, Squall udał się do Edei. Ta zaczęła przepraszać, twierdząc, że od czasu wydarzeń w Galbadii, była opętana przez Ultimecję, czarownicę z przyszłości, którą jakiś czas temu, kupiła na stadionie dziesięciolecia, od zaprzyjaźnionego Rosjanina, jako przedpremierową edycję, wydanego kilkadziesiąt lat później oryginału. Wszystkie wywody o poszukiwaniu Ellone przez Ultimecję, oraz chęć jej zjednoczenia z zaginioną czarownicą Adel, Squall skutecznie olewał, rozwiązując w tym czasie testy i zdobywając tym samym, stopień SeeD dyplomowanego. W całym wywodzie zaintrygowała go jednak wzmianka odnośnie kompresji czasu, o której w międzyczasie była mowa. Wszak nie ma to jak spić się flaszką przedniego eliksiru, której się jeszcze nie kupiło, a do tego mieć pustą butelkę po nim na wymianę. Niestety Edea nie była w stanie pomóc Squallowi w jego dążeniach do obudzenia Rinoi, co znacznie bardziej zasmuciło Squalla, niż jakaś tam kompresja czasu, z której jakby nie patrzeć, płynęły same korzyści.
Po rozmowie z Edeą, Squall wrócił do Rinoi. Na wstępie rozgonił studentów, którzy z jej zimnego ciała zrobili sobie okład na głowy, zwalczając w ten sposób dolegliwości spowodowane przedawkowaniem środków leczniczych. Gdy tylko usiadł niemal natychmiast stracił przytomność przenosząc się do świata snów. Tym razem w jego umyśle pojawiło się jednak menu użytkownika, dzięki któremu mógł wybrać, kto wraz z nim będzie musiał znosić tę katorgę, jaką są sny o Lagunie? Znając zamiłowanie Irvine`a do pocieszania Selphie, postanowił rozdzielić parę, by ograniczyć ilość scen erotycznych i Irvine`owi do kompletu dorzucił Zella.
We śnie Laguna z kolegami, robiąc sobie przerwę w wyłudzaniu od przechodniów, pieniędzy na mega potiony, postanowił zarobić kilka gil na pracy w filmie. Laguna pasował do roli idealnie, gdyż produkcją zajmowała się „Polska Telewizja Publiczna”, która zatrudniając beztalencia aktorskie, realizowała ku przerażeniu abonentów, swoją misję, polegającą na produkowaniu seriali, których wartość intelektualna jest przekazywana metodą podprogową, gdyż bezpośrednio ich przekaz, można porównać jedynie do ekranu wyłączonego telewizora.
Koledzy Laguny ku swojej uciesze dostali rolę smoka, dlatego też udali sie do garderoby w celu przyodziania kostiumu. W związku z tym, że Ward wykazywał zadziwiające podobieństwo do zadniej części smoka, już po chwili dało się słyszeć na planie głos Kirosa.
-Zabieraj te brudne łapy z moich pośladków.
Niestety nikt ich nie uprzedził, że owo przebranie przedstawiało dorodną samicę smoka, a zapach lateksu idealnie imitował feromony smoczycy w trakcie rui. Na efekty nie trzeba było długo czekać, gdyż już po chwili z kierunku garderoby dobiegł nieludzki krzyk Warda, sugerujący zainteresowanie kostiumem ze strony płci przeciwnej. W tym czasie Laguna przygotowywał się do roli, podnosząc swój wątpliwy talent darmowymi potionami. Gdy wreszcie rozpoczęto nagrywanie filmu, na planie pojawił się wyraźnie zadowolony smok. Laguna zorientował się, że coś jest nie tak, dopiero gdy zniknęła cała ekipa filmowa. Plastikowy gunblade rozleciał się już przy próbie podniesienia go z ziemi, w związku z tym nie pozostało nic innego, jak rzucanie butelkami po potionach. Smok jednak wydawał się nie zwracać uwagi, gdyż oparł swój grzbiet o skałę i wyraźnie odstresowany odpalił papierosa delektując się dymem. Laguna korzystając z okazji zaczął uciekać. Niestety smok był szybszy i pojawił się na jego drodze, zastawiając mu przejście. Na szczęście w tym samym momencie pojawili się koledzy Laguny. Zanim jednak Kiros zdążył podać Lagunie karabin, Ward zniknął i zachodząc smoka od tyłu, ze słowami „oko za oko, ząb za ząb”, spowodował wydobycie się ze zwierzęcia odgłosu przeraźliwie kwiczącej świni, oraz efektu nadnaturalnego wytrzeszczu oczu. Niestety spot kampanii społecznej, informujący o tym, że znęcanie się nad zwierzętami jest karalne, przerwał tą jakże interesującą scenę i dane nam było obejrzeć tylko widok oddalającego się w popłochu smoka, żłobiącego swym odwłokiem i powłóczonymi tylnymi kończynami, bruzdę w piasku. Po wszystkim drużyna Laguny postanowiła się ewakuować, gdyż kostium zaczął przyciągać kolejne smocze samce.
Na resztę scen Squall nie zwracał uwagi, próbując nakłonić Ellone, by ta przeniosła go do momentu, w którym Rinoa zakopywała jego oszczędności, by móc zlokalizować owo miejsce. Niestety w tym momencie stracił zasięg, a pod jego zamkniętymi powiekami wyświetlał się jedynie komunikat „szukam sieci”.
Squall widząc w zdolnościach Ellone szansę na odzyskanie swojej własności, postanowił ją odnaleźć. Po pomoc udał się do Edei, która obdarowała go listem mającym ułatwić kontakt z białymi SeeD, u których powinna się znajdować Ellone. Po drodze Zell poprosił, by zatrzymali się koło lasku chocobo. Po co mu ta wizyta, zrozumieli dopiero, gdy wrócił stamtąd, dzierżąc w rękach trzy mega kubełki z logiem KFC, zawierające udka chocobo zapiekane w cieście. Niesamowita nawigacja satelitarna bez problemu odnalazła statek, jednak przyjęci zostali raczej chłodno, a wręcz poproszeni o opuszczenie pokładu. Biorąc pod uwagę fakt, że w związku z unikaniem portów, biali SeeD od dłuższego czasu wegetowali na diecie złożonej z owoców morza, pomysł obdarowania ich paluszkami rybnymi, w celu ocieplenia stosunków, okazał sie zupełnie chybiony. Squall już miał wrócić na pokład ogrodu, gdy pojawił się Zell z mega kubełkami. Mimo podjęcia desperackiej próby uchronienia swojego posiłku, po chwili Zell miał puste ręce, zaś wszyscy biali SeeD, rozpierzchli sie nie wiadomo gdzie, wraz z jego obiadem. Teraz Squall bezkarnie mógł połazić po statku w poszukiwaniu Ellone. Na jego nieszczęście, na pokładzie byli koledzy Rinoi z partyzantki. Jeden z nich na wieść o losie koleżanki, rzucił się w szale na Squala, gryząc go w łydkę, a w przerywnikach używając słów powszechnie uznawanych za obraźliwe. Drugi wyjaśniał w tym czasie, że Rinoa ma u nich spory dług karciany i że przez Squalla nie będą mogli go wyegzekwować. Cała sprawa uspokoiła się, gdy z mundurka Squalla wysunęła sie gazetka, traktująca o sposobach rozmnażania człowieka rozumnego, którą napastnik natychmiast się zainteresował, gdyż w związku z rozporządzeniem miłościwie im panującego Ojca Dyrektora, został wprowadzony całkowity zakaz sprzedaży tego typu literatury. Po wymienieniu gazetki na dwie talie kart i zgrzewkę potionów, Squall udał się do kapitana i wręczył mu list od Edei. Ten po analizie grafologicznej tekstu i potwierdzeniu zgodności podpisu z oryginałem, oznajmił, że jak ich statek uległ awarii, to Ellone zabrała się na stopa Estharskim statkiem o imieniu „Titanic”, a powodem tak desperackiej decyzji był najprawdopodobniej Leonardo Dicaprio, od którego nie mogła oderwać wzroku. Od tego czasu słuch o niej zaginął. Squallowi nie pozostało więc nic innego, jak udać się do Eshtar w poszukiwaniu Ellone.
W związku z tym, że Squall poddał się modzie na zdrowy styl życia, postanowił, że zamiast jechać ogrodem do samego Esthar, przejdzie się pieszo z Fisherman`s Horrizon. Zabrał ze sobą także Rinoę, którą zamierzał użyć w przerwach, jako sztangi do ćwiczenia rzeźby swojego ciała.
Niestety nieco się przeliczył, bo po przejściu kilkunastu kilometrów torowiska i wyciśnięciu koleżanką kilku serii, zaczął wyraźnie słabnąć. Dalszą drogę pokonywał powtarzając pod nosem:
-Zmieniłem się. Bardzo się zmieniłem. – co biorąc pod uwagę znaczną utratę masy ciała, spowodowaną nadludzkim wysiłkiem, było słusznym spostrzeżeniem.
Niestety zmęczenie nie prędzej, to później musiało się rzucić na psychikę i podczas odpoczynku w połowie drogi, Squall zaczął konwersować z nieprzytomną Rinoą. Na całe szczęście w dalszym niesieniu koleżanki pomogły mu żuki grabarze, które kierując się instynktem, ochoczo zabrały się za transportowanie jej ciała do gniazda, znajdującego się na stacji końcowej. Pierwsza część podróży Squalla została uwieczniona na płycie DVD i pod tytułem „jak zgubić piętnaście kilo w jeden dzień” dodawana do większości czasopism kobiecych, co bardzo szybko zaowocowało, ciepło przyjętym przez męską część społeczeństwa, zwyczajem noszenia mężów na rękach.
Jak się okazało, reszta drużyny dotarła na miejsce szybciej, wykorzystując w tym celu zaginioną drugą linię warszawskiego metra, co tłumaczyło fakt, niezauważenia ich przez Squalla. Jedynie Edea podążała jego śladem, jednak zgodnie z zaleceniami super niani, postanowiła nie pomagać konającemu ze zmęczenia Squallowi, ucząc go w ten sposób zaradności życiowej. Sama Edea także skorzystała na podróży, gdyż od dziecka marzyła, aby mieć nos podobny do Michaela Jacksona, a wąska suknia i szpilki w połączeniu z podkładami kolejowymi, ułatwiła jej samodzielne wykonanie zabiegu, dzięki częstym kontaktom twarzy z podłożem.
W międzyczasie Irvine wraz z Selphie zrobili rozpoznanie terenu, ze szczególnym uwzględnieniem stogów siana, o czym świadczyły resztki suchej trawy we włosach, oraz stanik Selphie na piersiach kolegi. Na widok skonanego Squalla walczącego z żukami o Rinoę, wszyscy zaczęli żartować
-Nie łatwiej było ją turlać? - zapytała z sarkazmem Quistis
-Eee tam, trzeba było kurierem wysłać – odpowiedział uśmiechnięty Zell.
Squall zdawał się nie słuchać przyjaciół, nad czymś się zastanawiając. Po pewnym czasie podniósł głowę i spojrzał na Edeę.
-Przepraszam, ale jak ty się tu dostałaś? - zapytał
-Przypłynęłam razem z wami do Fisherman`s Horrizon, a potem pieszo. - odpowiedziała
-A kiedy wsiadłaś?
-Jak płynęliście do statku białych Seed.
-Ciekawe zatem, po co nam dałaś list dla nich, skoro mogłaś po prostu pójść z nami? - zapytał podejrzliwie Squall – A tak w ogóle to po co z nami idziesz?
-Idę z wami do Esthar, do doktora Odine, żeby odebrał mi moce.
-A skąd wiesz, że my idziemy do Esthar, skoro nie byłaś z nami u kapitana białych SeeD? Ty jesteś... - urwał Squall, kierując porozumiewawcze spojrzenie do Zella. - UBek – dokończył i w tym momencie obydwaj rzucili się na Edeę, przez przypadek rozpinając jej suknię i obnażając gumowy biust z nadrukiem „Stomil”.
-To nasza cywilizacja z twojej przyczyny niemal zawaliła się w gruzy, a ty se cycki będziesz przyprawiać, cyganie jeden!!! - Wykrzyczał Zell.
-Ale ja musiałam..., łem, być taki bezwzględny, bo Ultimecja mi kazała.
-To już wiemy, ale dlaczego się za babę przebierałeś!? - zapytał Squall
-To moja największa tragedia życiowa. Rodzice zawsze chcieli, żebym był czarownicą, a wiedzieli, że wśród nich nie ma równouprawnienia i żadna nie przekaże swojej mocy chłopcu, więc mnie przebierali. - odpowiedziała Edea, a właściwie Edek.
-Ale dlaczego jak już zostałeś czarownicą, to nie zrzuciłeś tych fatałaszków.
-Już miałem to zrobić, ale wtedy zawładnęła mną Ultimecja, która nie mogła sobie pozwolić na to, by wyszło na jaw, że tak potężna czarownica pomyliła płeć osoby, którą miała opętać, więc zmuszała mnie do przebierania.
-To już teraz rozumiem dlaczego Ultimecja tak pilnie szukała Ellone? Ona po prostu chce się przenieść w ciało kobiety. I wreszcie pojąłem, dlaczego wy z Cidem nie macie własnych dzieci.
-No dobra, ale czemu nas śledzisz? -zapytał Zell
-Jak CBŚ mnie rozszyfrowało, postanowili wykorzystać moją sytuację i szantażem zmusili mnie do współpracy. Dlatego miałem was śledzić, by poznać źródło waszego finansowania.
-No i co my mamy teraz z tobą zrobić? W końcu byłeś nam matką – w tym momencie Squall splunął – ojcem. Chyba nie wydamy całemu światu, że o mało nie zostali unicestwieni przez transwestytę?
-Może ustalmy, że wy mnie nie wydacie, a ja nie doniosę na was do CBŚ, a na zgodę wypijmy co nieco. - Po czym wyciągnął spod spódnicy dwa meksykańskie Eliksiry, oraz wypełniające sztuczny biust limonki. O sól nie musieli się martwić, gdyż tuż za rogiem zaczynało się wielkie, wyschnięte, słone jezioro.
Ruszając dalej po osuszeniu butelek, szli słaniającym się krokiem i darli gęby śpiewając „La Cucaracha”. Niestety po przejściu kilku kilometrów, przypomnieli sobie, że zapomnieli Rinoi. Gdy zawrócili, na ich drodze pojawił się wielki szkielet. Squall jednak zachował zimną krew.
-Poszekajsie, uruchomiem snajomosci, to jesszce sarobimy. – Po czym wyciągnął telefon i zadzwonił do zaprzyjaźnionego zakładu pogrzebowego „Radosny pochówek”, donosząc o niezajętych przez nikogo zwłokach. Już po kwadransie na miejscu pojawił się karawan. W związku z oporem stawianym przez zwłoki, powiadomiono łódzkie pogotowie, które po podaniu pavulonu, wydało akt zgonu z adnotacją, iż przyczyną śmierci, było uświadomienie pacjenta, że nie żyje. Szczęściem Squalla było to, że nie miał ze sobą Rinoi, bo walka z pracownikami zakładu pogrzebowego o ciało, byłaby z góry skazana na niepowodzenie.
Po wyrwaniu Rinoi z żuwaczek wygłodniałych żuków, udali się do granic Esthar. Kamuflaż miasta zdał się na nic, gdyż graficiarze namalowali na nim wielki wizerunek Ojca Dyrektora z rękami rozłożonymi w geście „Oddajcie mi swoje emerytury”. Miejsce, które u normalnego mężczyzny zwieńczone jest rozporkiem, okazało się być wejściem, z którego nie omieszkali skorzystać. Całe szczęście, że Irvine wziął ze sobą pluszowe, różowe kajdanki, gdyż w innym wypadku, Squall wchodząc po drabinie, musiałby trzymać Rinoę zębami.
Winda, która czekała na naszych podopiecznych, mimo rozmiarów boiska do koszykówki, mogła udźwignąć tylko cztery osoby, więc chciał nie chciał musieli sie zabrać na dwa razy. Selphie na widok wielkiego, szklanego miasta z bardzo rozwiniętą technologią, wykrzyczała:
-To jest niemal tak piękne jak Wąchock!
Gdy Squall z koleżankami dotarł na miejsce, poczuł ciśnienie na pęcherzu i gdy poszedł go opróżnić, nagle poczuł senność. Zdążył jeszcze wykrzesać z siebie:
-Ellone nie teraz, bo sobie buty osikam. – W tym momencie osunął się na podłoże i usnął.
We śnie Laguna wraz z kolegami, pracowali jako robotnicy przymusowi w laboratorium Lunatic Pandora. Niestety Ward i Kiros zaczęli stwarzać problemy, więc jeden ze strażników rozkazał Lagunie, by ten wezwał posiłki.
-A co ja chłopiec na posyłki jestem? - Odpowiedział Laguna, ratując w międzyczasie Mombę, którego wcześniej sam potraktował kluczem francuskim.
Na reakcję strażnika nie trzeba było długo czekać. Walka jednak przybrała nieco nieoczekiwany obrót, gdy Laguna zdał sobie sprawę, iż nie wiadomo skąd, w jego rękach zmaterializował się karabin. Był tym na tyle zaszokowany, że nawet nie zauważył, jak przerażony strażnik widząc ewidentny cud, wziął nogi za pas. Towarzyszący Lagunie robotnik padł na kolana.
-Cudotwórca, zostań naszym wodzem. Jesteś taki prawy i sprawiedliwy.
-Dobra, ale dopiero jak znajdę Ellone i brata bliżniaka.
w tym momencie pojawił się Ward z Kirosem i razem ruszyli na górę. Zastali tam doktora Odine rozmawiającego ze swoimi asystentami. Oczywiście jak na bardzo strzeżone laboratorium przystało, przy wejściach nie było ani jednego strażnika, co poskutkowało pojawieniem się w pomieszczeniu japońskiej wycieczki, której przewodnik, pokazując doktora Odine, w jedynym znanym mu polskim języku, oznajmił ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-No żółtki, to jest gościu, który porywa wasze dzieci i robi na nich eksperymenty.
Na reakcje nie trzeba było długo czekać, szerokie uśmiechy, przyjacielskie skinięcia głów, oraz kilkaset zdjęć. Odine zdawał się niczego nie zauważyć, podobnie zresztą jak Laguny z kolegami. Dlaczego Laguna nie zapytał od razu Odine o Ellone, pozostanie tajemnicą lasu? Wiadomo tylko, że z tego powodu musieli stracić sporo czasu, by go ponownie odnaleźć. Doktorek jednak wykazał się podobnym poziomem rozgarnięcia i niemal bez oporów, zamówił im taksówkę wprost do swojego laboratorium w Esthar, gdzie przetrzymywali Ellone, zamiast posłać ich w łapy czarownicy Adel. Postępowanie całej czwórki można by jednak tłumaczyć, tajemniczym oddziaływaniem Lunatic Pandory, której nazwa nawiązywała wprost do logiki ich działań. W laboratorium doktora Odine, jak zwykle klepiąc przypadkowe przyciski Laguna otworzył drzwi i uwolnił Ellone.
W tym momencie zakończył się sen. Squall wytarł buty i dołączył do reszty. Po chwili przyjechał samochód z którego wysiadł rosły facet, który zmieścił się w aucie, tylko dzięki wyciętej w dachu dziurze. Po kilku nieistotnych pytaniach, poprosił ich wszystkich do środka wozu. To, że się tam zmieścili, zawdzięczali filmowi instruktażowemu, pokazującemu polskiej młodzieży, jak zmieścić po wiejskiej dyskotece, ludność trzech wsi, w dwa dwudziestoletnie, niemieckie auta.
Po dotarciu do pałacu prezydenckiego, Edea ukrywając swoją prawdziwą tożsamość, poprosiła przebywającego tam doktora Odine, o uwolnienie jej od Ultimecji. Ten nie stwarzał problemów i stwierdzając, że potrzebny będzie mały egzorcyzm, zaczął przebierać się w sutannę. Squall w tym czasie, zaczął ze zniecierpliwieniem wypytywać się o Ellone.
-Zgodzę się na widzenie z nią, jeśli pozwolicie mi pomolestowa..., poobserwować tą w niebieskim – powiedział śliniąc się lubieżnie Odine.
Squall mając na względzie swoje oszczędności, zgodził się bez wahania. W związku z tym doradca prezydenta kazał im udać się do kosmodromu Bajkonur, bardziej znanego jako Lunar Gate. W drodze na miejsce, zrobili sobie przechadzkę do Tear`s Point, gdzie znaleźli zgubiony w przeszłości, przez japońskich turystów, pierścień Salomona. Gdy tylko weszli w jego posiadanie, pojawił się Ifrit, który poprosił, o oddanie mu pierścienia, by mógł go podarować swojej bliskiej rozwiązania ukochanej, jako dowód miłości, gdyż ta zamęcza go ostatnio tekstem: „Ty już mnie nie kochasz”. Gdy tylko Ifrit podarował Shivie pierścień, ta tak się wzruszyła, że zaczęła rodzić. Nasza drużyna nawet nie zauważyła, że z ekwipunku zniknęło im sześć stalowych rurek, które Ifrit zużył do zmontowania łóżka porodowego, sześć paczek marlboro na jego skołatane porodem nerwy, oraz sześć butelek potrójnie destylowanego remedy, które zużył na opijanie pępkowego z innymi GF-ami. Poród przeciągnął się dość znacznie, ze względu na długość składu, co dało czas zdobycie przez kolegów Ifrita, kołyski w kształcie parowozowni, pozyskanego z majątku upadających „Polskich Kolei Państwowych”. Nowo narodzone dziecko przyniosło wiele radości rodzicom, ze szczególnym uwzględnieniem zużytych pieluch, których aromat potrafił skutecznie zatruć przeciwników.
Nie tracąc więcej czasu nasza drużyna wreszcie ruszyła do Lunar Gate, odbierając po drodze, ku ich uciesze, zasiłek porodowy na nowo narodzonego GF-a.

[ Dodano: Pon 14 Gru, 2009 23:04 ]
No to cichaczem dodam część dziewiątą :) .


Gdy dotarli do Lunar Gatate, zostali poproszeni do sali odpraw. Tam wyjaśniono im, że na czas podróży do stacji kosmicznej, powinni zostać zahibernowani.
-Po co hibernacja skoro stację kosmiczną sięgam swoim blasting zone? - zapytał wyraźnie zdziwiony Squall.
-To na wypadek gdybyśmy nie trafili.
-Często zdarza się wam nie trafić?
-A jak myślisz skąd tyle kraterów na księżycu?
Całe te rozważania i tak nie miały większego sensu, gdyż w wyniku obcięcia dotacji na badania kosmiczne, zamiast hibernacji stosowano wprowadzanie pasażera w stan upojenia alkoholowego i robiono to pod przykrywką dobrej imprezy, gdyż nikt trzeźwy, słysząc o celności wyrzutni, nie dał by się włożyć do kapsuły.
Squall pomimo trzech promili we krwi, nie bardzo chciał się dać wcisnąć do środka. Dopiero butelka przedniego eliksiru na drogę, uśpiła jego czujność. W ostatnim geście dał jeszcze Zellowi znać by ten zajął się Edeą. Co do Quistis, to swoim stanem przypominała Rinoę, więc jej umieszczenie w kapsule nie stanowiło większego problemu.
Po załadowaniu kabin do bębna, obsługa rozpoczęła procedurę odpalania. Jeden z pracowników kręcił bębenkiem w którym znajdowały kapsuły, zaś reszta obstawiała prawdopodobieństwo trafienia na pełną komorę, jak również w cel? Samym odpalaniem zajmował się niejaki Clint Eastwood, który wreszcie znalazł pistolet w rozmiarze rekompensującym mu braki własnej fizjonomii. W momencie, gdy Squall ze swoimi towarzyszami ruszył na podbój przestrzeni kosmicznej, z morza wyłoniła się Lunatic Pandora. Na szczęście ciśnienie atmosferyczne było tego dnia nieziemsko wysokie i opór powietrza spowolnił urządzenie na tyle skutecznie, że mimo, iż ujęcie kamery pokazywało Lunatic Pandorę na tle Esthar, to nasza drużyna pod dowództwem Zella zdążyła pieszo wrócić z Lunar Gate i pogadać sobie z doktorem Odine. Jako że czasu mięli naprawdę dużo, doktor wyjaśnił im, że celem Lunatic Pandory nie jest Eshtar, tylko Tear`s Point w którym od kilkunastu lat mieści się rozgłośnia Radia Aeris. Dodał także, iż może się to przyczynić do Lunar Cry, czyli migracji istot zamieszkujących księżyc, na ziemię. Po tym gadaniu wreszcie przeszli do ustalania, jak wniknąć do wnętrza przemieszczającej się Lunatic Pandory, choć trzeba przyznać, iż słowo „przemieszczająca”, w tym wypadku było nieco nie na miejscu. Niestety, o ile wyznaczenie miejsca nie stanowiło problemu, to wszyscy zapomnieli o wymyśleniu sposobu na wejście do środka. Gdy wreszcie dotarli na miejsce spotkania, znowu objawiło się zgubne oddziaływanie Lunatic Pandory, gdyż nie wiadomo po co, wyskoczyło z niej dwóch żołnierzy, zostawiając za sobą otwarte drzwi, co rozwiązało problem, który i tak zdawał się niespecjalnie nurtować naszych podopiecznych. W momencie gdy żołnierze wyskakiwali, Zell wraz z resztą drużyny wskoczył do środka i pokazując im w geście podziękowania środkowy palec dłoni, zamknął drzwi. Zwiedzanie wnętrza trwało trochę czasu i gdy już niemal dotarli do celu, pojawił się reżyser i z powodu braku pomysłu na zakończenie wędrówki naszych pupili, wywalił ich z planu. Na całe szczęście niewiarygodnie wysokie ciśnienie, wyhamowało swobodny spadek naszych pupili, zaś sama Lunatic Pandora dotarła nad Tear`s Point
W tym czasie Squall i jego towarzyszki docierali w pobliże bazy kosmicznej. Na ich szczęście Ellone rozwiesiła wkoło stacji kosmicznej pranie, które skutecznie wyhamowało kapsuły, ratując tym samym naszych podopiecznych, od niechybnego spotkania z powierzchnią księżyca. Po chwili obsługa zabrała kapsuły do bazy kosmicznej. Po umieszczeniu Rinoi w pokoju medycznym, poszli na obchód stacji. Squall przez okno rzucił okiem na sarkofag więżący Adel. Gość stojący obok zaczął opowiadać, że wiedźma umieszczona jest w miejscu gdzie równoważy się grawitacja, tak by nie mieć kontaktu ze światem zewnętrznym. W tym momencie Squall spojrzał na sarkofag i ku jego zdumieniu, Adel zdawała się odtańczyć przed nim taniec zwycięstwa, by na zakończenie pokazać mu język i ponownie zamrzeć w bezruchu. Squall przetarł oczy stwierdzając, że widać zaczyna trzeźwieć po podróży i stąd halucynacje. Jedyne co zdawało się w tym wszystkim nie zgadzać, to układ rąk, stanowczo odwołujący się do gestu Kozakiewicza na olimpiadzie w Moskwie. Mimo pewnych podejrzeń co do prawdziwości swoich zwidów, Squall udał się pośpiesznie w poszukiwaniu Ellone, przeczuwając, iż później może nie mieć na to czasu. Już w następnym pomieszczeniu spotkał poszukiwaną. Squall od wejścia zrobił Ellone awanturę, twierdząc, że jeśli chciała sobie pooglądać sceny z przeszłości, to wystarczyło komputer odpalić na „youtube”, gdzie są wszystkie sny z Laguną, a nie mu cztery litery zawracać w najmniej odpowiednich momentach. Ellone jednak będąc zahartowana niebezpieczeństwami, które towarzyszyły jej całemu życiu, od sztormów na morzu, poprzez zatonięcie Tytanica, aż do przebywania na stacji kosmicznej Mir, w której okna z drewnianych na plastikowe wymieniono dopiero tydzień wcześniej, nie przejęła się oburzeniem Squalla. W zamian zaoferowała przeniesienie jego świadomości, do świadomości Rinoi w momencie zakopywania jego kosztowności. Squall przyjął jej propozycję natychmiast, wiedząc, że tego filmiku w internecie nie znajdzie. Warunkiem tego przeniesienia, było jednak oddzielenie się umysłu Squalla od ciała, co można było wywołać, tylko poprzez obniżenie poziomu krwi w alkoholu. Jako, że na radzieckiej stacji, coś takiego jak środki lecznicze uchować się nie mogło, sytuacja wydała się bez wyjścia. Jednak w tym samym momencie Squall przypomniał sobie, że pod sukienką Rinoi, schował kilka megaeliksirów do schłodzenia. Zatem nie zostało nic innego jak iść do pokoju medycznego po rzeczone trunki. W międzyczasie zaszli jeszcze do pokoju kontrolnego. Tam zostali poczęstowani żołnierską grochówką i poinformowani o dziwnym zachowaniu istot na księżycu.
-A skąd na księżycu życie? - zapytał Squall.
-To długa historia. – odpowiedział Piet. - Dawno temu, gdy Eshtar było biedne tak jak inne państwa, ktoś mądry znalazł źródło ubóstwa i postanowił, bez względu na koszta przenieść emerytów, Urząd Skarbowy i ZUS wraz z urzędnikami, na księżyc. Wtedy właśnie powstał Lunar Gate, za pomocą którego dało się tą operację tanio przeprowadzić, pod przykrywką tanich wycieczek pracowniczych, oraz pielgrzymek do Watykanu. Dzięki temu Eshtar przestało mieć problemy finansowe i dlatego mogło się tak rozwinąć. Urzędnicy co jakiś czas zbierają się w jednym miejscu, by przełamać problemy grawitacyjne i wrócić na ziemię, ale jest ich zawsze zbyt mało. Niestety osiemnaście lat temu, Ojciec Dyrektor otworzył rozgłośnię Radia Aeris w Tear`s Point. Początkowo nie widzieliśmy w tym zagrożenia, aż do momentu, gdy doktor Odine, nie rozpoczął badań nad Lunatic Pandorą. Tu należy się małe sprostowanie, otóż doktor Odine naprawdę nazywa się Adin, gdyż był pierwszym z trzydziestu dzieci w rodzinie i jest zbiegłym rosyjskim naukowcem, dlatego tak głupio gada. No ale do rzeczy. Wyszło na jaw, że gdy umieści się Lunatic Pandorę nad rozgłośnią, to sygnał radia Aeris zostaje tak wzmocniony, że zaczynają go odbierać emeryci na księżycu i dzięki apelom Ojca Dyrektora, dołączają do zbierających urzędników, co powoduje przełamanie bariery grawitacyjnej i zjawisko Lunar Cry, czyli inwazji urzędników i emerytów na ziemię, a co za tym idzie, załamanie gospodarki, oraz powrót biedy. I zdaje się, że właśnie możemy być świadkami tego przerażającego wydarzenia.
Po podziękowaniu za wyjaśnienia ruszyli do Rinoi. Niestety ta wybudziła się wcześniej i ku trwodze Squalla, wypiła wszystkie ukryte pod spódniczką megaeliksiry, których dawka powaliłaby małego słonia. O dziwo zamiast zasnąć gdzieś w kącie, jej włączyły się szwędacze i zaczęła łazić po stacji, a w jej oddechu było tyle alkoholu, że odrzucało nawet próbującego ją zatrzymać Squalla. Gdy wchodziła do pokoju kontrolnego potknęła się o leżące kable i próbując złapać równowagę, wylądowała twarzą na klawiaturze, przez przypadek zdejmując pierwszy stopień zabezpieczeń sarkofagu Adel. Alarm, który włączył się w tym momencie, spowodował, iż Rinoa instynktownie podjęła wszelkie działania w celu ewakuowania się z bazy i już po chwili, ubrana w skafander, opuszczała pokład Mira. Squall jak można było przypuszczać, oczywiście nie zdążył jej powstrzymać, gdyż z powodu uruchomienia zabezpieczeń bazy, zamknęły mu się przed twarzą grodzie zewnętrzne. Nie pozostało mu zatem nic innego, jak wrócić do pokoju kontrolnego i obserwować co się będzie działo? W tym czasie Rinoa dotarła do sarkofagu, w którym jak się okazało, zdjęcie pierwszego stopnia zabezpieczeń, otworzyło skrzynkę z młoteczkiem, służącym do stłuczenia szyby, za którą więziona była Adel. Rinoi nadal w uszach rozbrzmiewał dźwięk alarmu, który słyszała dzięki komunikatorowi w skafandrze i ponownie instynktownie sięgnęła po młoteczek, uwalniając zagrożoną w jej mniemaniu Adel. W tym samym czasie, dzięki wezwaniu Ojca Dyrektora na obchody osiemnastej rocznicy Radia Aeris, do urzędników dołączyli rozproszeni po księżycu emeryci i już po chwili, komornicy zabierali sarkofag wraz z Adel, a emeryci zaczęli demontować stację kosmiczną Mir, która w ich oczach, była ostatnim symbolem znienawidzonego komunizmu. Niestety jak na to z wieloma emerytami bywa, podążali do celu, nie zwracając uwagi na to co znajduje się na ich drodze i wypychając w kosmos Rinoę, która po drodze dostała jeszcze wezwanie do zapłaty zaległego podatku wraz z odsetkami, co wyraźnie ją otrzeźwiło, uświadamiając jednocześnie w jak nieciekawej znalazła się sytuacji.
Gdy Lunar Cry docierał do ziemi, komornicy odebrali telefon z informacją, iż właściciel stacji Mir, przekazał swój jeden procent podatku w postaci sarkofagu Adel, na charytatywną działalność radia Aeris, w związku z tym, acz niechętnie odstawili ją do Lunatic Pandory.
W międzyczasie Squall, wraz z Ellone, Quistis i Pietem, w obawie przed rozszalałymi emerytami, ewakuowali się kapsuła ratunkową . Dziwnym trafem w komorze Squalla, ktoś z pracowników stacji, ukrył kilka butelek eliksiru. Ten nie omieszkał z nich skorzystać. Po drugiej flaszce, przypomniał sobie, że w tym stanie, Ellone może przenieść jego świadomość, do świadomości Rinoi, co wydawało się ostatnią szansą na uzyskanie informacji odnośnie jego oszczędności.
-Ellone pszenjeś szypko mojją swiadomoszć. – poprosił.
Już po chwili ujrzał Rinoę dryfującą w przestrzeni kosmicznej. Wskazania przyrządów jej skafandra, pokazywały brak tlenu. Gdy już wydawało się, że umrze, w myślach usłyszała Squalla pytającego o zakopane oszczędności. Ten głos przywołał wspomnienie pierścienia Squalla, którego kopię wraz z łańcuszkiem nosiła na szyi. W związku z tym zaczęła się kręcić i wiercić w celu ujrzenia ostatni raz przed śmiercią owej błyskotki, by po kilku próbach uwolnić go, odblokowując w ten sposób zawór tlenu, który ów pierścień blokował, co wyraźnie zaskoczyło Rinoę. Niestety w tym momencie świadomość Squalla wróciła do niego.
-Ellone szemu mnje zaprałasz s pofrotem? - zapytał Squall
-Ale ja ciebie jeszcze nie zdążyłam wysłać – odpowiedziała zdziwiona Ellone.
-No tak, jak chsesz soś srobić, to sróp to sam. - powiedział ubierając się w skafander i szykując się do wyjścia.
Quistis próbowała go powstrzymać, ale biorąc pod wzgląd jego stan emocjonalny, równie dobrze mogła rozmawiać z wirusami świńskiej grypy, które zaczęły dawać się jej we znaki. Znając powszechną prawdę, iż to co zabije, lub posadzi na wózku trzeźwego, to pijanemu nie wyrządzi żadnej krzywdy, można było domniemać, że zarówno Squallowi, jak i Rinoi nic nie groziło. Jak na intuicję upojonego przystało, Squall wysiadł z kapsuły niemal dokładnie w miejscu, w którym znajdowała się dryfująca Rinoa i już po chwili, trzymał ją w pozycji, w jakiej skuwa się w kajdanki przestępców. Niestety przestrzeń kosmiczna nie była najlepszym miejscem do wyciągnięcia od niej informacji, więc Squall zaczął się rozglądać za jakimś lokum. Oczywistą rzeczą jest to, że jak przystało na produkt sygnowany logiem „Final Fantasy”, znalezienie odpowiedniego lokum w kosmosie, nie powinno stanowić większego problemu. Jednak w dwóch napotkanych po drodze mercedesach i jednym małym fiacie, na tylnych siedzeniach spółkowały różnej maści obce istoty, którym lepiej było nie przeszkadzać. Niestety na dotychczasowe poszukiwania nasi podopieczni wyczerpali cały zapas energii. Już wydawało się, że sytuacja jest niemal bez wyjścia i przyjdzie wyciągać predatora za nozdrza z malucha, gdy odezwała się żołnierska grochówka spożyta w bazie kosmicznej. Gazy, natychmiast wydalone przez systemy podtrzymania życia, zadziałały niczym silnik odrzutowy i pozwoliły na dotarcie do porzuconego przez Billa Gatesa statku kosmicznego, który dryfował obracając się wokół osi poprzecznej, z powodu zawieszenia się najnowszego systemu operacyjnego „Windows Zwista”, zarządzającego statkiem. Pech chciał, że w momencie, gdy Squall łapał się statku, jeden płatów uderzył go w głowę, powodując spore wgniecenie w hełmie i zmieniając sposób postrzegania koleżanki. Jego rozmydlony, tępy wzrok nie wróżył niczego dobrego.
Gdy dostali się do środka i zrzucili niewygodne skafandry, Squall zaczął wyraźnie kleić się do Rinoi. Ta jednak słysząc za ścianą dziwne odgłosy i mając na względzie dotychczasowe zachowanie Squalla, wykręciła się, sugerując zbadanie statku w poszukiwaniu potencjalnie niebezpiecznych stworzeń. Jak się okazało, faktycznie nie byli tam sami. Gdy tylko przeszli przez drzwi, w ich kierunku podbiegł obcy. Stanął tak, że jego twarz prawie dotykała twarzy Squalla, niemal powalając go oddechem. Najpierw otworzyła się pierwsza szczęka, uzbrojona w długie błyszczące zęby typowego mięsożercy. Po niej otworzyła się następna i następna, by po kilkunastu minutach odsłonić gardziel, z której z wielkim impetem wysunęła się ręka uzbrojona w szminkę, poprawiając nieco zaniedbany makijaż obcego. Squall stał jak wmurowany, nie zdając sobie do końca sprawy, czy sparaliżował go strach, czy zaskoczenie?
-No co? Trzeba przecież jakoś wyglądać na powitanie gości. - powiedział Propagator, po czym dodał – Nie zabijajcie nas, my jesteśmy pokojowo nastawieni. Uciekliśmy z naszej planety przed rasistami, bo u nas nie lubią kolorowych. Posiedzimy cichutko w magazynie i nie będziemy wam przeszkadzać. A tak poza tym, to pośpieszcie się z lądowaniem, bo po osiemnastej statystujemy u Spielberga i nie chcielibyśmy się spóźnić.
Rinoi zdawało się już nic nie dziwić, więc nie zastanawiając się ruszyła do sterówki. Squall podążył za nią, niesiony skrzydłami miłości. Po dotarciu na miejsce odezwało się niesprawne od kilkunastu lat radio.
-Tu Eshtar, podajcie swoją pozycję.
-Skąd wiedzą, że tu jesteśmy, skoro jeszcze się nie odezwaliśmy? - pomyślał Squall, a następnie uzbrojony w swą wątpliwą wiedzę odnośnie nawigacji, powiedział – Moja pozycja jest stojąca, zaś koleżanki siedząca.
-No to kibel, trafiliśmy inteligentnego inaczej. – powiedział facet ze stacji namiarowej – Spróbuj podać gdzie jesteście?
-Na statku kosmicznym, gdzieś w kosmosie – odpowiedział nieco zagubionym głosem Squall.
Odpowiedź musiała być jednak mało satysfakcjonująca, gdyż w tym momencie dało się słyszeć odgłos rzuconego z impetem mikrofonu. Kontrola naziemna musiała jednak uruchomić inne sposoby namierzania, gdyż po kwadransie statek rozpoczął procedurę wprowadzania w atmosferę. System zarządzania pojazdem w ramach ogólnoświatowego trendu oszczędzania, poprosił o wyłączenie sztucznej grawitacji, która jako jedyna sprowadzała Squalla na ziemię, potrzebując do tego tyle energii, ile zużywa średniej wielkości miasto. Gdy tylko jego nogi oderwały się od ziemi i zawisł twarzą w twarz z Rinoą, rozbrzmiała w tle muzyka Piotra Rubika i przy akompaniamencie klaszczących w rytm Propagatorów, Squall rozpoczął melodeklamację.

Rinciu, dziewczę moje, Ty jesteś jak zdrowie
Ile Cię trzeba kochać ten tylko się dowie
Kto podobnie jak ja, narąbane ma w głowie.
Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo z miłości do Ciebie, mózg mi się lasuje.
Dziewojo wspaniała, co moich bronisz oszczędności,
Ciało twe wycałuję do bielutkich kości.
Ty co orzechy gnieść możesz swym udem
I drewniany kołek rozkochałaś cudem.
Niczym matka bierzesz mnie w swoją opiekę,
Gdy zmęczoną kacem otwieram powiekę.
Niosłem Cię pieszo aż do Eshtar progu,
Lecz za to akurat, to podziękuj Bogu.
Tak przyjmij mnie zatem na ponętne łono
I przenieś no rychło mą chuć utęsknioną
Do tych pagórków dwóch i stringów zielonych
Z rozmiaru „S” do „M” mozolnie rozciągnionych
Do Twych stóp skażonych grzybem rozmaitem.
Do twej twarzy zwieńczonej przepięknym wykwitem.
Gdzie w ustach piękny lśni ząb, koronką żółto-białą
Pokochałbym Cię nawet, gdybyś była łysą pałą.
A teraz przypasana do fotela tego,
Zostań dziś ofiarą pożądania mego.

Gdy kończył te słowa i unosząc się przed Rinoą z ustami ułożonymi w dzióbek zbliżał się do jej ust, usłyszał sakramentalne.
-Głowa mnie boli.
Szok spowodowany tymi słowami, spotęgował dodatkowo upadek Squalla, spowodowany włączeniem sztucznej grawitacji, przez zszokowany odpowiedzią Rinoi, komputer pokładowy.
Squall podniósł się z podłogi i usiadł w fotelu obok, nadal spoglądając w kierunku Rinoi z niedowierzaniem. Po chwili z głośnika radia pokładowego dobył się dźwięk.
-Przedstawcie się, bo coś nam się obsługa rozpierzchła po lądowaniu i nie wiemy kogo po knajpach mamy szukać.
-Rinoa i Squall
-Rinoa i czarownica Squall.
-Squall i... - spojrzał na fotel obok, pomny dopiero co zaistniałych zdarzeń, dokończył - czarownica Rinoa.
-Ja mam podane, czarownica przy imieniu Squall, a nasze systemy są nieomylne. - odpowiedział facet z kontroli naziemnej. - No ale dobra, sztuka jest sztuka. Niech będzie po twojemu.
Gdy wylądowali na ziemi najpierw wybiegły Propagatory, zaś za nimi ruszyła Rinoa. Niestety Squall biegnąc za nią, wdepnął w pozostawione przez jednego z obcych odchody. Czyszcząc obuwie, nie zauważył, że jego ukochaną zabrali faceci zajmujący się kontrolą czystości gatunku. Jedyne co zapamiętał, to numery rejestracyjne odjeżdżającego samochodu, po których wspólnie z resztą drużyny ustalili, iż pochodziło ono z Sorceress Memorial. Squall nie zamierzał czekać, mimo, że reszta drużyny nie była tym zachwycona, nie rozumiejąc skąd u kolegi taka zmiana.
Gdy dotarli na miejsce, Squall rzucił się na oślep do środka, wybijając w drzwiach otwór odzwierciedlający kontur jego ciała. Reszcie drużyny pozostało tylko rozgonienie naukowców, zajmujących się pozbawieniem funkcji życiowych Rinoi.
Squall stanął u podnóża schodów, prowadzących do jego ukochanej, zamkniętej w sarkofagu dla czarownic. Po drodze, na jego nieszczęście, zahaczył gunbleade`m, wąż z helem doprowadzonym do aparatury i ze słowami
-Pójdź w me objęcia kochana – rzucił się w jej kierunku.
Rinoa nie rozpoznając swojego kolegi, w zmienionym helem głosie, uchyliła się, zaś sam Squall, przelatując z impetem przez całe pomieszczenie, wylądował w regale z modyfikowanymi genetycznie ogórkami kiszonymi. Wygłodniali żołnierze, którzy przybyli na pomoc naukowcom, natychmiast rzucili się na przetwory, zaspokajając swój głód i ułatwiając w ten sposób ewakuację naszej drużyny.
Niestety brak łazienki, zmusił resztę drużyny, do zabrania śmierdzącego wodą po ogórkach kolegi, na teren sierocińca, gdzie na plaży, można go było doprowadzić do ładu.
Brakujące ogniwo pomiędzy zwierzętami, a ludźmi, to właśnie my.

Awatar użytkownika
Raven
Redaktorzy
Redaktorzy
Posty: 1411
Rejestracja: czw 20 lip, 2006 11:24
Lokalizacja: W.M. Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Raven » wt 15 gru, 2009 17:07

Ludziom się znudziło komentowanie, to ja coś napiszę, żebyś się nie zniechęcił :D Jak dla mnie jedna z lepszych części do tej pory. Akurat ostatnio gram w VIII i idę równolegle do Twojej opowieści, więc mam podwójną zabawę ^^
Słuchaj więc nas chociażby szła cenzorów horda
Razem zbudujemy punkowego megazorda
Rebel forevor, transformatą napieprzamy
Niech soczyste ŁO K***A obija się o ściany

cast
Kupo!
Kupo!
Posty: 78
Rejestracja: wt 30 cze, 2009 19:56

Post autor: cast » wt 15 gru, 2009 18:36

Ehh, nie ma co komentować, bosko jak zwykle xd inwokacja mogłaby być nieco równiejsza (początek mnie wprawił w rechot, reszta już nie :(), ale i tak poziom bardzo bardzo.

Awatar użytkownika
qfas
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: czw 07 maja, 2009 08:15

Post autor: qfas » wt 15 gru, 2009 18:59

Cast ma świetą rację, z części na częśc sam sobie poprzeczkę zawyżasz:). Boska teoria na temat Lunar cry!
Teksty w podpisach zazwyczaj trącą sztampą.

Awatar użytkownika
Lenneth
Moderator
Moderator
Posty: 2189
Rejestracja: sob 30 paź, 2004 11:53
Lokalizacja: W-wa

Post autor: Lenneth » śr 16 gru, 2009 00:34

Wprawdzie nie komentuję, ale śledzę to epickie* dzieło od samego początku i zawsze się cieszę, kiedy widzę kontynuację. Nic na to nie poradzę, że kocham takie parodie. W każdym odcinku trafiają się nowe perełki, nawet numer z eliksirami jeszcze mi się nie przejadł.

*Wiecie, że tego jest już ponad 40 stron pod Wordem? :)

Awatar użytkownika
AUDION
Cactuar
Cactuar
Posty: 324
Rejestracja: czw 20 wrz, 2007 14:14
Lokalizacja: MALBORK

Post autor: AUDION » ndz 10 sty, 2010 01:07

Lenneth pisze:*Wiecie, że tego jest już ponad 40 stron pod Wordem? :)
Dopiero Ty mi to uświadomiłaś :) . No to teraz epickość, będzie jeszcze bardziej epicka :)

No dobra, czas na ostatnią, dziesiątą część, a wiernym fanom dziękuję za uwagę :) .

Po wykąpaniu Squalla, powiedzieli mu, że ma iść w okolice pola rzepaku, spotkać się z Rinoą. Po dotarciu na miejsce, Rinoa zaczęła biadolić.
-Ojejejej, jak się naprułam w kosmosie. Boję się, żeby znowu mnie kiedyś nie wzięło. - powiedziała Rinoa
-A to przypadkiem nie Ultimecja cię opętała? - zapytał Squall.
-Taaa, jakby te eliksiry nazywały się Ultimecja, to można by tak powiedzieć. Ktoś jednak musi mnie pilnować, żebym znowu się tak nie zaprawiła.
-Wszędzie będę za tobą chodził kochanie.
Gdy kończył te słowa, w miejscu w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę, poczuł ból, wywołany zgryzem obawiającego się o swoje stanowisko Angela.
-Angelo puść, on dostanie swoją miskę. - powiedziała Rinoa z szyderczym uśmiechem na twarzy – A śniło mi się ostatnio, że kazałeś mi kupić potiony, a ja nie mogłam sobie w sklepie przypomnieć jakie. Na myśl, co mi zrobisz jak ci ich nie kupię, poczułam takie przerażenie, że się obudziłam.
-Niepotrzebnie się bałaś kochanie. Najwyżej byś musiała w okularach chodzić i mocniejszy makijaż nosić, ale poza tym nic by ci nie groziło.
Po chwili wpadł Zell i powiedział, że na CB, ktoś z pałacu prezydenckiego mówił, że znaleźli sposób na pokonanie Ultimecji i żebyśmy uważali, bo na wlocie do Eshtar miśki stoją.
Gdy już mięli udać się w drogę, przyszła Edea i powiedziała, że kilkanaście lat temu pojawiła się u niej kobieta na krawędzi ubóstwa z wyraźnymi śladami molestowania i przekazała jej swoje moce, a Edea widząc jej opłakany stan, nie śmiała odmówić. To właśnie wtedy zaczęła się jej bolesna historia. Squalla zdziwiło jednak to, że Edea nadal mówiła o sobie jako o kobiecie. Jak się okazało, Odine nie tylko pozbawił jej mocy, ale w podarunku dał jeszcze swoją oliwkę, którą w dzieciństwie wysmarowali Seifera i dzięki niej, ku uciesze Cida, została stuprocentową kobietą.
-Edea, a nie masz jeszcze trochę tej oliwki? - zapytał Squall.
-Zostało jeszcze trochę, choć nie wiem po co to tobie?
-Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć.
Na zakończenie Edea poradziła Rinoi, by ta znalazła sobie rycerza, żeby miał kto jej dobytek dźwigać, bo czarownice targające swoje walizki samotnie, szybko nabierały masy mięśniowej, oraz męskich rysów i nie mogąc zaakceptować swojego wyglądu, popadały w konflikt ze światem, czego najlepszym przykładem jest Adel.
Nie zostało zatem nic innego, jak ruszyć w dalszą drogę. Wreszcie jak przystało na szanujących się bohaterów gry, mogli olać ratowanie świata i udać się na jego zwiedzanie, nie bacząc na ludzi nękanych od pewnego czasu, przez urzędników i emerytów.
Lecąc nad morzem Squall zauważył dziwną konstrukcję wystającą z wody. Z ciekawości postanowił na niej wylądować. Zell, który do tej pory nie wydawał się posiadać zbyt wielkiej wiedzy, zabłysnął.
-To jest Deep Sea Research Center. Tutaj naukowcy robili supertajne eksperymenty z użyciem taniej siły roboczej, ale jak się kończyła wojna czarownic, to uciekli do Berlina. Być może wyniki ich badań są tu jeszcze gdzieś ukryte.
Gdy zajrzeli do środka, przez bramę, nad którą do niedawna widniała tablica „Arbeit macht frei”, ujrzeli Bahamuta, który w pokoju do monitoringu, w towarzystwie dwóch smoczyc, oglądał na znajdujących się wkoło ekranach, przygody Smoka Wawelskiego, ignorując podgląd z kamer monitorujących obiekt, co z pewnością przyczyniło się do zaginięcia wspomnianej wcześniej tablicy. Niestety próby wywabienia smoków za pomocą wypchanej siarką dziewicy, spełzły na niczym, gdyż jak wiadomo, dziewice wymarły jeszcze wcześniej niż dinozaury. Sprawa byłaby beznadziejna, gdyby nie Squall, który przysiadając na ziemi, zerwał kabel anteny satelitarnej. Zdenerwowany brakiem sygnału Bahamut, zaczął szukać przyczyny awarii. Gdy wyjrzał na zewnątrz, jego oczom ukazał się Ragnarok. Nie widzieć kiedy, ze słowami „mój ci on” na ustach, pucował białą ściereczką karoserię pojazdu. Faktycznie nie było się czemu dziwić, bo cóż mogło być lepszego dla faceta jego pokroju, niż narzeczona ze znaczkiem Ferrari na czole. Co prawda oglądanie telewizji przyćmiło nieco jego wzrok, gdyż nie dojrzał działka w dolnej części korpusu, ale jak to mówią miłość jest ślepa. Gdy Squall zobaczył, z jaką pieczołowitością Bahamut pucuje ich pojazd, nie mógł się oprzeć przed przyjęciem go na nowego GF-a, gdyż od momentu wystąpienia Lunar Cry, za sprawą podniesienia podatków, ceny w myjniach samochodowych drastycznie poszły w górę.
W tym czasie, dwie pozostawione na lodzie przez Bachamuta smoczyce, postanowiły skorzystać z zaproszenia na imprezę sylwestrową Polskiej Telewizji Publicznej, gdzie miały wystąpić jako główne gwiazdy imprezy, czyli Doda i Maryla. W związku z tym, na drodze naszej drużyny do wnętrza, nie było już żadnych przeszkód. Niestety ciśnienie pary w instalacji sterującej drzwiami, było niskie, a to za sprawą pijanego palacza w kotłowni, który jako pierwsza osoba, uległ przyszłej kompresji czasu i od kilku dni opijał sylwestra, który chciał nie chciał, jeszcze nie nadszedł. Musieli się zatem posłużyć tym co zostało. Droga na dół zeszła im na podziwianiu schodów, przy których budowie murarze wykazali się nie lada kunsztem, gdyż mimo tego, iż nie oparły się działaniu czasu, na co wskazywał ich stan techniczny, to jednak nadal opierały się grawitacji. Przyczynę tego fenomenu, można było tłumaczyć tylko tym, że budowniczy tej konstrukcji, nigdy nie uczyli się fizyki i nie zdawali sobie sprawy z istnienia pewnych praw i jak widać ich budowla także.
Gdy dotarli na sam dół, zobaczyli bajorko, oraz dźwignię, która jak się spodziewali, otworzy drzwi kryjące wyniki badań naukowców, albo chociaż tajne archiwum IPN. Niestety po pociągnięciu, woda zabulgotała i z wielkim impetem wyłonił się z bajorka Ultima Weapon. Gdy Zell z Irvinem szykowali się do walki, Squall ku ich zaskoczeniu, zaintrygowany pewnym znaleziskiem, zaczął zaglądać zwierzęciu pod ogon. Gdy udało mu się uchwycić i wyciągnąć owe znalezisko, którym okazał się być nowy GF Eden, zwierzę głośno zasyczało, potem wydając z siebie odgłos przypominający wydobywanie się gazów spomiędzy zwieraczy, w szaleńczym tempie zaczęło latać po pomieszczeniu, by w rezultacie pozbawione powietrza, wylądować u stóp naszej drużyny.
-Taka budowla, tyle zabezpieczeń, całe rzesze naukowców, a wyprodukowali dmuchanego krokodylka. - Powiedział zażenowany Squall – W kiosku koło sierocińca, można takiego za dwie dychy kupić, a my się tu pół dnia tłuczemy.
Jako że po wyjściu na powierzchnię nadal mięli dużo czasu, postanowili zwiedzić jeszcze wioskę Shumi znaną także pod nazwą Wieliczka. Jak przystało na wieś, w której przyjezdni nie są podobno mile widziani, weszli bez większych problemów. Gdy zjeżdżali windą na dół, ich oczom ukazał się hologram, który w kółko powtarzał:
-Pomóż na Obi Wan Kenobi.
-Trza było gadać jak byłem w kosmosie, a teraz to tylko gitarę zawracasz. – wymruczał Squall.
Po zjechaniu w dół najpierw trafili do warsztatu rzeźbiarskiego, na którego środku stała nietypowa rzeźba Nike z karabinem w ręku.
-To rzeźba Laguny – powiedział rzeźbiarz – Kilka lat temu znaleźliśmy go pijanego na klifie, więc przygarnęliśmy go pod nasz dach i doprowadziliśmy do ładu.
-Dobrze żeś nam powiedział, że to Laguna, bo generalnie w życiu bym się nie domyślił. - powiedział Squall – A tak swoją drogą to rzeźbicie każdego pijaka?
-Nie, ale on wydawał się jakiś taki wyjątkowy, bo jako jeden z nielicznych na tym łez padole, miał zdolność kredytową i do tego lubiły go momby.
-Mnie też zwierzaki lubią – powiedział Squall, z uśmiechem na ustach znosząc sikającego na jego nogawkę Angelo.
-Momby to nie zwierzęta – powiedział oburzony rzeźbiarz – To są kolejne stadia rozwojowe Shumi. Przez całe życie się doskonalimy i albo zostajemy sołtysem w naszej wsi, albo zmieniamy się w momby.
-To prawie jak u nas. Jak nie dostaniecie się do parlamentu, to jesteście głąby, czyli bardziej kulturalnie mówiąc wyborcy. - powiedział Squall.
-No dobra, my tu gadu gadu, a miałem wam dać zadanie, za które dostaniecie nagrodę od sołtysa. Otóż macie przynieść kilka kamieni. - powiedział rzeźbiarz.
Niestety chętnych specjalnie nie było, więc Zell po wyciągnięciu w losowaniu najkrótszej zapałki, zakupił na Allegro worek węgla do grilla, który niebawem dostarczył kurier.
-Masz tu swoje kamienie. - Powiedział Zell
-Chłopie o to chodziło. Wreszcie będziemy mogli ogień rozpalić i wyżerkę zrobić. Miałem was powysyłać jeszcze po innych chałupach, żebyście całą wioskę zwiedzili, ale i tak nie wiem jak się dostać do środka połowy z nich, więc nie będę wam głowy zawracać. Możecie się przespać, a rano odbierzecie nagrodę.
Jak im polecił tak zrobili. Rano ruszyli po nagrodę do sołtysa. Niestety, dar w postaci resztek z talerzy po wczorajszej wyżerce nie wypalił, gdyż ktoś wrzucił pozostałości pieczonego Phoenixa do ognia, a te uległy zwęgleniu. By nie rozzłościć naszych pupili, wrzucili popioły po zjedzonym ptaku do woreczka i jako substancję uzdrawiającą wcisnęli Squallowi, pozbywając się w ten sposób problematycznych gości.
Jakby problemów mięli mało, dziewczyny zbuntowały się, iż nie mają już kosmetyków i ubrań, a na spotkaniu z Ultimecją, nie chcą wyglądać jak Matka Teresa z Kalkuty. Mimo prób perswazji ze strony chłopaków, nie dało się ominąć bazaru. Gdy piękniejsza płeć naszej drużyny szukała odpowiednich zapraw tynkowych i pokrowców na swe ciała, ta nie do końca brzydsza, zwiedzała bazar w poszukiwaniu egzotycznych środków leczniczych. Nagle w jednym z zaułków, zaczepił ich gość przebrany za ogórka, twierdząc, że jest mistrzem akupunktury i za drobną opłatą może im zaserwować kurację odstresowującą. Nie widząc niczego zdrożnego w niekonwencjonalnych metodach leczenia, wyrazili aprobatę dla propozycji. Faktycznie, ów gość musiał być mistrzem akupunktury, gdyż jego metoda zatytułowana „dziesięć tysięcy igieł”, odstresowała całą trójkę na tyle skutecznie, że nawet nie mięli ochoty się ruszyć. Co gorsza, gdy zielony oddalał się z ich dobytkiem, okazało się, że nie tylko nie chcą, ale i nie mogą. Pewnie tu zakończyła by się podróż męskiej ekipy, gdyby nie to, że naprzeciw miejsca ich spoczynku znajdowała się przymierzalnia, w której Rinoa postanowiła zmienić swój wizerunek, gdzie zamiast koloru niebieskiego miał zacząć dominować błękitny. W lustrze dojrzała chłopaków, których ktoś w międzyczasie ozdobił jabłkami i przysypał gnijącymi liśćmi, biorąc ich za przerośnięte jeże. Po pozbawieniu ich problemu kolców, których liczba okazała się tylko chwytem marketingowym, gdyż dało się ich naliczyć co najwyżej dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć, a w przypadku Squalla, nawet o pięć dziesiątych mniej, chłopaki podnieśli się na nogi i ruszyli w poszukiwaniu złodzieja. Nie trwało zbyt długo, gdyż ten właśnie śpiesznie przemknął koło nich, uciekając przed pracownikami urzędu imigracyjnego. Quistis odruchowo podstawiła mu nogę i ten legł jak długi, klinując się głową w skradzionym laptopie Squalla, zaś dołączenie go do panteonu posiadanych przez naszą drużynę GF-ów, było już tylko formalnością.
Nie było co dalej zwlekać, zatem udali się do pałacu prezydenckiego w Esthar, zaliczając w międzyczasie kilka zdjęć w fotoradarach. Po drodze jednak znowu napotkali tajemniczy spodek kosmiczny. Tym razem jednak, stał na poboczu mrugając światłami awaryjnymi. Gdy wysiedli zobaczyli przy nim małego Marsjanina o imieniu PuPu, który poprosił ich o pięć Eliksirów, z których po otrzymaniu, trzy wlał do baku, zaś dwa skonsumował na miejscu. Niestety taka dawka środków leczniczych w jego bardzo młodym wieku, musiała się skończyć na oddziale intensywnej terapii, na którym lekarze dwojąc się i trojąc, nie zdołali przywrócić go do życia. Jedyną pamiątką tego spotkania, była karta chorobowa PuPu, którą dodali do swojej kolekcji.
Gdy dotarli wreszcie do pałacu prezydenckiego, ich oczom ukazał się Laguna, którego strój nijak nie licował do zajmowanego stanowiska.
-Od Ellone wiem, że to wy byliście chochlikami w mojej głowie. - Powiedział.
-No nie, trzymajcie mnie bo mu przywalę, za tego chochlika!!! – Wykrzyczał Zell powstrzymywany przez Squalla i Irvine`a.
Gdy Zellowi opadł nieco poziom adrenaliny, mogli przejść do rzeczowej rozmowy. Squall nie omieszkał zapytać jakim cudem Laguna został prezydentem, bo z tego co wie, to raczej do stoczni przez płot nie skakał.
-Kiedy wysłaliśmy Lunatic Pandorę do morza, nie mogło to zostać niezauważone przez Adel, zwłaszcza, gdy powstała w ten sposób fala tsunami, zalała ją na plaży, w trakcie, gdy ta w stroju topless, ku przerażeniu innych plażowiczów, zażywała kąpieli słonecznej, przygotowując się w ten sposób do wyborów miss, czy jak kto woli mistera Eshtar. Pod pozorem wyżej wspomnianych wyborów, zwabiliśmy ją do Sorceress Memorial. Tam oznajmiłem, że w związku z jej zachwycającą urodą, została zaocznie wybrana bezapelacyjną zwyciężczynią konkursu i musi tylko wejść do środka, by odebrać koronę. Adel zaślepiona kobiecą próżnością, nie zauważyła, że korona, której rolę pełnił sarkofag czarownic, jest ciut przyduża, a gdy ją założyła było za późno. A słuchy jakobym wepchnął ją do sarkofagu, są nieprawdą, tak jak to, że w młodości, w pojedynkę spychałem wieloryby z plaży do wody. Później wystarczyło wysłać ją kosmos i tylko jej problematyczny wygląd, nie pozwolił jednoznacznie ustalić, czy nie była ona przypadkiem pierwszą kobietą wysłaną w kosmos, pozostawiając wolną drogę Tierieszkowej.
Jako, że Ellone przeszkadzała mu w karierze politycznej, wysłał ją od razu do sierocińca, gdyż Raine, która mogłaby się nią zająć, miała wyraźne objawy suchot i jej zejście było tylko kwestią czasu. Po wielu perturbacjach, Ellone trafiła w końcu na Titanica, by po jego zderzeniu z górą lodową, na krze, w towarzystwie pingwinów z gatunku karmelitek łysych, dotrzeć do wybrzeży Eshtar, skąd Laguna dla bezpieczeństwa wysłał ją w kosmos. Niestety po ewakuacji, gdy kapsuła ratunkowa wylądowała, Ellone została porwana do Lunatic Pandory.
Po chwili, w pokoju pojawił się Odine, by wyjaśnić sposób na pokonanie Ultimecji. Zaczął od tego, że muszą ją zabić w przyszłości, bo tak będzie ciekawiej. Uznał też za niestosowne, zniszczenie kopii umysłu Ellone, który wykonał dziś rano i z którego Ultimecja najprawdopodobniej korzysta przenosząc swój umysł do naszych czasów, gdyż wówczas większość tu obecnych leżałaby sobie na Bahamach, a jego dzisiejsze wystąpienie nie miałoby sensu. Wreszcie przeszedł do rzeczy.
-Ultimecja z tylko jej znanych przyczyn, chce dostać się do naszego czasu i żeby się nie zgubić musi korzystać z zegarka. Kiedy dotrze do naszego czasu, to pewnie wniknie do umysłu Adel, bo ta dzięki rozmiarom zbliżonym do Statui Wolności, idealnie pasuje do podboju świata. Musicie zabić Adel zanim opętana przez Ultimecję, spojrzy na zegarek. Wtedy ta opanuje pierwszą czarownicę z zegarkiem na ręku, czyli Rinoę, ale jej zegarek przestawimy tak, by myślała, że cofnęła się o dużo za mało. W rezultacie cofnie się do czasów, w których nie było przenośnych zegarków i tam opęta jakąś tylko jej znaną czarownicę. Gdy się zorientuje, to pewnie postanowi wykorzystać jakiś zegar z wieży zegarowej, gdyż bez niego, nie będzie wiedziała o ile ma się przemieścić? Jednak by z niego korzystać, będzie musiała go zmniejszyć. W „Tinie” pisali, że jest farbowaną blondynką, więc najprawdopodobniej wykorzysta do tego czar kompresji czasu. Gdy w przyszłości odkryje co zrobiła, postanowi pojawić się w naszych czasach. Ale zanim poprawi swój makijaż i po raz setny przeglądnie szafę, stwierdzając, że nie ma co na siebie włożyć, wy udacie się w jej czasy. Reszty chyba tłumaczyć nie muszę
-Ale twoja metoda w żaden sposób nie uwzględnia udziału Ellone. – Powiedział Laguna.
-Jak to nie? Przecież jej umysł, ukryty w terminatorze T-100, wysłałem w przyszłość, chowając w komórce na narzędzia. Po przeanalizowaniu gustu czarownic, nadałem mu nawet wygląd pasujący do ich ideału mężczyzny, czyli Marty Feldmana, by wzbudzić zainteresowanie Ultimecji.
-Ale mi chodziło o ten plan, w którym Ellone przenosi Utimecję i Rinoę.
-A, o ten plan ci chodzi. Z niego nie możemy skorzystać, bo nawet ja go nie zrozumiałem.
-O zgrozo, ja nawet tego nowego planu nie rozumiem – pomyślał nieco podłamany Squall – Raz kozie śmierć. Nie ma co zwlekać, bo budżet na ekranizację naszych przygód się kończy.
Nie zwlekając długo, udali się w kierunku Lunatic Pandory. Gdy dotarli na miejsce, Zell nacisnął spust w drążku sterowym statku, oczekując, że w ten sposób za pomocą artylerii, wybije dziurę w ścianie budowli. Nie wziął jednak pod uwagę, że Ragnarok, po odwzajemnieniu uczucia Bahamuta, nie będzie chciał zdradzać swojej płci, poprzez obnażenie swojego działka, w związku z czym po naciśnięciu spustu, wyciągnął łapę przed siebie i okrężnym ruchem palca wskazującego zarysował foremne kółko, po czym polizał dłoń i za jej pomocą usunął środek wyciętego krążka, otwierając tym samym drogę do środka.
Wewnątrz nasza drużyna natknęła się na Raijin i Fujin. Squall już zaczął mówić o tym, by oddali im Ellone i by nie budzili Adel, gdy zauważył, że Fujin wyraźnie zdenerwowana spogląda na Ragnaroka. Po odwróceniu się, ku przerażeniu Squalla, okazało się, że ten przed wejściem nie wytarł nóg i nanosił do środka pełno błota. Znając uczulenie Fujin na punkcie czystości, można się było spodziewać tylko jednej reakcji. Najpierw poleciał bukiet słowny, przy którym zwiędły kwiaty w pobliskim wazonie, następnie odwróciła się na pięcie i pobiegła szukać miotły, oraz mopa, a zdezorientowany Raijin podążył za nią. Squall po uprzednim opieprzeniu Ragnaroka i wygnaniu go na dwór, ruszył wraz z resztą drużyny, w głąb Lunatic Pandory. Gdy wjeżdżali jedyną czynną windą do góry, wsiadła kobieta, która zaczęła się przy nich rozbierać do naga. Zell ze Squallem spojrzeli na nią z zaciekawieniem. Ta jednak stwierdziła tylko, że ma dwa kilo nadwagi, po czym wysiadła na piętrze z basenem, co jeszcze bardziej zaciekawiło chłopaków. Jednak brak czasu nie pozwolił im na podziwianie kąpiących się niewiast. Po wjechaniu na górę, dotarli do pomostu, na którym ostatnim razem skończyła się inwencja reżyserska. Tym razem zastali tam nieco umorusaną Fujin wraz z Raijinem. Fujin w zemście za zabłocenie podłogi, powiedziała, że tym razem nie będą mięli tak łatwo, wskazując na zawieszoną pod sufitem krzyżówkę głowy muchy z żelazkiem. Niestety niski budżet wymusił podwieszenie owego obiektu, na pamiętających jeszcze czasy Związku Radzieckiego, sznurkach do bielizny, które jak można było przypuszczać, nie wytrzymały ciężaru żelastwa, i po chwili cały ten złom, przebijając pomost, przeleciał tuż przed twarzami naszych pupili.
-No faktycznie, łatwo nie było. - powiedział z sarkazmem Squall., po czym ruszyli do znajdujących się na wprost drzwi, z których wydobywały się kłęby dymu.
Gdy przekroczyli próg pomieszczenia, ich oczom ukazał się apokaliptyczny widok. Seifer odziany w zielono-zółto-czerwoną koszulkę z wizerunkiem liścia ziela powodującego confuse, leżał u podnóża trybuny. Opuszkami palców trzymał dopalającego się skręta, grubości mortadeli.
-Seifer miałeś trochę zostawić – Powiedziała oburzona Fujin – To ja się uganiam po mieście szukając pierwszorzędnego towaru, a ty cały zapas bierzesz na raz. Nie no ja już ciebie nie rozumiem. Jak się napalisz, to sam nie wiesz o co ci chodzi.
-No nie, przesież jesteszmy paszką – wybełkotał ledwie przytomny Seifer.
-Paczką możemy być, ale jak będziesz mniej pił i pali, bo na razie, to jedyna paczka jaka cię interesuje, to paczka ziela. Fujin idziemy. – Powiedział Raijin – No i zabierajcie Ellone, bo już ledwie przytomna od wdychania tego dymu.
-Ale ja sostaje, mnie tu dopsze, fajna imprezka i w ogóle szwiat jest pienkny – powiedziała odurzona Ellone.
-Zabierzcie ją, bo jak się jeszcze trochę się doćpa, to zacznie nasze umysły gdzieś przenosić i nici z planu. - Powiedział Squall do Quistis i Selphie.
Gdy te opuściły pomieszczenie, wraz z Raijin i Fujin, Seifer podniósł się z podłogi.
-Słysszę głos. Musszę doprowazić do połąszenia szarownis.
-Ty chłopie nie pal więcej, bo ci szkodzi. - Powiedział Squall
-Rinoa idzies se mnom.
-Chyba cię powaliło Seifer – odpowiedziała.
-Jak nie po dobrosi, to siłom. - powiedział Seifer, po czym wyciągnął swojego gunblade`a i stanął do walki ledwie trzymając się na nogach.
W tym momencie pojawił się Odyn i gdy już miał zabić Seifera, ten zasłonił się resztkami sił swoją bronią, powodując rozpłatanie niesfornego GF-a.
-Jaki szad. Ten staff jesszt naprafdę dobry – Wybełkotał Seifer – Wizieliście to so ja, posiołem demona.
Ku zdumieniu naszej drużyny, widzieli dokładnie to samo. Całe to zdarzenie dało się jednak całkiem prosto wytłumaczyć. Kłęby dymu ze skręta Seifera zaczęły działać także na nich, powodując halucynacje. Co gorsza po przyzwaniu Doomtrain`a naćpany dróżnik zapomniał zamknąć szlabany, a ledwie kontaktująca ze światem Ronoa, wlazła na tory i potrącona przez lokomotywę z objawami utraty przytomności legła przy drzwiach. W tym momencie przywołany ich stanem, pojawił się na sali duch Kotańskiego i po otworzeniu okien w celu wywietrzenia pomieszczenia, wywalił ich wszystkich na zewnątrz. Seifer widząc nieprzytomną Rinoę, chwycił ją za nogi i zaczął ciągnąć na górę do Adel. Squall widząc męczącego się Seifera, rzucił się do pomocy, a po chwili dołączyli do nich Irvine wraz z Zellem i z Radzieckim hymnem na ustach, zanieśli ją przed oblicze czarownicy, którą dopiero co opanowała Ultimecja.
Adel widząc Rinoę, uwolniła się z sarkofagu i chwyciła dziewczynę za kark z myślą o powieszeniu jej na swojej klatce piersiowej. Niestety sprawa nie była prosta, gdyż próba przywiązania jej jedną ręką, graniczyła z cudem. Wykorzystując stan naszej drużyny, Adel zwróciła się do nich z prośbą.
-Nie pomogli byście chłopaki jej przywiązać, bo sama nie dam rady.
-No problem – powiedzieli zgodnym chórem.
Po kilku nieudanych próbach, okazało się, że jedyny sposób, to przymocować ją sznurkiem do szyi, co też uczynili. Niestety nie przewidzieli, że pętla do której przywiązali Rinoę, po wyprostowaniu Adel, zaciśnie się na szyi czarownicy i ta po chwili z wyraźnymi objawami poważnego niedotlenienia, padnie na podłogę. Niestety próby reanimacji zdały się na nic. W tym czasie ocknęła się Rinoa, którą natychmiast opętała Ultimecja.
-Zniszczę was wszystkich – powiedziała i spojrzała na zegarek – Ojej, Sorry, źle trafiłam. Jeszcze raz przepraszam i już mnie tu nie ma – po czym opuściła ciało Rinoi i zgodnie z planem udała się w przeszłość. Na efekty nie trzeba było długo czekać, gdyż chwilę później w pomieszczeniu zaczęła się odklejać tapeta i wypaczać parkiet. Squall zdążył jeszcze powiedzieć:
-Co za tandeta.
I chwilę później przez dziurę, która pojawiła się pomiędzy odpadającymi klepkami, wylecieli na zewnątrz. W tym czasie wizje Seifera były tak odjechane, że żadna kompresja czasu nie mogła się z nimi równać i dlatego on, pozostał tam gdzie leżał nie poddając się temu zjawisku. Pod wpływem kompresji większość rzeczy się pokręciła . Psy szczekały odbytami, Polacy byli z wszystkiego zadowoleni, politycy zaczęli mówić prawdę, a Kaczyński oddawał się miłosnej rozkoszy z Jaruzelskim. O innych anomaliach nie ma nawet co wspominać, gdyż nawet najbardziej chora wyobraźnia, nie była tego w stanie zobrazować. W trakcie gdy paradoksalnie spadali w górę, Squalla zaczęła nachodzić przerażająca myśl. Otóż zdał sobie sprawę, że w tym chaosie, żadna nawigacja nie odnajdzie właściwej drogi. Na całe, szczęście w tym samym momencie zauważył na ich drodze okruszki najpewniej zostawione przez Jasia i Małgosię, które niechybnie musiały prowadzić do rezydencji czarownicy. Przy drodze mijali dziewięć tirówek o nie nachalnej urodzie, które z tego właśnie powodu, męska część drużyny olała, zaś żeńska nie szczędziła wątpliwych komplementów. Pod koniec swej drogi załapali się jeszcze na bardzo kameralny koncert Marilin Manson`a. Niestety gdy wokalista zaczął odliczać sekundy przed kolejnym utworem, wtargnęły bojówki Radia Aeris i brutalnie przerwały występ.
Po całym zamieszaniu, przenieśli się pod sierociniec. Okruszki zaprowadziły ich na plażę, gdzie w wodzie stała altanka z czerstwego pieczywa, na kaczej nóżce, której instynktowna chęć zanurzenia się w wodzie, powstrzymywana była przez łańcuchy. Północna ściana budynku zdawała się być częściowo skonsumowana, najprawdopodobniej przez Jasia i Małgosię. Plaża natomiast dla nadania atmosfery grozy, upstrzona była ciałami kilku statystów przebranych za SeeD. Gdy po łańcuchach dostali się do budynku, Ultimecja korzystając z łączy bezprzewodowych w ich laptopach, wykasowała partycje z zapisanymi na nich zdolnościami naszej drużyny. Wewnątrz zastali klatki z różnej maści królikami, gołębiami, a i żółwia można było dostrzec. Na ich szyjach wisiały pendrivy z opisami zdolności, których pozbawiła ich czarownica. Na podłodze znaleźli jeszcze dwa dodatkowe z wygrawerowanym ochlejstwem i żebractwem, które to zdolności wymagały dotychczas pewnych kombinacji. Choć owe zwierzątka wyglądały niegroźnie, to próba ściągnięcia nośników pamięci z ich szyi, za pomocą drutu, skończyła się szarpaniną i przemianą wyżej wspomnianego, w drut kolczasty. Squall przypomniał sobie wówczas, królika zabójcę z filmu Monty Pythona i w obawie przed utratą życia, zaniechał otwarcia klatek. W tym czasie Zell wykazał się znacznie większą przedsiębiorczością i ściągnął zabrane im zdolności z torrenta, co umożliwiło im bezproblemową drogę do samej Ultimecji. Ta ku zdziwieniu naszej drużyny okazała się osobą bardzo pobożną, gdyż w swojej całkiem sporej altance, znalazła kąt na wybudowanie kościoła. Do tego zatrudniła jeszcze księdza, którego pseudonim artystyczny nawiązywał najprawdopodobniej do faktu, iż był on ostatnim żyjącym przedstawicielem swej profesji. Gdy weszli do wspomnianego przybytku, Zell nieopatrznie pociągnął za sznur, uruchamiając tym samym dzwon na wieży kościoła. W tym momencie pojawił się ów ksiądz i od razu bezpardonowo przeszedł do wygłaszania kazania, na którym straszył naszych pupili śmiercią, rzucał gromy z jasnego nieba, a jego głos trząsł całą budowlą, gdy podsumowywał grzeszne życie naszej drużyny. W trakcie mszy nasi podopieczni postanowili się wyspowiadać, na wypadek nagłego zejścia z rąk Ultimecji. Co stało się w trakcie spowiedzi, można było tylko spekulować, ale faktem jest, iż była to ostatnia spowiedź w życiu owego księdza i że nie zginął z powodu kuli wystrzelonej z broni Squalla, gdyż temu zaciął się spust, oraz to że kazanie ze spowiedzią trwało około kwadransa, co według niektórych było wręcz epickim wynikiem. Wiele spekulacji, mówiło o śmierci na zawał serca, spowodowanym zwierzeniami Squalla, lub pokazaniem swojego prawdziwego oblicze przez Rinoę, ale te informacje nie są do końca potwierdzone.
Nie było co dalej zwlekać, więc śpiesznie ruszyli do pokoju z napisem Ultimecja. Po naciśnięciu przycisku dzwonka, w wizjerze pokazało się oko, a następnie drzwi uchyliły się i z wnętrza dobiegł miły głos.
-Następny proszę.
Zachęceni zaproszeniem weszli do środka.
-Powiedziałam następny, a wy jak bydło hurtem włazicie. – Powiedziała oburzona Ultimecja – Za karę będziecie moje zwierzaki do końca swych dni karmić i czyścić im klatki. Ja na razie muszę się przebrać, bo nie wypada wyglądać jak fleja na okoliczność zniszczenia świata, ale w tym czasie zajmie się wami mój pupil.
(I pewnie tu zastanawiacie, się jak będzie miał na imię ów pupil Ultimecji? No przecież nie Bolek, bo zwierzęta nie mogą u nas jeszcze startować w wyborach)
-Griever bierz ich.
W tym momencie dało się usłyszeć hałas, spowodowany ciągniętą przez przerośniętego pudla budą, która po zatrzymaniu się zwierzęcia, z łomotem roztrzaskała się o ścianę. Pierwsza w kolejności do walki stanęła Rinoa. Po rzuceniu bumerangiem, Griever zamerdał ogonem i wziął się za aportowanie. Gdy do zabawy dołączył się jeszcze Angelo , który czepiając się nogi Grievera, zaczął radośnie trykać, Ultimecja nie wytrzymała.
-Co za bezużyteczne bydle. - Powiedziała wymierzając Grieverovi pokaźnego kopa.
Zrobiła to jednak na tyle nieszczęśliwie, że jej noga ugrzęzła w pomiędzy zwieraczami zwierzęcia i za nic w świecie nie dawała się uwolnić. Szczęściem naszej drużyny było to, że Rinoa nieświadoma zaistniałej sytuacji, ponownie rzuciła swoim bumerangiem, lecz na tyle pechowo, że ten zahaczył o przebiegające w pobliżu druty wysokiego napięcia, a obciążony Utimecją Griever, nie zdążył go złapać i ku trwodze swojej pani ruszył za nim w dół. Ultimecja widząc leżący na drodze, pod kołami przejeżdżającego konwoju policyjnego bumerang, zatrwożyła się. Gdy jednak zauważyła, że Griever dotrze do niego tuż za ostatnim samochodem, odetchnęła z ulgą. Niestety jej szczęście nie trwało długo, gdyż tuż za konwojem, czarną limuzyną, podążał swoim zwyczajem, poseł Kurski i sądząc po odgłosach hamowania, oraz wgniatanej blachy, Ultimecja wraz ze swoim pupilem nie zaznali radości dalszej egzystencji.
-Niech im ziemia lekką będzie - powiedział nieco zasmucony Squall.
Już mięli się zbierać do wyjścia, gdy z powodu uszkodzeń sieci energetycznej, wywołanych uderzeniem bumerangu, zgasło światło. Z dołu dobiegły odgłosy rozmowy.
-Ty, gdzie jest jej gęba?
-Tu kładłem.
-Ale nie ma, a jak ją podniesiemy bez twarzy, to reżyser nas zabije.
-Mamy przecież latarki. Włożymy jedną w miejsce twarzy i będzie niezły bajer.
Po długim oczekiwaniu, przed naszą drużyną pojawiły się liczne smugi świateł latarek, a na ich tle ukazała się tajemnicza postać, z bijącą z jej twarzy łuną. Jak można się było domyślać, miała ona przedstawiać prawdziwe oblicze Ultimecji. Początkowo wisiała nieco chwiejnie, zaś gdy zdawała się złapać równowagę, z dołu znowu dobiegły głosy.
-Widzisz jej prawdziwa gęba przyczepiła się do sukni.
-Tak to jest, jak światła nie ma, to nic nie można znaleźć.
Gdy nieco zdenerwowany tymi rozmowami Squall, chciał użyć swojego limitu, by dobić poczwarę, z dołu znowu dobiegły odgłosy rozmowy.
-Pamiętasz dzieciństwo i sierociniec.
-Nie, bo ja nie byłem w sierocińcu, ale u nas w domu też wyłączali prąd.
W tym momencie jeden z rozmówców najwyraźniej zahaczył o coś nogą i Ultimecja nagle zaczęła się chwiać, po czym drugi z obsługujących, popchnięty najprawdopodobniej przez pierwszego, stracił równowagę i obydwaj runęli na ziemię, a z nimi Ultimecja. Niesamowitość tego upadku potęgowały na dodatek szalejące światła upadających latarek, po czym nastał całkowity mrok.
Pogrążony w ciemnościach budynek, nie był najlepszym miejscem na poszukiwania kolegów i koleżanek. Toteż wszyscy błądzili po korytarzach. Gdy Squall stracił już nadzieję na znalezienie towarzyszy, postanowił poszukać wyjścia. Niestety przechodząc korytarzem wyrżnął głową w metalowe drzwiczki, których ktoś zapomniał zamknąć i stracił przytomność. Najpierw przyśnił mu się sierociniec, gdzie biegał jako kilkuletni chłopiec pod opieką Edei, gdy nagle z pudełka z grą, ozdobionego napisami w języku rosyjskim, wyszła czarownica z wyraźnymi odciskami opon zimowych na ciele, ze szczególnym uwzględnieniem twarzy i przekazała Edei swoje moce. Następnie przyśniła mu się Rinoa po świeżej operacji plastycznej, stąd jej twarz wydawała mu się nieco niewyraźna.
W tym czasie Rinoa przemierzała korytarze, przyświecając sobie kieszonkową latarką. Gdy ujrzała leżącego na podłodze, tuż pod tablicą z bezpiecznikami Squalla, rozpłakała się, domniemając, iż zabił go prąd podczas próby przywrócenia zasilania. Nachyliła się nad nim, następnie przyświeciła na bezpieczniki i po przełączeniu jednego z nich rozbłysło światło, a gdy w pełnym jego blasku spojrzała na ukochanego, na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Po tym jak wszystko wróciło do normy, w ogrodzie zorganizowano przyjęcie z okazji pozbycia się niebezpieczeństwa w postaci Ultimecji. Impreza, dla przynajmniej kilku osób, mogła być pamiętna. Pijany Zell zasnął w talerzu z hot-dogami, Quistis podziwiała piersi Edei, po wstawieniu nowych implantów, zaś Selphie wraz Irvinem w damskiej toalecie, kręcili klasyczny film zatytułowany "osiem i pół minuty". W tym czasie Rinoa wraz ze Sqallem, odgrywali na zewnątrz scenę balkonową z "Romea i Julii", gdy na niebie pojawił się mały świecący punkcik, który z minuty na minutę zdawał się coraz większy, aż w końcu dało się w nim rozpoznać niezidentyfikowany obiekt latający, za którego sterami zasiadał Marsjanin w stroju Taliba, a na przedniej szybie widniał czerwony napis: "To za PuPu". Nie minęło chyba nawet pięć sekund, gdy cały ogród zamienił się w kulę ognia. Wydawało się, że nikt nie przeżył, ale jakimś cudem przetrwali wypchnięci siłą wybuchu, Squall z Rinoą. Biorąc to za dobrą monetę, po roku żałoby wzięli ślub.

Czterdzieści lat później. Mieszkanie Leonhartów.

-Squall śmieci są do wyniesienia.
-Nie teraz babo, ligę mistrzów oglądam.
-Teraz, bo ryby od Seifera patroszyłam i śmierdzieć będzie.
-Powiedziałem później. Swoją drogą cztery dekady się zastanawiam, jak taki degenerat jak on, mógł mieć tyle szczęścia i nie zostać zaproszonym na przyjęcie?
-Przecież on był zaproszony, ale poszedł na ryby.
-No faktycznie. W zeszłym roku, tylko brak płetw uratował go przed zostaniem dwunastą potrawą na wigilii, tak do niego ten smród ryb przylgnął.
-Taaa, ale on przynajmniej ma pracę, a ty w zatrudniaku byłeś.
-Tam nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, wszak ostatnią czarownicą jesteś ty, ale wpisali cię do czerwonej księgi jako ginący gatunek blobry błękitnej i nie mogę nic zrobić.
Rinoa weszła do pokoju i wyłączając telewizor, wręczyła Squallowi worek ze śmieciami.
-Co czynisz poczwaro? - Zapytał zirytowany Squall.
-Daję ci pracę, skoro w twoim zawodzie nic znaleźć nie możesz.
-Ze też mnie w tym kosmosie musiało coś w głowę uderzyć. Gdyby nie ten fakt, to nasze losy potoczyły by się całkiem inaczej. - Powiedział Squall, po czym na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek.
Z szuflady wygrzebał oliwkę doktora Odine, z haczyka zdjął klucz od komórki na narzędziami i cicho pod nosem powiedział do siebie.
-To wszystko można jeszcze zmienić. - Po czym ubrał buty i zawołał - Griever do nogi, idziemy na spacer.
Od tego czasu słuch o nim zaginął, a kilka dni później znikła także w tajemniczych okolicznościach Rinoa.
Ostatnio zmieniony pn 11 sty, 2010 13:46 przez AUDION, łącznie zmieniany 2 razy.
Brakujące ogniwo pomiędzy zwierzętami, a ludźmi, to właśnie my.

Awatar użytkownika
Uleq_w_Sztyfcie
Kupo!
Kupo!
Posty: 56
Rejestracja: sob 25 kwie, 2009 11:52

Post autor: Uleq_w_Sztyfcie » ndz 10 sty, 2010 07:14

A weź to może ładnie opracuj i wydaj? Zmienisz tylko postaciom imiona, żeby nie było pretensji do praw autorskich i tym sposobem utworzysz bardzo ciekawą powieść, która sprzeda się w (miejmy nadzieję) wysokich ilościach?

Awatar użytkownika
Raven
Redaktorzy
Redaktorzy
Posty: 1411
Rejestracja: czw 20 lip, 2006 11:24
Lokalizacja: W.M. Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Raven » ndz 10 sty, 2010 13:24

<pokłony> Epickość skrajna! Razem to będzie pewnie ponad godzina spędzona na czytaniu tego, ale warto było :D
Słuchaj więc nas chociażby szła cenzorów horda
Razem zbudujemy punkowego megazorda
Rebel forevor, transformatą napieprzamy
Niech soczyste ŁO K***A obija się o ściany

Awatar użytkownika
qfas
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: czw 07 maja, 2009 08:15

Post autor: qfas » ndz 10 sty, 2010 20:09

W końcu logiczne wyjaśnienie zagadki "skąd się wzięła Ultimecja". Epic! Audion, rządzisz na całej linii. To co, teraz coś takiego z FF7;>?
Teksty w podpisach zazwyczaj trącą sztampą.

Awatar użytkownika
AUDION
Cactuar
Cactuar
Posty: 324
Rejestracja: czw 20 wrz, 2007 14:14
Lokalizacja: MALBORK

Post autor: AUDION » pn 11 sty, 2010 11:30

Uleq_w_Sztyfcie pisze:A weź to może ładnie opracuj i wydaj?
A kto by to kupił? No może po przetłumaczeniu na japoński, ale nie sądzę.
dark_raven pisze:<pokłony> Epickość skrajna! Razem to będzie pewnie ponad godzina spędzona na czytaniu tego, ale warto było
Pisanie zajęło ciut więcej, ale przynajmniej produktywnie wykorzystałem wolny czas w pracy. Dzięki za pokłony :) .
qfas pisze:To co, teraz coś takiego z FF7;>?
Ludzie mają ograniczoną tolerancję na ten typ humoru i nie sądzę, by na dłuższą metę się nie przejadło.
Brakujące ogniwo pomiędzy zwierzętami, a ludźmi, to właśnie my.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Final Fantasy VIII”