Dobre filmy

Wszystko związane z kinem; nowości, dobre filmy, aktorzy.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
mroczna sarna
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: ndz 31 maja, 2009 23:50

Post autor: mroczna sarna » ndz 28 cze, 2009 21:17

Z amerykańskimi komediami różnie to bywa - nieszczególnie je lubię,chociaż czasami znajdzie się jakiś "w miarę dobry" tego typu film.No i jeszcze muszę mieć dzień żeby coś takiego obejrzeć.Kumpela ciągnęła mnie na tego typu produkcję już od tygodnia,ale ociągałem się z pójściem jak tylko mogłem.Jako,że dzisiaj niedziela,to i zbytnio wymówki nie było - więc w końcu wybrałem się do kina na film zatytułowany "The Hangover".Nazwa dosyć wymowna i nie trzeba chyba niczego tutaj dodawać.O samym filmie w skrócie - dwa dni do ślubu,facet ma zaplanowany wieczór kawalerski w Las Vegas.Wybiera się tam z paczką znajomych (dentysta,nauczyciel i trochę niedorozwinięty brat panny młodej).Film jest w formie retrospekcji,czyli mamy na samym początku rozmowę telefoniczną świadka pana młodego i samej panny młodej,gdzie na jej pytanie gdzie są i że ślub niebawem,ten odpowiada "that's not gonna happen". LOL. Następnie mamy obraz budzących się delikwentów rano w hotelu oraz kilka bonusów (tygrys w łazience na przykład.Padłem gdy później wyszło na jaw skąd się tam wziął i czyją jest własnością.Przez dalszą część filmu nasi bohaterowie będą odkrywać fragmenty układanki,jako że mają totalny zanik pamięci.Na dodatek zgubili pana młodego i nie mają zielonego pojęcia jak.Film całkiem dobry,dawno już się tak nie uśmiałem...a scena z nagim Chińczykiem jeszcze na długo pozostanie mi w pamięci,lol...Film warty polecenia w gąszczu miernych produkcji.
P.S. A już w środę Ice Age 3, no jestem ciekaw co to będzie :P

Yakuza 0 (PS4)
, World of Final Fantasy (PS4), Tales of Berseria (PC)&(PS4)

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » sob 25 lip, 2009 01:07

Ok. Wiem, że recenzje w gazetach bywają brutalne, ja dla "Harry Potter i Książę Półkrwi" nie zamierzam taka być.
Zacznijmy od tego, że reżyser (David Yates) odpowiedzialny wcześniej za mega fail "HP i Zakon Feniksa", wyciągnął konsekwencje z wygwizdania filmu na pokazie 9 miesięcy temu. Widać też, że porażka, jaką się okazał HP5, też go czegoś nauczyła.
Ekranizacje Potterów są tak różne, jak to możliwe. Kupy trzymają się 2 pierwsze części - najbardziej wierne książkom i najbardziej dziecinne. Im dalej w las, tym trudniej. Rowling płodziła coraz więcej stron, dodawała coraz więcej wątków. W literaturze to przejdzie swobodnie, w filmie niestety nie.
Więzień Azkabanu okazał się sukcesem, co w dużej mierze zawdzięczał temu, że tom trzeci jest (w porównaniu do kolejnych) dość krótki i treściwy. Czara Ognia jest (imo) najlepsza ekranizacją Pottera, jaka do tej pory nakręcono. Treściwa, konkretna, dobrze zrobiona - zawdzięcza swój sukces Rowling. Dlaczego? Gdyż jest to część skupiona na Turnieju Trójmagicznym. Oto główna oś fabularna, która trzyma akcję. Twórcy mieli podane gotowe danie na tacy. Nie było możliwości, aby spieprzyć ten film.
I oto pojawia się długo oczekiwany Zakon Feniksa. Tomisko opasłe i (imo) bardzo ciekawe, aczkolwiek skupione na zbyt wielu watkach i zbyt długie, aby możliwa była realizacja wiernego tej książce filmu. Dlatego zakon przypomina teledysk. Skakanie od jednego wątku do drugiego, aby zawrzeć jak najwięcej treści. Otrzymujemy w związku z tym filmowy rollercoaster - szybka jazda, dużo krzyku i na koniec puszczanie pawia.
Tym oto sposobem dotarliśmy do właściwej części mego wywodu, czyli Księcia Półkrwi.
IMO to najsłabszy tom ze wszystkich 7. Rozlazły, głównie skupiony na romansach i domysłach. Głównie skupiający się na Ron-Lavender, Ron-Hermiona, Ginny-Harry i poznawaniu tajemnicy Voldemorta.
Nie oczekiwałam po tej ekranizacji niczego więcej i może dzięki temu, bardzo miło zostałam zaskoczona.
Oczywiście, film nie pasuje do pozostałych części w ogóle. Inna kolorystyka, klimat inny.
Książę Półkrwi to komedia z elementami akcji. Prościej się tego nie da ująć. Perypetie Rona rozwalają na łopatki, Harry po wypiciu eliksiru szczęścia ma taki odlot, że popłakałam się ze śmiechu. Teksty, gagi - komedia w najczystszym wydaniu, w dodatku bardzo dobra. Oczywiście, jak to na HP przystało, musi być dramat i mhrok. Mamy więc Dracona, który popłakuje sobie w łazience, bo ma słabą psychikę. Mamy zuego Snape'a, który knuje. I to tyle. Zło w KP jest praktycznie "bo musi być", dzięki czemu mamy scenę, której w książce nie było i kilka innych pomniejszych zmian, które nie są zbyt istotne. Twórcy próbowali na siłę wcisnąć zło, wyszło dziwnie i bez sensu, ale cóż.
Polecam ten film (z napisami!) jako dobrą komedię, która czasem przestaje być zabawna, ale tylko po to, żeby później jeszcze bardziej bawić. Warto wiedzieć o co chodzi ogólnie, ale to można sobie w sieci doczytać. Rupert Grint (Ron) przeszedł sam siebie. To w sumie jego film. Talent komediowy tego rudzielca mnie powala. Na szczęście twórcy nie wciskali mu Lavender kiedy popadnie. Wątek Harry-Ginny jest potraktowany najlżej jak to chyba możliwe (dzięki niebiosom), chociaż na koniec chyba aż za bardzo. Za mało zła, ale taki urok książki i gdyby nie 1 scena, którą dodano "na chama", film byłby bardziej składny.
Po zaliczeniu tego filmu, ciut bardziej się łudzę, ze nie sknocą 7-1 i 7-2 i w sumie dobrze, że dzielą ten tom na dwie części, chociaż wszyscy wiemy dlaczego. :roll:

Awatar użytkownika
Boni
Dark Flan
Dark Flan
Posty: 2376
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003 21:08
Lokalizacja: Z róży.
Kontakt:

Post autor: Boni » ndz 26 lip, 2009 22:08

Nie było mnie jeszcze na filmie, ale koniecznie chcę to wiedzieć. Jak wypadła jaskinia? Dobrze, źle? Płytko? Emocjonująco? Długo to trwało? ommmg :o

[ Dodano: Czw 30 Lip, 2009 21:26 ]
juz nie musisz odpowiadac
glamorous vamp

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » pt 22 sty, 2010 22:31

Guy Ritchie nie jest wybitnym reżyserem. Powiedzieć, że jest dobrym także będzie zbytnim komplementem. Jednak każdy miewa gorsze i lepsze dni. Te lepsze właśnie dla Ritchie'ego nastały.
"Sherlock Holmes" nie jest przełomowym filmem w kinematografii, nie jest także wielce powalający wizualnie, ani nie ma nadzwyczajnej fabuły. Mimo to ogląda się ten film bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, jeśli początkowo oczekiwało się klęski.
Bądźmy szczerzy, poszłam na ten film tylko i wyłącznie dla Roberta Downey'a Jr. Jestem fanką wszelkich detektywów (Holmes, Shinichi Kudo, Batman...nawet Poirota lubię lol), jednak to obsada decyduje czy wydaję te 20+ zł na bilet czy czekam, aż film pojawi się w wypożyczalni lub tv. W sumie to obsada, trailer (wiem, że trailery kłamią) i nadzieja, ze może (jakimś cudem) nie będzie aż tak źle.
Jakże miłe było me zaskoczenie, gdy odkryłam, iż "nie będzie tak źle" dotyczy także "Sherlocka Holmesa".
Wielu powie, że Sherlock nie jest Sherlockiem jakim winien być. Za dużo się bije, za bardzo bałagani i jest zbyt lekkomyślny. Dla mnie to wszystko w połączeniu z niepowtarzalnym urokiem osobistym Downey'a, jest wręcz powalającą dawką "awwwwwww". Holmes owszem, leje się na potęgę, lecz nie robi tego z czystą bezmyślnością. Już mu ma przywalić wielki, napakowany chłop, a tu surprise. W całym tym w/w wizerunku nadzwyczajny umysł Holmesa nie pozostał pominiety - wręcz przeciwnie. Ritchie pokazuje, że mimo wszelkich swych wad, Sherlock jest geniuszem. Reżyser pokazuje to w postaci mini retrospekcji do scen, które miały miejsce przed kilkoma minutami. Bawi się z nami w kotka i myszkę. Myślisz, ze było tak, jak to zarejestrowałeś? Nieprawda, pokaże ci prawdę.
Główna oś fabularna nie była wielce trudna do przewidzenia, ale i tak trzymała się kupy, za co plus.
Jude Law ani pasuje, ani nie pasuje. Zarysowany jest charakter Watsona, ale w sumie minimalnie. Watson ogranicza się do roli niańki i sumienia Holmesa. Pomijając drobny pociąg doktorka do hazardu i potrzeby przygody (co Sherlock niecnie wykorzystuje).
Niby są kobiety w tym filmie - narzeczona Watsona (która z charakteru z lekka zalatuje mi Amber z House'a) i była kochanka Holmes'a (do której ten wciąż czuje miętę). Mimo to chemia między Sherlockiem, a Watsonem bywa bardziej namacalna XD (a może to tylko moja wyobraźnia).
Na uwagę zasługują: scenografia (dziewiętnastowieczny Londyn robi wrażenie... i prawie CZUĆ jego KLIMAT ;) ) i muzyka (ale co tu się dziwić...Hans Zimmer) - ponoć Ritchie słuchał soundtracku z Mrocznego Rycerza przy tworzeniu SH.... Hmmm.

Tak czy inaczej, ja daję temu "dziełu" 7/10. Mogło być lepiej, ale i tak jest ok.
Sequel oczywiście już w przygotowaniu.

Awatar użytkownika
Sephiria
Administrator
Administrator
Posty: 2591
Rejestracja: sob 13 wrz, 2003 14:20
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Sephiria » pt 22 sty, 2010 23:18

Go Go Yubari pisze:narzeczona Watsona (która z charakteru z lekka zalatuje mi Amber z House'a)
Gdzies czytałam recenzję, że Sherlock w wykonaniu Downey'a Jr. to House przed 200-ma laty. Dość trafnie.
"Mój świat się składa ze mnie,
Bo żyję tutaj sam
To moje przeznaczenie
Tu tylko ja i tylko ja"
(IRA - Wyspa ego)

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » wt 26 sty, 2010 11:00

Sephiria pisze:House przed 200-ma laty.
W końcu nie od dziś wiadomo, że House jest współczesną wersja Holmesa. Nawet jego numer mieszkania jest ten sam, co numer domu Sherlocka. Wilson = Watson etc. Relacje Holmes-narzeczona Watsona - Watson do złudzenia przypominają -> House - Amber - Wilson.
Zresztą Watson widać jest masochistą niczym Wilson (czy może na odwrót...). Wszystko wokół mówi mu, żeby porzucić towarzystwo Holmesa, ale nie potrafi (nie może/nie chce) tego zrobić. Niby jest już blisko, ale ten go łamie i przekabaca na swoja stronę. Skąd my to znamy. Jestem przekonana o tym, że Ritchie sugerował się "House, M.D.". Może dlatego Holmes wyszedł taki, a nie inny. Z drugiej strony - dzięki bogu, bo gdyby był przyzwoity, konkretny i "grzeczny", byłby nudny i ciężkostrawny. Wystarczy, ze Watson jest mdły.


< ---- EDIT ---- >

Chcąc zabić stres popełzłam w końcu na "Avatara". Szczerze miałam dylemat, do którego tematu dać moją recenzję. W końcu padło na "Dobre filmy", bo powiedzenie, że "Avatar jest taki sobie" to trochę krzywdzące.

Oczywiście. Avatar to przede wszystkim efekty specjalne. W pewnym momencie, aż zachciało mi się biegać po pandoriańskim lesie (wolność dla cycków!) i pomacać te...no jak im tam było... no te...nasiona tego drzewa? No tak czy inaczej - WOW... DUŻE WOOOOOW (większe niż World of Warcraft).
Całość wizualnie gniecie i to porządnie. Nie wyobrażam sobie oglądania tego filmu w 2D na ekranie telewizora. To istna profanacja. Nie zdziwiłabym się, jakby wydano specjalną wersję na DVD 3D z dołączonymi okularami (pewnie papierowym za całe 30 zł więcej). Kiedy już otrząsnęłam się z wizualnego szoku, zabawa i fun zmalały. Znacznie. Ale to było już po 70% filmu.

Nie będę oryginalna, gdy powiem - HEJ! Fabuła ssie!
No ok, może nie ssie, ale jeżeli chodzi o historię to wszystko (prawie) co zostało opowiedziane w tym filmie już znamy.
Pandoriańczycy (trzymetrowe smurfy) to nic innego jak biedni indianie. Źli ludzie z Ziemi wyczerpawszy zasoby naturalne swojej planety, przylecieli na Pandorę, żeby się na niej dorobić etc. Nie będę streszczać fabuły, bo każdy mniej więcej wie o co chodzi (zaliczywszy film czy czytając recenzje etc.). Mamy więc Johna Smitha (Jack S[c]ully), który poznawszy uroki smurfnej wioski i smurfnej Pocahontas walczy ze złymi ludźmi. Patent z przenoszeniem umysłu z ciała do ciała całkiem zabawny. Jak Jack przez dłuższy czas olewał swe nędzne, ludzkie ciało to przypomniało mi się uzależnienie wielu ludzi od gier (online) XD Aż dziw, że jego ciało nie padło z wycieńczenia (z głodu chociażby) i czekałam, aż mimowolnie nasz bohater pozwoli ulżyć swemu pęcherzowi w kapsule... Serio, aż dziw, że jego ciało nie padło z odwodnienia itd.
Anyway. Pocahontas i smurfy najbardziej mi się z tym filmem kojarzą, aczkolwiek motywów z Króla Lwa i Władcy Pierścieni też można się doszukać.
Film jest dobry. Wizualnie arcydzieło, fabularnie nic nowego. Już się zabrali za sequel... W porównaniu do takich "dzieł" jak "Ciacho", to w ogóle geniusz (nawet fabularny).

Och! I nie płaczcie, że nie pokazano niebieskiego bzykanka! Będzie na DVD. No i od czego jest smurfne porno :lol:

PS: Wsadzanie czemukolwiek włosów w ucho (lub gdziekolwiek indziej) dla nawiązania kontaktu... ewwwww.

Awatar użytkownika
kilmindaro
Cactuar
Cactuar
Posty: 537
Rejestracja: pn 18 cze, 2007 21:39
Lokalizacja: Terra

Post autor: kilmindaro » pt 05 lut, 2010 21:49

Go Go Yubari pisze:Wizualnie arcydzieło, fabularnie nic nowego. Już się zabrali za sequel...
Jeśli sequel zacznie się inaczej niż bombardowaniem orbitalnym to z miejsca dostaje u mnie 0/10

Awatar użytkownika
Arxel
Kupo!
Kupo!
Posty: 101
Rejestracja: wt 17 cze, 2008 19:20
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Arxel » wt 16 lut, 2010 03:57

Mi się również Avatar bardzo podobał, głównie ze względu na efekty. Był to pierwszy film 3D na który się skusiłem i nie żałowałem. Od razu po wyjściu z kina aż się nie chce chodzić na normalne, "płaskie" filmy... Choć nie da się zaprzeczyć, że fabuła jest pełna różnych "serów", jak dla mnie wygrał [hide]mech bojowy, dobywający pod koniec filmu... ogromny nóż myśliwski. :mrgreen: Jak wiadomo każdy mech bojowy może się kiedyś znaleźć sam w środku dżungli mając ochotę upolować jakiegoś świeżego nosorożca. :)[/hide]
Hajże-ho!

Awatar użytkownika
Sephiria
Administrator
Administrator
Posty: 2591
Rejestracja: sob 13 wrz, 2003 14:20
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Sephiria » wt 16 lut, 2010 17:17

Potwierdzam: film jest dobry. Główny jego atut to to, że wciąga widza - te trzy godziny zlatują, jakby to był standardowy film, trwający 90 minut. Fabuła może troszkę bardziej mi przypasiła, niż Go, acz mnie brakowało jednak więcej nawiązań do samej Ziemi: przedstawienia zła w postaci siedziby korporacji etc.

Pewnie nie jestem pierwsza, która wychodzi z tego filmu z poczuciem "jak nieludzki potrafi być człowiek, gdy chodzi o zysk". Niby nic nowego, bo mamy to na co dzień w Polsce, ale najwyraźniej zupełnie inaczej się do odczuwa, gdy ludzie krzywdzą dwumetrowe smurfy.

Warto pójść, jeśli nie dla przemyśleń to chociaż dla rozrywki: jest sporo humoru, jest rywalizacja, jest wgniatająca w fotel grafika, dobra muzyka i niezły klimat. Polecam.
"Mój świat się składa ze mnie,
Bo żyję tutaj sam
To moje przeznaczenie
Tu tylko ja i tylko ja"
(IRA - Wyspa ego)

Awatar użytkownika
Eiko
Dark Flan
Dark Flan
Posty: 1498
Rejestracja: pn 10 sty, 2005 18:12
Lokalizacja: Katowice

Post autor: Eiko » śr 17 lut, 2010 19:42

Byłam w styczniu na "Avatarze" i "Parnassusie" - drugi tytuł zdecydowanie lepszy pod każdym względem.

"Avatar" - przypominał mi bardzo Final Fantasy - latające smoki, ta stworzenia, na których jeździli i las: istna Macalania, szczególnie po zgaszeniu ognia, gdy ukazał się w pięknych kolorach (jak stwierdziliśmy z kumplem), a także latające skały. Niestety bez minusów w grafice się nie obeszło - drugi plan był często zamazany, a jak się chciało na niego spojrzeć to oczy bolały (bynajmniej mnie, np. w scenie na statku na samym początku filmu).
Fabuła tak jak już zostało wspomniane, nie zachwyca, a dodatkowo podpierać się bajkami disneya...?? Okej rozumiem, może chcieli nadać baśniowy klimat, chociaż nie wydaje mi się, ze to dobry sposób. Jak dla mnie to 70% Pocahontas i 30% nawalanki, a wszystko w ładnej otoczce efektów specjalnych (co do fabuły to mi się rzygać chciało jak babka z filozofii - pani N.-P. doszukiwała się w "Avatarze" koncepcji filozofów starożytnych... to się chyba fanatyzm nazywa :lol: )
Aktorstwa w tym wypadku nie ma za bardzo jak oceniać, zważywszy an to, iż go w przeważającej większości nie ma :lol:
Mimo wszytsko w niektórych momentach film wywołał we mnie wzruszenie, ale żeby zasługiwał od razu na 9 nominacji do oscara?


"Parnassus" - fenomenalny, jak dla mnie premiera roku XD (chyba, ze na równi z "Alicją..." będzie ;D Przez jakieś pół godziny po seansie czułam się jak w innym świecie o__O
Fabuła może nie jest jakaś specjalna, ale sam pomysł z imaginarium namieszał mi w głowie poważnie. Właściwie nie umiem tego dopisać, bo... jak się przenosiła akcja do umysłu Parnassusa to się czułam jakbym sama wkraczała do czyjejś wyobraźni, a do tego scenerią może być coś, co samemu sobie się wymarzy. resztą, co ja będę pisać - to trzeba zobaczyć. I cieszę się z zakończenia, że było, jakie było - ale nie będę zdradzać (swoją drogą mało hoolywoodzkie :) ).
Do efektów specjalnych nie było nawet 3d potrzebne, a i tak wydaje mi się, iż były lepsze niż w "Avatarze" - może dlatego, że bardziej mnie pociąga abstrakcja i surrealizm niż zwykła fantastyka (no dobrze moze nie do końca zwykła).
Aktorstwo - zupełnie w moim stylu - Heath Ledger był niesamowity - takich kreacji się nie zapomina (chyba się mniej dziwię temu samobójstwu... skoro dwie takie role miał do zagrania), a wszystkie wcielenie Tony'ego były zrobione na Johnnego haha xD Bynajmniej podobni do siebie ^^ Również Collin spodobał mi się w takiej roli - pasuje mi na takiego - i jego fragment w imaginarium był najlepszy. Najlepszy dlatego, ze Johnny niestety mnie nieco zawiódł - za bardzo przypominał Sparrowa, a to kompletnie nie pasowało do postaci Tony'ego. Na uwagę zasługuje również Tom Waits jako diabeł - zresztą sama postać miała ciekawą psychologię - pomiędzy złem, a dobrem (trochę mi przypominał Wolanda z "Mistrza i Małgorzaty" ^^)
Uwielbiam takie pokręcone filmy i czekam na kolejny: być może "Alicja w Krainie Czarów" sprosta moim oczekiwaniom ;D
"Na Boga, udawajmy normalnych, skoro nie możemy być normalni, bo inaczej nie wydobędziemy się stąd."

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » śr 17 lut, 2010 21:33

Eiko pisze:chyba się mniej dziwię temu samobójstwu..
Sprostowanie: to NIE było samobójstwo. Ledger cierpiał na depresje i bezsenność, ale NIE chciał się zabić. To niestety jest smutniejsze, aniżeli gdyby chciał umrzeć. Gdyby chciał się byłoby dla mnie mniejszym dramatem, aniżeli fakt, że po prostu chciał odpocząć. Ledger miał IMO wielki potencjał, ogromny talent i szanse na zostanie jednym z tych wielkich aktorów. Weźcie pod uwagę co osiągnął w tak młodym wieku. Zawsze jak widzę go na ekranie czuję żal.

Napaliłam się na Alicję, ale nie oczekuję od niej niczego nadzwyczajnego. Burton, Depp i Rickman. Dla mnie to wystarczy, żeby mieć radochę. Jeśli dodatkowo film okaże się dobry lub więcej? Nie będę narzekała.

Awatar użytkownika
Eiko
Dark Flan
Dark Flan
Posty: 1498
Rejestracja: pn 10 sty, 2005 18:12
Lokalizacja: Katowice

Post autor: Eiko » śr 17 lut, 2010 22:23

Go Go Yubari pisze:Ledger cierpiał na depresje i bezsenność, ale NIE chciał się zabić.
No taak wiem, że samobójstwo to zbytnie uproszczenie i słyszałam co nieco o tym, o czym piszesz, ale niestety śmiec była konsekwencją tego wszystkiego (a w końcu pisałam recenzję filmu, a nie przemyślenia dotyczące aktora ;) ) I to, ze miał potencjał, jest sprawą niekwestionowaną.

Ale koniec OT ^^
"Na Boga, udawajmy normalnych, skoro nie możemy być normalni, bo inaczej nie wydobędziemy się stąd."

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » czw 25 lut, 2010 22:22

ODLOT!
Czytałam masę recenzji o tym filmie, ale dopiero gdy go obejrzałam, zrozumiałam skąd te wszystkie ochy achy i nagrody. Oscar murowany.

Film dla dzieci, którego głównym bohaterem jest staruszek...Sama idea już powala. Nadmienię, iż film oglądałam z moją matką, która na widok okładki zrobiła minę "kpisz sobie?", a która na koniec miała chyba większy ubaw ode mnie. O_o

Główny bohater ODLOTu, pan Fredricksen, od dziecka marzył o przygodach. Te marzenia podzielała jego koleżanka, późniejsza małżonka. Marzenia marzeniami, ale rzeczywistość swoje. Pieniądze odkładane na podroż marzeń topniały, gdyż były potrzebne na bieżące wydatki. Małżonce się zeszło, a na dodatek panu Fredricksenowi groziło dożycie swych dni w domu starców. Dziadkowi się ta opcja nie podobała, więc za pomocą tysięcy balonów odleciał swym domkiem do ameryki Południowej w poszukiwaniu miejsca, o którym marzył wraz z żoną. Pech chciał, że na gapę załapał się Russel - skaut Azjata z nadwagą, lat...mało.
Jak się łatwo domyślić, mieli razem spory ubaw XD

Nic mnie tak nie powaliło w tym filmie jak ptaszysko Stefan. Połączenie strusia pędziwiatra z Guu (anime: Jungle Wa Itsumo Hale Nochi Guu... Guu pożerała wszystko co się da i miała w żołądku inny wymiar... żołądek Stefcia może nie był aż tak rozciągnięty, ale...). A male Stefcie to już doprowadziły mnie do płaczu ze śmiechu. Awww!

Kapitalny film. Pixar sam siebie przebił ta historią. Moja matka jest na to najlepszym dowodem. Nie pamiętam, żeby się tak dobrze bawiła na jakiejkolwiek komedii.

Pan Fredricksen to mój idol! <3

Awatar użytkownika
Qpers
Kupo!
Kupo!
Posty: 54
Rejestracja: wt 21 paź, 2008 18:12

Post autor: Qpers » czw 15 kwie, 2010 00:03

Nie rozumiem, co wszyscy widzą w tym "Awatarze". Jak tylko zobaczyłem zwiastun, pomyślałem "kolejny film dla kobiet, dzieci i pedałów"... Te niebieskie miśki w bajkowe krainie skutecznie odstraszyły mnie od wydania pieniędzy.

"Legion" - do bólu kretyńska fabuła... Prostacka, idiotyczna, bezsensowna itd, itp. Nie polecam nikomu.

"Clash of Titans" - wszystko, co najlepsze w tym filmie pokazali w trailerze. Film nieszczególny moim zdaniem.

Edycja:
@audion - racja, niezbyt to się trzyma tematu. Tak przy okazji o nich wspomniałem, bo myślałem, że to ogólny wątek o filmach w kinie. Niestety żadnego dobrego filmu w kinie ostatnio nie widziałem :P
Ostatnio zmieniony czw 15 kwie, 2010 13:12 przez Qpers, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
AUDION
Cactuar
Cactuar
Posty: 324
Rejestracja: czw 20 wrz, 2007 14:14
Lokalizacja: MALBORK

Post autor: AUDION » czw 15 kwie, 2010 09:19

Qpers pisze:"Legion" - do bólu kretyńska fabuła... Prostacka, idiotyczna, bezsensowna itd, itp. Nie polecam nikomu.

"Clash of Titans" - wszystko, co najlepsze w tym filmie pokazali w trailerze. Film nieszczególny moim zdaniem.
To dlaczego piszesz w temacie o dobrych filmach?
Brakujące ogniwo pomiędzy zwierzętami, a ludźmi, to właśnie my.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kino”