Dobre filmy

Wszystko związane z kinem; nowości, dobre filmy, aktorzy.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » czw 07 maja, 2009 20:51

Poczytałam wasze opinie "dobrych filmów" i aż przeszły mnie ciarki. O ile Pani Squall24 nie raczyła się rozpisywać, dlaczego jej się filmy podobały, tak reszta nawet jak się wysiliła, to swoimi gustami zabiła we mnie wiarę w coś, co nazywam "smakiem filmowym". Nie mówię, że powinno się oglądać same ambitne filmy, ale bez przesady.

Madagaskar 2? Arxel to pierwsza osoba, która się wypowiedziała o tej szmirze pozytywnie. No, może jestem niesprawiedliwa. Widziałam 1wszą część i 10 minut 2, bo nie wyrobiłam. 1 ok "wyginam śmiało ciało" było zaraźliwe, ale 2? to jak 1700 odcinków klanu. Ktoś to ogląda, ale po co?

Jestem fanką Mumii. Czysta rozrywka. Brendan wyglądał jeszcze w miarę wtedy *oh George z drzewa :Q~~* i akcja była całkiem zwinna + humor. Mumia 3 to jak Madagaskar 2 - zrobiono, zarobiono i popsuto. Rachel miała rację, że nie zagrała w tej tandecie. Nawet ona by nie uratowała tego bełkotu.

-----------------------

Z lepszych filmów, które dane mi było obejrzeć, to muszę polecić "Futro: portret wyobrażony Diane Arbus". Film ten puszczają zwykle po północy na HBO. Wczoraj leciał o 21:50, co było chyba przełomem w tej stacji...

Obsada: Nicole Kidman, Robert Downey Jr *boski jak zwykle*

http://www.filmweb.pl/f197372/Futro+por ... Arbus,2006

Film, który widziałam już 3 razy i za każdym razem był równie fascynujący, mimo iż nie ma w nim wybuchów, mega efektów specjalnych i wartkiej akcji.

Zmysłowa historia o miłości zamężnej kobiety i mężczyzny cierpiącego na rzadką chorobę. Lata '60 XX wieku... Ich fascynacja sobą i chemia między nimi jest namacalna. Nie jestem wielka fanką Kidman i wydaje mi się w każdym filmie taka sama, ale może za sprawą Roberta Downeya Jr wydała mi się bardziej ludzka w tym filmie.

Fascynacja statecznej żony i matki osobami z ułomnościami fizycznymi i brak zrozumienia u nudnego, zapracowanego męża i córek mających matkę za wariatkę.

Mocny, piękny film.

Obrazek

Awatar użytkownika
Arxel
Kupo!
Kupo!
Posty: 101
Rejestracja: wt 17 cze, 2008 19:20
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Arxel » sob 09 maja, 2009 03:02

Go Go Yubari pisze:
Madagaskar 2? Arxel to pierwsza osoba, która się wypowiedziała o tej szmirze pozytywnie. No, może jestem niesprawiedliwa. Widziałam 1wszą część i 10 minut 2
Ale ty tak na serio z tymi 10 minutami?
Hajże-ho!

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » sob 09 maja, 2009 06:41

Zawsze piszę serio, gdy chodzi o filmy. Naczytałam się recenzji, nasłuchałam znajomych, których opinia zwykle pokrywa się z moja w 90%, ale i tak chciałam dać szansę M2. Po 10 minutach stwierdziłam, że lepiej po raz 20ty obejrzeć Batmana. Pierwsza część była ok, to po co katować się nędzną kontynuacją? Sporadycznie zdarzy się przyzwoita.

Awatar użytkownika
Arxel
Kupo!
Kupo!
Posty: 101
Rejestracja: wt 17 cze, 2008 19:20
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Arxel » sob 09 maja, 2009 07:00

Go Go Yubari pisze: to po co katować się nędzną kontynuacją?
Nie jest taka nędzna. Wpisz sobie na youtube chociażby "madagaskar 2 król Julian", sceny z pingwinami też wymiatają. Chociaż to tylko film animowany, więc nie mam zamiaru się o niego zabijać, gust też robi swoje, niemniej nie tylko mi w moim bliskim otoczeniu się on podobał. Na takiej stopklatce ma np 7.6 pkt na 10 (46 głosów), więc aż tak źle z tym filmem to na pewno nie jest. Naprawdę, obejrzyj go do końca i wtedy wydaj opinię.
Hajże-ho!

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » sob 09 maja, 2009 17:08

Arxel. Podobał Ci się film? Ok. Wolna wola. Nie przekonuj mnie do czegoś, co już skreśliłam na dobre. Madagaskar 1 wystarczył mi do "szczęścia". Koniec i kropka.
Nie sugeruję się recenzjami internetowymi, w których internauci dają gwiazdki... Mam o tym dość niskie mniemanie *o internautach w 80% także*. Nie róbmy offtopu tylko o recenzjach i gwiazdkach.

Awatar użytkownika
Gagarin
Malboro
Malboro
Posty: 631
Rejestracja: śr 28 gru, 2005 18:44
Lokalizacja: się znamy?

Post autor: Gagarin » sob 09 maja, 2009 22:05

Arxel pisze:Nie jest taka nędzna. Wpisz sobie na youtube chociażby "madagaskar 2 król Julian", sceny z pingwinami też wymiatają
ja się zgadzam :> byłem, widziałem i się śmiałem :] Julian wymiata i właściwie to tylko dlatego to obejrzałem - mnie nie zawiódł, resztę się po prostu zlewa (Alex i reszta ekipy jest nudna, Zebra ew. daje rade czasami). Pingwiny są OK, zwłaszcza podczas negocjacji z małpami :]

ostatnio oglądałem Wolverine :> prequel. Film jak na mój gust super, ale to dlatego, że uwielbiam x-menów :] Najbardziej podobał mi się fakt, że ładnie połączono fabułę, wszystko trzyma się kupy i dobrze jest. Logan nic się nie zmienił, cały czas stary Logan, chociaż jego wizja zostania panem drwalem była zaskakująco nudna i sugerowała: 'ustatkowałem się' - na szczęście wszystko wróciło do normy XD. Oczywiście było dużo akcji - przeginek dla nastolatków, ale to X-men... tego trzeba sie spodziewać :) Jedną z najciekawszych postaci był tam Victor - kawał gnoja, który tylko się cieszy z faktu, że może kogoś rozp*** :] zabawny mutant. miejscami film był nawet zaskakujący (jak dla mnie to chyba nie jest trudne - a i tego się nie spodziewałem, że będą takie momenty). Zmiażdżył mnie natomiast weapon XI, który wyglądem był kosmosem, a siłą również kosmosem... ale oczywiście Wolverine jest i tak najlepszy ;)
ogólnie, muzyka bardzo dobra, Williams daje rade jak zwykle - da się gościa poznać z kilometra, już po pierwszych nutach (ma takie jakieś charakterystyczne brzmienie). Film fajny, jednakże wole następne części :]
Umierając zawsze miej przy sobie prezerwatywę... nawet po śmierci możesz zarazić się HIV albo jakimiś innymi fajnymi wenerami.

Awatar użytkownika
qfas
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: czw 07 maja, 2009 08:15

Post autor: qfas » pt 22 maja, 2009 01:14

Ostatnio udało mi się w końcu obejrzeć ekranizację jednego z najlepszych komiksów o superherosach, mianowicie Watchmen: Straznicy Zacka Snydera. I jak wrażenia po dwuipółgodzinnym seansie?

Fabuła filmu pozostaje wierna komiksowemu pierwowzorowi (nie do końca, ale o tym później).Mamy alternatywną wersję roku 1985, prezydentem USA jest Richard Nixon, wybrany na trzecią kadencję. obok zwykłych ludzi żyją tytułowi Strażnicy. Nie mają oni jednak tak miękko, jak na przykład Spiderman: są nienawidzeni przez społeczeństwo, a sama walka z przestępczością jako zamaskowany heros jest nielegalna. dlatego też większość bohaterów przeszła na emeryturę; aktywni pozostają jedynie ci, którzy działają na rzecz rządu amerykańskiego. Film rozpoczyna się sceną telewizyjnej debaty, której uczestnicy dyskutują na temat prawdopodobieństwa wojny nuklearnej pomiędzy USA a ZSRR. Ważniejsza dla fabuły jest jednak następne wydarzenie: śmierć jednego z dwóch działających dla rządu Strażników, Comedianta. Fakt ten przyciąga uwagę Rorschacha, ostatniego działającego poza prawem herosa.

Fabuła, jak napisałem wyżej dostć wiernie trzyma się oryginału. Dosyć, gdyż wraz z upływem czasu różnice stają się coraz wyraźniejsze. Czy to źle? Jak dla mnie - nie. Nie jestem aż takim nerdem, by na każde odstępstwo od oryginału krzyczeć "profanacja!" i palić kukłę złego reżysera. Ba, momentami film zyskuje na zmianach, na przykład scena w więzieniu (i nie, nie chodzi mi tu akurat o scenę "chodzonej bijatyki" :) ). Nie mogę za to wybaczyć spłycenia wątków dotyczących relacji między postaciami. To właśnie te relacje: strach, nienawiść, przywiązanie, przyjaźń, czy w końcu miłość stanowiły o sile komiksu, ukazującego po raz pierwszy w historii tą ludzką stronę superbohaterów.

A zestaw postaci w filmie jest zaiste pierwszej klasy. Każdy superheros ma swoje własne motywacje czy historię. Psychopatyczny Rorschach, sadystyczny Comedian, całkowicie odmienny od rasy ludzkiej dr Manhattan, zmęczony byciem bohaterem Nite Owl, czy nienawidząca swojego fachu Silk Spectre to najlepszy zestaw bohaterów w historii (X-meni mogliby im co najwyżej herbatę parzyć). Zdecydowany plus dla filmu.

Kolejnymi są bez wątpienia muzyka, klimat filmu, ga aktorska i sama fabuła. Na początek aktorzy. Świetnie dobrani, wyglądają jak żywcem przeniesieni z kart komiksu. Każdy w wielkim wyczuciem wciela się w swoją rolę, ich gra stoi na wysokim poziomie. Swietnie przeniesiony jest też klimat komiksu. Film odpowiada na pytanie: "jak wyglądałoby USA, gdyby lęki i paranoje lat 50 trwały aż do roku'85?". Oprócz podjęcia dialogu z historią i problemami narodu Kraju Kwitnącego Hamburgera, fabuła zadaje też pytania bardziej uniwersalne: ile jesteśmy w stanie poświęcić, by osiągnąć cel? Czy praworządni, w swym pędzie do osignięcia celu, sami nie stają się tymi najbardziej szkodliwymi? Wierność zasadom, czy łamanie ich dla dobra ogółu? Zakończenie pozostawia dziurę w głowie. pozostaje jeszcze kwestia muzyki. Dla mnie strzalem w dziesiątklę było postawienie na muzykę z lat50, 60, 70 i 80. Klimat od razu szybuje pod niebo (BTW, najlepsze "napisy początkowe" ever!).

A wady? Fani komiksu - ci ortodoksyjni - będą pieniać na zbyt wielkie różnice pomiędzy komiksem a filmem. Powiem im jedno: dajcie se siana. Zawsze zlewałem z ludzi, twierdzących, że "ekranizacja jest o kant pupy popsuć, bo pan kioskarz w 93 minucie filmu miał inną czapkę w pierwowzorze". Ekranizacja rządzi się swoimi zasadami, język komiksu nie da się przełożyć bezpośrednio na język filmu. A co do zarzutów o większą brutalność od oryginału, to ja tam nie płakałem z powodu tych kilku odciętych rąk więcej. poza tym, bądźmy szczerzy: kto, nie będąc fanem komiksu, poszedłby na film o superbohaterach, który w 95% składałby się z dialogów? No właśnie.

Podsumowując, "Strażnicy" to najlepsze przeniesienie komiksu na duży ekran w historii. To właśnie przez pryzmat tego filmu będę oceniał kolejne ekranizacje. Na dzień dzisiejszy to najlepsza alternatywa dla tych, którzy mają dość "masked avengers" w ujęciu plastikowo-jednowymiarowo-rozpierdzielankowym. No i mam nowego ulubieńca: Rorschacha (jego historia i akcje podczas śledztw to kosmos!). Sorry, Wolverine :).

Aa, i przed obejrzeniem filmu zachęcam do lektury komiksu; dla poszerzenia sobie horyzontów, na przykład :). Pomimo 24 lat na karku (geez, taki szmat czasu!), to trzyma się on niezwykle dobrze. Dwanaście zeszytów pęka w jedną noc :).
Teksty w podpisach zazwyczaj trącą sztampą.

Awatar użytkownika
mroczna sarna
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: ndz 31 maja, 2009 23:50

Post autor: mroczna sarna » wt 02 cze, 2009 01:52

Dobrze...to teraz dwa filmy,które niedawno obejrzałem.
Pierwszy,to seans kinowy nowego Star Trek'a.Tutaj z góry zaznaczam,iż jestem wielkim fanem serii od wielu,wielu lat...
J.J. Abrams stanął na wysokości zadania. Według mnie,po latach kiepskich produkcji pełnometrażowych,doczekaliśmy się w końcu porządnej, gwiezdnej wędrówki.Śmiem twierdzić,że od czasów Star Trek:Generations,gdzie załogę Kirka (William Shatner) zastąpiła ekipa Picarda (Patric Stewart) - lepszego filmu spod szyldu ST nie było.Nie ma naturalnie co porównywać do wcześniejszych dzieł (części I-VI),ale na tle pozostałych jedenasta część wypada wyśmienicie.Aktorzy spełnili pokładane w nich nadzieje,bardzo spodobała mi się rola zagrana przez Chrisa Pine (młody James T.Kirk).Po prostu tak właśnie sobie wyobrażałem młodzieńcze lata dowódcy statku Enterprise...krnąbrny,nieokiełznany temperament (scena z policjantem,czy też pierwsza próba poderwania...Uhury!).Bardzo obawiałem się o "nowego" Spocka - niepotrzebnie.Zachary Quinto wcielił się w jego rolę doskonale,to samo można powiedzieć o naszym poczciwym mechaniku-złotej rączce Scottym (gra go Karl Urban znany nam lepiej jako...Eomer z "Władcy Pierścieni").Odmłodzony trzon ekipy trzyma poziom :) Co do aktorów,należy wspomnieć,iż znajdziemy tutaj "oryginalnego" Spocka,czyli Leonarda Nimoy'a...to by było na tyle,by zbytnio nie ujawniać fabuły.
Muzyka - troszkę inna niż do tej pory,aczkolwiek nie przeszkadza w odbiorze filmu,raczej uzupełnia całość.
Efekty specjalne - spotkałem się z opinią,iż było ich zbyt mało,zbyt ubogie itp. Według mnie,były one wystarczające,zresztą jako wierny fan tej legendarnej serii, idąc do kina wiedziałem,że przecież ST to nie tylko EFEKTY,ale fabuła,ukryte(bądź nie) tematy do przemyśleń,no i oczywiście bohaterowie,z którymi zdążyłem się zżyć przez prawie 20 lat oglądania...
Fabuła - rzecz dzieje się przed wszystkimi innymi częściami,czyli tak zwany prequel tutaj mamy (swoją drogą-coś ostatnio moda na nie). Na samym początku poznajemy rodziców Kirka,niestety trwa to tylko kilkanaście minut.Później szalone dzieciństwo naszego przyszłego kapitana,oraz rekrutacja do służby w Federacji.Dalej mamy wątek...no właśnie.Dalej z fabułą nie pójdę ani kroku,bo po co zdradzać wszystko. Napomknę,iż cały ten film jest okraszony sporą dawką humoru i większość starszych fanów będzie miała niejeden raz banana na ustach ;> Podsumowując - Ci,którzy lubią serię,powinni obowiązkowo pomaszerować do kin,a Ci,którzy ST mieszali z błotem,jak zwykle pozostaną nieusatysfakcjonowani i będą złorzeczyć na to i owo...Sam byłem już w kinie na tym filmie dwa razy i wcale tego nie żałuję.Z niecierpliwością czekam teraz na wersję blu-ray.

O drugim filmie króciutko,bo nie wiem,czy wcześniej ktoś o nim nie pisał (jako,że to produkcja z 2001roku).Mianowicie wpadło mi w łapki DVD z wersją reżyserską "Battle Royale" Kinji Fukasaku z genialnym Takeshi Kitano w roli głownej.Film ten podobno zainspirował Quentina Tarantino do stworzenia "Kill Bill'a". Pokrótce o filmie - corocznie w Japonii wybierana jest jedna klasa,której studenci umieszczani są(bez ich wiedzy i zgody) na bezludnej wyspie.Reguły przeżycia są proste.Mają oni trzy dni by za pomocą losowo przyporządkowanych im broni pozabijać swoich własnych kolegów/koleżanki.Przeżyć może tylko jeden z uczniów...Okazuje się,że można zabić swojego najlepszego przyjaciela.Ale to już moja mała dygresja,tak na koniec.
Miłego oglądania ;>

Yakuza 0 (PS4)
, World of Final Fantasy (PS4), Tales of Berseria (PC)&(PS4)

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » wt 02 cze, 2009 13:08

O BR kiedyś napisałam 2 zdania, ale to było 4 lata temu, czyli moja argumentacja nie była dość...rozwinięta :lol:
mroczna sarna pisze:Film ten podobno zainspirował Quentina Tarantino do stworzenia "Kill Bill'a"
Zobaczył na festiwalu filmowym (w Wenecji? nie dam sobie ręki uciąć) i tak, to go zainspirowało. Miedzy innymi pewnie dlatego obsadził w roli Gogo Yubari (yay) Chiaki Kuriyamę (która w BR zagrała Takako Chikusę i zagra Ling Xiaoyu w kinowym Tekkenie *to tak dla zainteresowanych*). Kitano jest ogólnie (imo) genialnym aktorem i oglądałam BR głównie dla niego, jednakże BR swobodnie by się obroniło bez jego udziału. Film na pierwszy rzut oka - brutalny i krwawy, który tak na prawdę jest kinem psychologicznym. Zabijesz albo sam zostaniesz zabity. Dopiero, gdy musisz podjąć decyzję czy chcesz być łowcą czy ofiarą, pokazujesz swoje prawdziwe "ja". Uczniowie, którzy są kolegami, przyjaciółmi, zakochanymi etc. dostają broń i teoretycznie brak wyboru. Teoretycznie, gdyż zawsze można znaleźć wyjście z sytuacji, nawet gdy wydaje się ona beznadziejna. Nawet niewinne uczennice w mundurkach szkolnych zamienią się w bezwzględne morderczynie, gdyż tak im będzie nakazywał instynkt przetrwania. Warto sobie wyobrazić siebie samego w podobnej sytuacji. Choć mało kto przyzna, że by zabił, ile w tym prawdy?

Awatar użytkownika
hay
Cactuar
Cactuar
Posty: 271
Rejestracja: pt 12 gru, 2008 16:44
Lokalizacja: Zza sedesu.
Kontakt:

Post autor: hay » wt 02 cze, 2009 14:09

Przeszukałem na szybko forum i aż dziw, że nikt nie wspomniał Blade Runner'a. Dzieło Ridley'a Scott'a, uważany za jeden z najlepszych filmów sci-fi, wzorowany na świetnej powieści Philip'a K. Dick'a.
Pomijając wątek śledztwa i zabijania fabuła mocno skupia się wątku przemijania i moralności tworzenia sztucznego życia, oraz problemy traktowania androidów. Dla mnie pozycja obowiązkowa. Szczególnie polecam wydanie BR, w którym znajduje się 5 różnych wersji filmu w pełnym HD oraz masa dodatków.

Nie wiem czy było o tym pisane, ale Wall-E jest godnym polecenia filmem. Dzieło Pixar'a jest niesamowite pod każdym względem. Multum i wymowność detali, świetna historia i bardzo obrazowy sposób opowiadania historii przypadł mi szczególnie do gustu. Dla zainteresowanych do wersji HD dorzucić można zdumiewającą jakość obrazu.
Wall-E jest historią starego robota, który prawdopodobnie jako ostatni z wielu został działający na kompletnie zaśmieconej Ziemii, na której nie przeżyło nic poza karaluchami i pewnie szczurami. Przygoda zaczyna się gdy na Ziemię przybywa nowoczesny droid w poszukiwaniu... No cóż, zapraszam do obejrzenia. Świetne kino dla dzieci i dorosłych. Wall-E i jego urzekająca historia szybko trafiły do listy moich ulubionych tytułów, a wielu ich nie mam.

c.d.n.
This post is... hay definition.

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4619
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » wt 02 cze, 2009 14:28

Wall-E ma wszystko to, czego się wymaga od filmu dla dzieci. Jest ślicznie zrealizowany, ma ponadczasową historię, która jest akurat "na czasie". Ma uroczego bohatera i setki morałów.
Po pierwszym "razie" z tym filmem byłam zachwycona.. Wreszcie coś oryginalnego i interesującego. Kocham kino nieme, więc ograniczenie dialogów do minimum przypadło mi do gustu. Łatwo jest przegadać film, trudniej wyrażać emocje bez słów - zwłaszcza za pomocą małego, kwadratowego robota. Główny bohater przypomina Woody'ego Allena. Mały, nieśmiały, pewnie trochę zakompleksiony. Na swej drodze spotyka twarda babkę, która ma misję do spełnienia i jest na innym poziomie, aniżeli nasz bohater. Przeciwieństwa się przyciągają. Osobiście za najlepszą postać uważam karalucha, który jak na insekta jest przeuroczy. No i nie zapomnijmy o małym robocie sprzątającym, M-O XD
Mimo to, moim skromnym zdaniem, oglądanie go więcej niż raz do roku, jest nudne. Akcja toczy się powoli i mimo tego, że potem przyspiesza, to można przysnąć. To nie jest film akcji, w którym bez przerwy budzą nas wybuchy. Nie ma skomplikowanej fabuły, na której trzeba się skupiać. Nie jest filmem, który na koniec pozostawia wiele niedopowiedzeń, który zmusza widza do ponownego prześledzenia historii i zgłębiania jej głębiej i głębiej wraz z kolejnymi seansami.

Awatar użytkownika
Gveir
Moderator
Moderator
Posty: 2966
Rejestracja: pn 22 maja, 2006 18:37
Lokalizacja: Newport City

Post autor: Gveir » śr 03 cze, 2009 15:17

W Wall-E jest jeszcze jedna bardzo ważna cecha, która może zaciekawić - praktycznie w każdej scenie (zwłaszcza w pierwszej połowie filmu) jest jakieś nawiązanie (albo nawiązania) do klasyki science-fiction. Ilość tych smaczków po prostu powala. I głównie dlatego film mi się podobał. Bo reszta... była szczerze mówiąc nudna. Nie kocham tego typu filmów, które są zbyt słodkie - a ten był, tak po prawdzie. Dzieciakom w domu się podobał, głównie z tego względu, bo i wydarzenia na ekranie absorbują uwagę. Film dobry, ale głównie IMO ze względu na odwołania. Po tylu przeczytanych recenzjach w których były same peany spodziewałem się dzieła ponadczasowego i się nieco zawiodłem, szczerze mówiąc.
We are the outstretched fingers,
That seize and hold the wind...

Awatar użytkownika
qfas
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: czw 07 maja, 2009 08:15

Post autor: qfas » czw 11 cze, 2009 00:18

Jestem na świeżo po seansie Terminatora: Ocalenie. Dostałem to, czego oczekiwałem - ostrej naparzanki pomiędzy członkami ruchu oporu a terminatorami. Na seansie można spokojnie usiąść, wsadzić swój mózg do słoja i postawić w fotelu obok. Niby gdzieś tam przewija się wątek filozoficzny - co tak naprawdę czyni człowieka człowiekiem właśnie - ale to tylko chwila, bo zaraz z powrotem mamy na ekranie mnóstwo akcji, okraszonej jednymi z najlepszych efektów specjalnych ostatnich lat.

Fabuła - prosta jak budowa cepa. Trzeba po raz kolejny kogoś uratować, żeby nie dopuścić do zmiany historii. Tak naprawdę fabuła to tylko pretekst do ukazania kolejnych scen walk z terminatorami. A przyznać trzeba, że terminatorów jest bez liku - duże terminatory, małe terminatory, terminatory-motocykle, węże, odrzutowce i co tam jeszcze scenarzysta w pijackim amoku nie wymyślił.

Kod: Zaznacz cały

Pojawia się nawet T-800, grany niestety nie przez Arnolda, a Rolanda Kickingera.


Aktorstwo w filmie stoi na w miarę przyzwoitym poziomie. Christian Bale gra na dobrym, ale nie wybitnym poziomie; Anton Yelchin pokazuje, że potrafi grać w swojej pierwszej większej roli; jak dla mnie najlepszym aktorem w filmie jest Sam Worthington, dający radę jako Marcus. Dla mnie to on właśnie jest głównym bohaterem filmu, ze swoim dylematem i umiejętnościami klepania facjat :).

Jeżeli zaś chodzi o muzykę, to miło ciary mnie przeszły, kiedy znów usłyszałem motyw przewodni serii. Dwa razy uśmiechnąłem się pod nosem słysząc Alice in Chains, a później Guns'n'Roses. Soundtrack się nie wybija, ale jak jest okazja, to posłuchać można.

Ogólnie, z seansu wyszedłem miło rozczarowany. Spodziewałem się gniotu nakręconego za wielką kasę, a tu miło spędziłem dwie godziny, całkiem dobrze się przy tym bawiąc. Jak ktoś lubi serię, też się nie zawiedzie.

I ciekawostka: na sali było mnóstwo osób, pamiętających zapewne premierę pierwszego Terminatora. Aż serce rosło, patrząc na to jak ci "dojrzali" fani serii reagowali na kultowe teksty i wydarzenia na ekranie :). Świetna sprawa.
Teksty w podpisach zazwyczaj trącą sztampą.

Awatar użytkownika
AUDION
Cactuar
Cactuar
Posty: 324
Rejestracja: czw 20 wrz, 2007 14:14
Lokalizacja: MALBORK

Post autor: AUDION » pt 12 cze, 2009 12:22

Wśród horrorów można też znaleźć filmy dobre, a przynajmniej do tego miana pretendujące. Niewątpliwie ciekawym tytułem są „Lustra” z Kieferem Sutherlandem. Historia byłego policjanta uzależnionego od alkoholu, który chcąc rzucić nałóg i odzyskać swoją rodzinę, podejmuje pracę stróża nocnego w budynku spalonego sklepu. Jego uwagę przykuwają lustra, które jako jedyne zdały się nie ucierpieć w wyniku pożaru, a do tego nie są nawet zakurzone. Film ma kilka wstawek „mięsnych” (jedną, w której pannie w wannie poszerza się uśmiech, ktoś już na forum wrzucał), jednak dominują migawki, które straszą, a nie mają powodować uczucia obrzydzenia, przez co film potrafi wywołać naprawdę przyzwoity dreszczyk. Gra Kiefera niewątpliwie podnosi wartość tego filmu, choć jakoś słabo wykorzystano fakt uzależnienia naszego bohatera. Niestety nie ustrzeżono się odrobiny kiczu w postaci finałowej „walki” nie jest ona jednak na tyle zła, by przekreślić ogólnie dobry poziom tego filmu, zwłaszcza że końcowa scena pozostawia pewne niedopowiedzenia, a co za tym idzie niedosyt w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Brakujące ogniwo pomiędzy zwierzętami, a ludźmi, to właśnie my.

Awatar użytkownika
Gveir
Moderator
Moderator
Posty: 2966
Rejestracja: pn 22 maja, 2006 18:37
Lokalizacja: Newport City

Post autor: Gveir » pn 22 cze, 2009 13:05

Też się ostatnio wybrałem na Terminator: Ocalenie i wcale tego nie żałuję. Film od samego początku pokazuje jak powinno wyglądać dobre kino akcji/science - fiction. Mocarny atak na bazę Skynet'u, fenomenalne użycie szarego filtru gaszącego kolorystykę, pełne dynamizmu i 'siły' ujęcia Bale'a wskakującego do na linie do dziury i długie, nieprzerwane ujęcie startu helikopterem, zestrzelenia go i próba desperackiego lądowania zakończona silnym przyglebieniem - tak się powinno robić obecnie kino akcji. Reszta podobnych sekwencji nie zawodzi, od pościgu z Terminatorami motocyklami (motyw użycia bullet - time przez jednego z nich sprowadził mnie do parteru), walki z Hunter/Killer'em i olbrzymim mechem porywającym ludzi - klasa sam w sobie. Strona techniczna filmu jest bez zarzutu. Szczególny wyróżnienie idzie za montaż i prowadzenie kamery - długie ujęcia bez cieć, ujęcia z pierwszej osoby, odpowiednie zbliżenia na twarz, umiejscawianie kamery w nietypowych punktach, ujęcia 'z ręki' - wręcz podręcznik kamerzysty.

Aktorzy - Bale to Bale. Trzyma poziom i dobrze pokazuje napięcie i determinację jakie powinno cechować Connor'a. Pokazuje charyzmę przyszłego dowódcy ludzi, jest desperacki, wściekły, opanowany - jak to Bale, wszystko co trzeba na swoim miejscu. Ale bez fajerwerków. Sam Worthington jak qfas napisał to najlepszy punkt filmu. Gra odpowiednio do każdej sytuacji - głównie twardy, opanowany, ale z podskórnym niepokojem, który świetnie wychodzi na wierzch kiedy dowiaduje się prawdy i podczas dwóch decyzji które podejmuje w finale i zakończeniu. Do tego naprawdę dobrze oddał niuansiki nieświadomości swojego obecnego 'stanu' - które wychodziły zwłaszcza podczas scen akcji przed 'objawieniem'. Yelchin oddał intensywny i aktywny charakter Kyle'a bez zastrzeżeń, bardzo dobra rola. Subiektywnie podobała mi się rola Moon Bloodgood (ona sama też ;] ) - sympatycznie autentyczna. Jak na film z takim budżetem, letni blockbuster - to aktorstwo zaskakująco na poziomie.

Co mi się nie podobało - to nagłe złagodzenie brutalnego klimatu w drugiej połowie. Po pokazie potęgi wszystkich robotów Skynet'u, nagle brakuje pokazu traktowania więźniów w mieście maszyn jak bydła do eksperymentów - gdzie krew, gdzie brutalne eksperymenty i ogólny syf? T1 i T2 dawał czadu ze scenami z przyszłości, było ściąganie mięska z ręki przez Arnolda i ogólna brutalność względem wszystkiego co z białka. Tu tego zabrakło nagle - i ze skutkiem mocno bolesnym dla klimatu. A już kilka lat temu Matrix i Animatrix pokazał jak należy coś takiego zrobić. Finał też lekko bez rozmachu - spodziewałem się ultra rozpierduchy, a tu pewne powtórzenie klasycznych rozwiązań. Fajne i efektowne, ale niedosyt zostaje. Końcowi zabrakło nieco odpowiedniej skali, ale możliwe że zrobione to było specjalnie, aby można było spokojnie zaaplikować motyw eskalacji w kolejnych częściach, tak jak w nowym Batmanie.

Wątek rozważań nie poszedł całkowicie w odstawkę, głównie dzięki postaci Marcusa - i bardzo dobrze. Chociaż już nie można się spodziewać takich dywagacji na temat możliwości zmiany przyszłości i losu człowieka jak w poprzedniej trylogii. O dziwo aż tak głupi film im nie wyszedł jak się spodziewałem. Bardzo przyjemny w oglądaniu, wciąga i satysfakcjonuje. Jak na Terminatora mogło by być oczywiście znacznie, znacznie lepiej, ale narzekać za bardzo nie mam zamiaru. Mocne 7/10 ze względu na niewykorzystany potencjał w dalszej części filmu.

Za tydzień seans Transformers: Zemsta Upadłego (kretyn dystrybutor narzucający tytuł powinien najpierw sprawdzić czy to chodzi o całą zgraję czy o konkretnego osobnika -_-") - nieludzko efektowne bitwy już można uznać za pewnik ^^
We are the outstretched fingers,
That seize and hold the wind...

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kino”