Gra (nie)na jeden raz...

Tutaj piszemy o rzeczach ogólnie związanych z Final Fantasy.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Jaco
Dark Flan
Dark Flan
Posty: 1509
Rejestracja: pt 26 lis, 2004 13:56
Lokalizacja: Wrocław

Gra (nie)na jeden raz...

Post autor: Jaco » wt 18 maja, 2010 09:46

Ostatnio pisząc z Abe na SB, jak to będę moje dzieciaki FFII straszyć, naszła mnie myśl co by spróbować podjąć dyskusje na temat wielokrotnego przechodzenia FFów. Dla tych co mają zamiar napisać:

"FFVII - 10 razy
FFVIII - 1 raz
FFX - 5 razy"

Krak (prawda?) ma lepszy pomysł:
pobiegnij do sklepu po bułki.
(zawsze mnie to rozwala _^_)

a Go Go ma pewnie pare warnów do rozdania XD


Nie chodzi mi również o to by pisać wyłącznie o tym ile i dlaczego, ale tez o tym jaki jest sens oraz które FFy się do tego najbardziej nadają. Bo wiadomo, im nowszy FF tym więcej bonusów, ukrytych rzeczy, etc. Ale czy gracie tylko po to, by wszystko zaliczyć na 100%, czy chodzi tylko o przyjemność z grania (oczywiście jedno nie wyklucza drugiego w niektórych przypadkach). Bo chyba przy pierwszym podejściu bez sensu jest korzystać z poradników, psując sobie w ten sposób zabawę... Ale już przy kolejnym można, imo, bo nie na wszystko jesteśmy w stanie wpaść sami (omiń 200 piorunów...? o_O).

Ale w takim razie ok... przechodzimy drugi raz grę, na 100%, z poradnikiem... i co? Wreszcie odkładamy na półkę. Ale czy sięgamy kiedyś znów? To już pewnie zależy czy mamy dużo mamony, a co za tym idzie stać nas na dużo gier (o drugiej stronie medalu wspominać nie będę), bo jak się nie ma w co grać to z braku laku.... W takim razie po co? I w jaki sposób gracie po raz trzeci? Znowu zdobywanie wszystkiego na 100%? Czy może przechodzenie gry na 1 lvlu? :> A może inny team? Z mojej strony w tej chwili dochodzi jeszcze jeden aspekt, a mianowicie ponowne przechodzenie gier z kimś, kto ich nie zna.


Jrpgi mają to do siebie, że czasami wręcz trzeba zagrać w niego po raz drugi czy trzeci, żeby coś tam zdobyć by zaliczyć grę na 100% Ale czy Wam się coś takiego w ogóle podoba? Mnie szczerze mówiąc wkurza wymuszanie kolejnego przechodzenia danej gry, żebym mógł sobie powalczyć z jakimś dodatkowym bossem (vide FFIV na DSa, ale o tym później). Chociaż z drugiej strony to tez zależy od gry i bonusów, gdyż jeżeli wiąże się to z dodatkowymi zakończeniami jak to ma miejsce w CT i CC to jakoś mi to w ogóle nie przeszkadza... ale warunek jest jeden - dostaję postacie na takich levelach, z jakimi ukończyłem grę, nie jak to ma miejsce we wspomnianym remake'u FFIV, gdzie muszę zaczynać od "zera."


Jak to u mnie wygląda? (chronologicznie do przechodzonych FFów)

(pomijam demko FFVIII, które zaliczyłem z 2 razy)

FFT
Tą część przechodziłem już z 8~10 razy, z czego 2 razy na PSP. Nie będę tu pisał jaka ona jest genialna i w ogóle, że można grac w nieskończoność, bo w każda grę można. FFT ma to do siebie, że mamy nie tylko system jobów, ale też nasza ekipa składa się z 16 (24 na PSP) postaci, więc można na prawdę nieźle kombinować i przechodzić grę na 100k różnych sposobów. Do tego dochodzą dodatkowe postacie przecież, z innymi zdolnościami, no i możemy także werbować do drużyny wszelkie potwory. Oczywiście, sama mhroczna fabuła też robi swoje, no i opisy każdej napotkanej postaci sprawiają za każdym kolejnym razem się w nie wczytujemy i próbujemy to wszystko bardziej ogarnąć.

Prawda jest tez taka, że gdyby nie PSP, to już pewnie bym do tej gry nie wracał, ale że spełniło się moje i kumpla marzenie z dzieciństwa, czyli mogliśmy wystawić swoje ekipy przeciwko sobie (nie miał najmniejszych szans :> ) to bez wahania sięgnęliśmy ponownie po FFT. A aktualnie doszła opcja grania z kimś... Wiecie że w FFT nie powinno się grac żadnymi "chłopczykami" bo są brzydcy (oprócz Black Mage'a) i pozostają tylko "dziewczynki" :lol:

Swoją droga, swego czasu tworzyłem poradnik do FFT dla krypty, gdyż miałem za dużo czasu i w ogóle. Był prawie cały ukończony, ale niestety czas się w końcu skończył i poradnika nie dokończyłem ^^ Czemu o tym wspominam... to jest kolejny aspekt, który powoduje to że sięgamy ponownie po jakieś tytuły. Ja podczas pisania takowego grałem symultanicznie na 2 save'ach, na jednym przechodząc z najmniejszym nakładem czasowym (minimalne levelki), drugi z jak najbardziej optymalnym, możliwym dla początkujących...


FFIV
4 przejścia. A w sumie 3,99 bo grając za pierwszym razem doszedłem do ostatniego boss'a, a później jakiś wirus mi dysk sformatował czy coś _^_ Więc drugie przejście było po to, by w końcu grę skończyć. Dwa kolejne były związane bardziej z chęcią zobaczenia dodatkowych FMVek (FFIV na PSX'a).... serio, strata czasu, ale jakoś wtedy YT nie było... lub ogólnie odświeżonej gry (DS) niż ochoty samego kolejnego przechodzenia gry. Nie to, żeby była zła, co to to nie, bo bardzo tą część lubię, tylko wydaje mi się, że więcej jej nie zniosę _^_ Dlatego też podziękowałem S-E za dodatkowych bossów, dla których musiałbym zacząć grac po raz kolejny i od nowa pakować te levelki... może za 100 lat :P Wersję na GBA sobie odpuściłem...


FFVIII
2 razy, ale od jakiegoś czasu przymierzam się do odkurzenia mojej PSXowej wersji, bo do tej pory grałem na PC. Po co? To jest gra w którą mogę bez owijania w bawełnę powiedzieć, że chodzi przede wszystkim o fabułę i radość z grania. Ta znienawidzona przez (większość... nie oszukujmy się) fanów FF część jest niewątpliwie numerkiem jeden dla mnie (powoli FFT chce ja z tego piedestału zrzucić), mimo że tak mało razy ja przechodziłem. Ale to też się wiąże z czasem, bo taką FFIV to stosunkowo szybciutko się przechodzi, FFT jeszcze szybciej w sumie... A przez to że od FFVII kolejne części są już tak rozbudowane to ten faktor gra główne skrzypce dla mnie, jeżeli chodzi o ponowne zabieranie się za nie. Już naprawdę wole sobie pograć w inna grę w tym czasie i poszerzyć horyzonty.

FFVIII przechodziłem po raz drugi jak odkryłem k-ff (i w ogóle internet XD) i ilość rzeczy, które pominąłem. W tym Omegę _^_ Tutaj tez dodatkowym plusem, który imo przemawia jak najbardziej przemawia za ponownym przechodzeniem tej części jest cały system gry, związany z junctionowaniem, drawowaniem i innymi głupotami, które za każdym kolejnym razem człowiek coraz lepiej pojmuje i zaczyna sie w to bardziej bawić ;]


FFV (SNES)
Raz. Nie lubię tej części. Przede wszystkim chodziło chyba o dość płytka fabułę i dialogi... ale to może dla tego że były tłumaczone przez fanów... Pamiętam też, że skończyłem ją na niskich levelkach, oszukując za pomocą save/load state na emulatorze. Po prostu chciałem ją jak najszybciej już skończyć, pomijając jak najwięcej losowych walk. Omegę i Shinryuu (?) sobie odpuściłem w ogóle. Ale po wielu latach myślę, że po prostu nie miałem pomysłu na nią, źle dobierałem joby i w ogóle. Kiedyś jeszcze po nią pewnie sięgnę, co by się do niej przekonać no i co by rozwalić tych dwóch cwaniaczków.

FFVI
2 razy, chociaż ciągle mnie ciągnie do tej części. Tutaj ciężko chyba było cokolwiek przeoczyć, chociaż dla chcącego... A nie, Shadow! Jeszcze mi się go nie udało ratować :lol: Duża liczba postaci robi swoje, mimo że niektórzy z nich z pozoru wydają się być niegrywalni. W wersję na PSX'a zagrałem nie dla filmików, jak to było w przypadku FFIV, szczególnie że już wiedziałem czego się spodziewać... Jak najbardziej grywalność, fabuła i przyjemność, bo gra do ciężkich nie należy i można się nią po prostu rozkoszować.


FFIX
Raz, mimo że bym chętnie jeszcze kiedyś po ten tytuł sięgnął. Ot, tutaj po prostu z sentymentu. Ale że taki sentyment mam do ogromnej ilości jrpgów w jakie grałem to pewnie nie prędko mi się to uda. Grę samodzielnie zrobiłem na oko jakieś 92% rzeczy (idąc tropem FFX-2), a o Ozmie się dowiedziałem standardowo z k-ff XD. Wystarczyło jednak po roku czasu zrobić load, podpakować pare levelków i ją przejść. Tutaj faktorem pozwalającym ponownie grę przejść są postacie, które w przeciwieństwie do FFVII czy VIII różnią się od siebie znacznie, gdyż każda ma z góry narzucona jakąś klasę. Bo kombinowania tutaj raczej nie uświadczymy za dużo.


FFI
3 i pół... albo ćwierć.
Ćwiartkę zaliczyłem grając w wersję na NESa, zdobywając pierwszy kryształ (ziemi). W tym samym czasie dowiedziałem się, że wyszła odświeżona wersja na PSX'a, przez co porzuciłem tą NESowską. Wybredny byłem wtedy trochę, ale nie w kwestii grafiki, gdyz to jest kwestia przyzwyczajenia, tylko do tempa walki i ogólne tego archaicznego systemu. Jako że fabuła (jaka fabuła?) ssie ogólnie, ale gra sama w sobie króciutka jest to postanowiłem sobie ją przejść ponownie przy okazji wersji na GBA, gdzie poziom trudności spadł poniżej poziomu trudności tetrisa... Dodatkowe lochy były tylko wkurzające, więc przechodząc niedawno po raz kolejny FFI po prostu sobie je odpuściłem. Wersji na PSP nie mam zamiaru ruszać nawet patykiem. Ogólnie to w ramach poznawania FFów przez moją połówkę, która próbuje się do tego typu gier przekonać to gramy w FFy od numerku pierwszego (nie tyczy sie FFT), co raczej nie jest zbyt zachęcające, ale co ja mam do gadania _^_


FFII (PSX, GBA)
2 razy i 3 w toku. I tak naprawdę nie wiem dlaczego. Gra jest najgorszym FF'em z wszystkich, jeżeli chodzi o system pakowania i w ogóle. Odpycha na kilometr. Ale fabularnie najgorzej nie jest... > FFI, III i V imo. No i X-2 oczywiście. Po prostu łatwo jest mnie skusić dodatkowymi lochami i tyle, jeżeli chodzi o drugie przechodzenia (GBA). 3 przechodzenie z powodów wymienionych powyżej.


FFVII (wreszcie? XD)
2 razy. Tutaj podobnie jak w przypadku FFVIII, w tą część można by było grać po prostu dla samej fabuły. Ale 5 lat temu, bo w tej chwili mam dość wszelkiego zamieszania wokół tej części i raczej nie mam najmniejszej ochoty odpalać jej ponownie... za przeproszeniem, rzygam już Cloudem, Aeris i SE. A szkoda...

Drugi raz przechodziłem, gdyż za pierwszym nie brałem się za Weapony, mimo że tym razem udało się je odnaleźć XD, no i ogólnie chciałem zaliczyć wsio na 100%

FF:MQ
O jeden raz za dużo _^_ To oficjalnie nawet FF nie powinien być, więc nie ma sensu się nad tym czymś rozpisywać :P Fabuła, grafika, system... wszystko ssie, więc po co się za to zabierać po raz kolejny?

FFX
Raz. Tutaj to Wy mi obrzydziliście ta grę _^_ Ale tak serio, to zrobiłem w niej wszystko co się dało. Przeszedłem ją bez żadnych poradników, zdobyłem co się dało, po czym po odnalezieniu Kryptu człowiek się dowiedział o jakiś celestialach, etc, więc, podobnie jak to miało miejsce w FFIX, load, pakowanie, zaliczenie wszystkiego, end. Jak się widzi te 160h na liczniku to raczej się odechciewa ponownie za to zabierać _^_ Ale może kiedyś... nie wykluczone. Ale na pewno bez Dark Aeonów i innych głupot. Tutaj jeszcze jeden faktor zachęca do ponownego zagrania, mianowicie słownik Al-Bhed, przez co można w końcu ich bełkot zrozumieć.


FF:TA
Raz, nawet nie na 100%. Jak się ma takiego poprzednika jak FFT to się ma wysoko poprzeczkę podniesioną. FF:TA nawet nie potrafi do niej dobiec... Gdzie się podziewa moja gadanina o wielu jobach, przechodzeniu gry na 124324 sposobów, jak to miało miejsce przy FFT? Nie ma... wychodzi na to, że gra sama w sobie też musi nam przypaść do gustu. Bez tego ani rusz. Z 300 (dodatkowych?) misji jakie były do zrobienia ukończyłem może z 200. Na więcej siły nie starczyło. Ale ponownie moje dobre serduszko pragnie dać szansę tej części, bo system ogólnie jest dobry, jobów dużo i w ogóle. Przymknąć oko na niedociągnięcia i dało by rade. Jednak już z 5-6 lat minęło od podobnego myślenia i nic się w tej kwestii nie ruszyło...


FFX-2
:lol:


FF...


no dobra..


FFX-2
Raz. Miałem jakieś 77%. Wystarczy. Gdyby nie Cat Nip to bym nawet się za via infinito nie zabierał. Chociaż i tak nie pokonałem ostatniego dziada tam, bo są słaby squad miałem, ale że mi się pakować nie chciało to to tak zostawiłem i z przyjemnością polazłem skończyć w końcu tą grę. Nie mam żadnego najmniejszego bodźca, który by mnie nakłaniał do ponownego zagrania w tą część. Gdyby się zdarzyło, że w ramach ponownego przechodzenia FFów doszlibyśmy już do FFX, to ja FFX02 chowam pod łóżko i udaje ze nie istnieje. 100% my ass.

FFIII (ha!)
2 razy. Wziąłem się w końcu za wersję na NESa i nie było tak źle. Szczególnie w porównaniu do FFI. A zrobiłem to z dwóch względów:
1) brakowało mi tej części do mojego CV
2) zbliżała się wersja na DS'a, na którą strzępiłem ząbki, ale wydało się odpowiednie przejście najpierw pierwowzoru, bo by móc potem sobie porównywać ^^

Gra dość nudna, fabuła kiczowata, a joby są i tak praktycznie narzucane z góry, (przez co wszelkie roszady odpadają), lub w ogóle bezużyteczne. Dlaczego zagrałem w wersję na DS'a? Spodziewałem się, że oprócz grafiki odświeżonych zostanie dużo więcej rzeczy. Myliłem się, co nie zmienia faktu ze i tak grało się dość przyjemnie. Jednak raczej nie zamierzam się ponownie za nią brać, gdyż nie widzę najmniejszego sensu.


FFXII
Raz. Chyba nie miałem okazji się wypowiedzieć jeszcze o tej części na tym forum, ale też jakoś mi się nie chciało, bo tez nie było o czym pisać. Dziwią mnie tylko głosy zachwytu nad nią, ale to już tam kwestia gustu. Fabuła super nudna, postacie uber-przezroczyste, bez wyrazu... dialogi... normalnie tryskają energia... :P za to genialny... a przynajmniej bardzo fajny system gry i ogólnie otoczka. Gra jako gra (Tetris to też gra) wypada bardzo dobrze, jako jrpg... bardzo średnio. Dlatego też nie widzę sensu najmniejszego ponownie się za nią zabierać, szczególnie że wszystkie hunty można robić przy okazji normalnego przechodzenia gry. Mi jedynie zostało jeszcze dwóch cwaniaczków do rozwalenia, Yiazmat i Omega któraś tam, ale odkładam to już od ponad roku _^_



No tyle moich wypocin. I tak postanowiłem nie pisać kolejnego kawałka pracy mgr to sobie popisałem tutaj. Mam nadzieję, że temat kogoś zainteresuje, mimo że chyba nawet kiedyś takowy tutaj był... tyle że w spamerskim wydaniu

"FFVII - 10 razy
FFVIII - 1 raz
FFX - 5 razy"

XD

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4614
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » wt 18 maja, 2010 11:15

Najwięcej razy przeszłam FFX, przyznaje się bez bicia. Nie wiem ile...z 7-8 moze. Z całym moim nielubieniem Yuny i Tidusa, jakoś w to mi się grało najwygodniej (potem odkryłam XII i X dla mnie umarł). Idziesz, bez stresu bijesz moba, możesz bez pauzowania iść na obiad, mob poczeka. Sphere Grid lubiłam i z lubością na nim eksperymentowałam. Poza tym Auron, Lulu, Seymour i Jecht <3 Uwielbiam bić się z Yunalescą lol. Bardzo dobra część, pomijając porażkę w postaci głównej parki.

VII - RAZ! Jeden jedyny raz i o jeden za dużo. Chociaż planuję w wakacje sobie przypomnieć. Może nie zrezygnuje po 20 minutach... chociaż grafika mnie strasznie rani w oczy :/ Niby grafika się nie liczy, ale jak mam do wyboru XII (lub XIII, jak doczekam się PS3) to sorry... No i VII mnie fabularnie nie powaliła także.

VIII - ze 2-3 razy przeszłam. Byłoby tego więcej, ale... jest jeszcze IX. 2 razy zaliczona. Ogólnie to pod względem 'zaliczeń" XI wygrywa. Jeśli podliczyć godziny. Kocham Squalla! XD Grafika o wiele bardziej znośna niż w VII. Tak wiem, nowsza blah blah blah.

Części I-VI - po razie. Części na DS'a czekają na odpalenie. Nie potrafię się wczuć w tego 2d ludzika z 5 pikseli, co biega po tej płaskiej mapie. Wiem! To płytkie. Nic nie poradzę.

X-2 - 2 razy... o 2 razy za dużo. do tej pory plączę za pieniędzmi, które zmarnowałam na ta część :'< YuRiPa i key monkey... ta gra to obraza dla każdego mózgu.

VII: DoC - nie grałam i nie zagram pewnie nigdy. Chyba, że mi ktoś sprezentuje.

VII: CC - wciąż czeka...pewnie się doczeka przed 2011.

Temat zacny, ale wszelkie posty pozbawione argumentacji będą bezwzględnie wyp...wyrzucane.
"Getting killed made me feel alive for the very first time"

Awatar użytkownika
Raziel
Kupo!
Kupo!
Posty: 69
Rejestracja: śr 24 sty, 2007 14:58

Post autor: Raziel » pn 26 lip, 2010 20:08

Bo wiadomo, im nowszy FF tym więcej bonusów, ukrytych rzeczy, etc.
Oj chciał bym, szczerze. Fakt, grałem tylko w FF8-10. I moim zdaniem jednoznacznie, świat w FF8 jest większy i rozmaitszy niż w FF10.
A skupiając się na temacie:
Z tego co pamiętam owe 3 wspaniałe części FF (FF8, FF9, FF10) przeszedłem tylko po jednym razie. Dlaczego? W ósmą i dziewiątą część grałem jeszcze jako małe i głupie stworzonko (w sumie to wiele się nie zmieniło XD), nie znałem angielskiego w ogóle, nie miałem żadnych poradników do tej gry (zero internetu, nawet poza domem, to były czasy ^^). To co mnie przyciągnęło w tej grze, to możliwości. Jest jakaś tam fabuła, ale kit z nią. Idę gdzie chce i kiedy chce. Ogrom broni, umiejętności do nauczenia, przedmiotów do zdobycia itd. Ciągle było coś nowego do odkrycia, a ostateczny boss to przekreślał. Przeszedł i nie ma. Dlatego mimo, iż wiele godzin grałem, każda część przeszedłem tylko 1 raz.
Miałem też próbę podejścia do FFVII, ale jakoś utknąłem, planuje wrócić i skończyć. Jak również zmagałem się z FFX-2, poległem, nie wracam, RIP XD To nie jest fajnal, to wyrób fajnalopodobny XD

Awatar użytkownika
duci9
Kupo!
Kupo!
Posty: 15
Rejestracja: ndz 03 paź, 2010 21:00
Lokalizacja: Rocket Town

Post autor: duci9 » ndz 03 paź, 2010 21:33

właściwie to przeszedłem 5 części finala zaczynając od 6 części

ff6- przeszedłem tylko raz, pobawiłem się toche i nie sprawiła mi większej trudności

ff7- najlepsza część ze wszystkich finalów w które grałem, przeszedłem 2 razy, za drugim razem bardzej się pobawiłem, poprzechoidziłem wiele mini gierek, i na pewno przejdę tą część jeszcze nie raz

ff8- no cóż... od części 6-9 ta podobała mi się najmniej gdyż nie mogłem się w niej za bardzo odnaleść, przeszedłem tylko raz i raczej więcej nie będę przechodził (w tej części są chyba najbardziej wymagający bossowie)

ff9- przeszedłem raz, a od 2 dni przechodze drugi już kończe pierwszą płytę, jest to dla mnie druga najlepsza część zaraz po ff7. uwielbiam ją po klimacie i nie tylko.

i ostatnia część jaką przeszedłem to ff10-2 właściwie to już chyba był koniec ery tych starych dobrych finalów :cry:

Awatar użytkownika
gilgamesh
Cactuar
Cactuar
Posty: 210
Rejestracja: pn 06 gru, 2004 19:29
Lokalizacja: Mazury

Post autor: gilgamesh » pn 04 paź, 2010 11:11

Finale mają liniową fabułę, więc po przejściu takiego nie ma za bardzo po co do niego wracać, co nie znaczy że jest to gra na jeden raz pod tym względem. Raz na kilka lat przyjemnie jest nawet sobie takiego finala "odświeżyć". W kwestii rozwoju postaci też w większości przypadków nie ma jakichś szczególnych rewekacji, rozwój postaci jest predestynowany bądź, w pszypadku klas, niewiele jest, moim zdaniem, ciekawych alternatyw. Zwykle drużyny oscylują wokół jakiegoś optimum i odbieganie od niego za bardzo działa na niekorzyść gracza, więc i w tej kwestii gra też jest na "raz na jakiś czas".

Mimo, iż FFT zapewnia dodatkowy element taktyczny i sporą różnorodność klas, to jednak po kilku przejściach zauważa się wady gry, m.in klasy klasy przodujące nad innymi (np. calculator), bardzo niski poziom trudności gry (być może dla początkującego gracza poprzeczka jest zawieszona wystarczająco wysoko, jednak jak się już załapie o co chodzi, gra wydaje się banalna. Istnieją różne patche zwiększające poziom trudności, ale nie są one integralną częścią gry więc nie będę poruszał ich tematu) czy też drużyna złożona jedynie z 5 jednostek, czego osobiście nie trawie. Ogólnie jednak do gry dużo chętniej się powraca niż to tradycyjnych finali.

W kwestii zdobywania "czegoś tam, czego się zapomniało": może to być element motywujący, ale nie wystarczająco, żeby z tego powodu odpalic finala od nowa.

Poruszę jeszcze dodatkowo kwestię finali X, X-2 oraz XII: Moim zdaniem w tych finalach absolutnie nie ma czaego szukać drugi raz. O ile X można jakoś znieść do końca, o tyle X-2 i XII i samo ukończenie tychże jest już wyzwaniem (osobiście odpadłem przy nich bardzo szybko).

Wracając ze sklepu z bułkami:

ff4 - raz
ff5 - dwa razy
ff6 - raz
ff7 - raz lub dwa
ff8 - dwa lub trzy
ff9 - prawie dwa razy, ale płyta już była stara i gra się zacięła pod koniec
ff10 - raz
ff10 - 2 - gdzieś po kilku godzinach wyłączyłem konsolę
ff12 - tutaj po jakichś 20 godzinach gry już nie widizałem

Awatar użytkownika
Raven
Redaktorzy
Redaktorzy
Posty: 1411
Rejestracja: czw 20 lip, 2006 11:24
Lokalizacja: W.M. Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Raven » pn 04 paź, 2010 11:56

gilgamesh pisze: Poruszę jeszcze dodatkowo kwestię finali X, X-2 oraz XII: Moim zdaniem w tych finalach absolutnie nie ma czaego szukać drugi raz. O ile X można jakoś znieść do końca, o tyle X-2 i XII i samo ukończenie tychże jest już wyzwaniem (osobiście odpadłem przy nich bardzo szybko).
No nie wiem, przechodziłem wszystkie te gry po kilka razy i zawsze mi się podobało. X ma bardzo ciekawą fabułę i jeden z najlepszych IMO systemów walki w serii. Największym problemem jest totalna liniowość (gorzej było tu tylko w XIII), więc pewne odstępy czasowe muszą być. Ale za to mamy tu (znowu IMO) najfajniejsze dodatkowe wyzwania w serii - dark aeony i monster arenę. Zaliczyłem tę część 3 razy, raz łącznie ze wszystkimi dodatkami, teraz przechodzę po raz 4 bo nie mam nic nowego do grania :P

Co do XII tym bardziej się nie zgodzę, ta gra wciągnęła mnie jak mało która. Trzeba się trochę przyzwyczaić do innego systemu walki, ale warto. Przede wszystkim masz tu bardzo otwarty i pozwalający na wiele godzin eksploracji świat, więc o liniowości gry nie ma mowy. Zaliczyłem 3 razy i myślę o następnym.

X-2 to osobny temat, przyznaję, że ta gra ma niezwykle durną fabułę, ale jeśli zaciśnie się zęby i skupi na gameplayu to można naprawdę dobrze się bawić. W zamierzchłych czasach gimnazjum przeszedłem ją chyba z 5 razy, właśnie dlatego że można zlać fabułe i nie angażować za bardzo myślenia. Od czasów gimnazjum zaliczyłem raz.

Co do innych części, naprawdę bardzo miło wraca się do części na PSX, nie wiem czy to nie najbardziej udana generacja w serii. Grafika nie boli tak bardzo (no może w 7 trochę) a fabuły są dobre, nie licząc kupy bzdur pod koniec 8.

Ażeby podsumować w skrócie czego to ja najwięcej przeszedłem:
1. FFX-2 - 6 (chyba, ale tylko dwa się naprawdę liczą, bo nie były NG+)
2. FFVII - 4
3. FFX - 3,5 (na tą chwilę :P )
4. FFXII, FF VIII - 3
5. FF IX - 2
6. FF I, FF IV, FF V, FF VI, FF XIII - 1
Słuchaj więc nas chociażby szła cenzorów horda
Razem zbudujemy punkowego megazorda
Rebel forevor, transformatą napieprzamy
Niech soczyste ŁO K***A obija się o ściany

Awatar użytkownika
gilgamesh
Cactuar
Cactuar
Posty: 210
Rejestracja: pn 06 gru, 2004 19:29
Lokalizacja: Mazury

Post autor: gilgamesh » pn 04 paź, 2010 13:07

Co do XII tym bardziej się nie zgodzę, ta gra wciągnęła mnie jak mało która. Trzeba się trochę przyzwyczaić do innego systemu walki, ale warto. Przede wszystkim masz tu bardzo otwarty i pozwalający na wiele godzin eksploracji świat, więc o liniowości gry nie ma mowy. Zaliczyłem 3 razy i myślę o następnym.
Jeśli chodzi o system walki, moim zdaniem jest całkiem przyzwoity. Ale wielki świat w moim wypadku przemawiał na niekorzyść gry. Pomijając fakt, że miasa są równie ogromne i trzeba się nieźle napocić, aby dojść do punktu docelowego, sama eksploracja wielkich przestrzeni poza miastem jest wręcz nużąca, co w wrzucone razem z gambitami i MMOwskim systemem walki stanowi całkiem skuteczny środek usypiający. Odnośnie liniowości, miałem na myśli fabułę. Większość finali (jeśli nie wszystkie) nie pozwalają graczowi na zbytnią ingerencję w tej kwestii. Niewiele jest jednak gier z sensownym "drzewkiem" fabularnym.

Awatar użytkownika
Raven
Redaktorzy
Redaktorzy
Posty: 1411
Rejestracja: czw 20 lip, 2006 11:24
Lokalizacja: W.M. Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Raven » pn 04 paź, 2010 13:40

Jak kto uważa, mnie eksploracja świata XII nie nudziła ani trochę, a dzięki temu że przelazłem każdą lokację wzdłuż i wszerz oszczędziłem sobie potem dodatkowego pakowania. Co do fabuły, to nawet większość teoretycznie bardzo otwartych zachodnich RPGów tak naprawdę ma totalnie liniową główną fabułe pod spodem. Historie z naprawdę różnymi ścieżkami zależącymi od naszych decyzji to raczej domena visual novels i im pokrewnych (Bible Black FTW).
Słuchaj więc nas chociażby szła cenzorów horda
Razem zbudujemy punkowego megazorda
Rebel forevor, transformatą napieprzamy
Niech soczyste ŁO K***A obija się o ściany

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4614
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » pn 04 paź, 2010 15:54

Kocham XII.
Pomijam, że niektóre lokacje to wrzód na zadku. Śliczna gra, znakomity system walki. Przyczepiłabym się do Licence Board, bo to bardziej tworzy klony niż mój ulubiony Sphere Grid. To, ze liniowe etc. mi nie przeszkadza, bo aż tak tego nie odczuwałam - dzięki huntom, questom etc. Poza mdłą Penelo, postacie ok. Nawet Vaan ma coś pod kopułą 9wiecej niż Tidus i Yuna razem wzięci). Przyczepie się tylko, ze gra jest za łatwa. Z Zodiac Spear już od Golmore Jungle idzie się bez problemu.
"Getting killed made me feel alive for the very first time"

Awatar użytkownika
Sephiria
Administrator
Administrator
Posty: 2569
Rejestracja: sob 13 wrz, 2003 14:20
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Sephiria » ndz 10 paź, 2010 17:18

gilgamesh pisze:Większość finali (jeśli nie wszystkie) nie pozwalają graczowi na zbytnią ingerencję w tej kwestii
Najlepszym dowodem wbrew Twojej tezie jest FF IV - tam właściwie po zmianie świata na World of Ruin kształt wędrówki zależy od tego, gdzie chcesz iść, które postacie przyłączyć ponownie do drużyny i tym samym ma to wpływ na wędrówkę w ostatnim labiryncie tj. Kefka's Tower.

W siódemce jest też taka możliwość, choć w mniejszym stopniu: sam decydujesz, czy przyłączasz Yuffie i Vincenta do drużyny oraz ustalasz kolejność "ataku" na reaktory z Huge Materia. Fakt, że można jedynie decydować między Fort Condor a North Corel, ale zawsze jest to jakaś namiastka rpga - decyduje wybór gracza.

Podobne, choć bardzo szczątkowe akcenty są obecne w FF VIII, konkretnie w Centra Excavation Site, które potem stanie się Lunatic Pandorą. Od twoich wyborów jak Laguna zależy później kształt wędrówki Squalla przez Lunatic Pandora.

W FF IX faktycznie na tą chwilę nic takiego sobie nie przypominam.
"Mój świat się składa ze mnie,
Bo żyję tutaj sam
To moje przeznaczenie
Tu tylko ja i tylko ja"
(IRA - Wyspa ego)

Geralt z Rivii

Post autor: Geralt z Rivii » pn 11 paź, 2010 14:31

Właściwie, w FFIX decydujemy, czy Quina ma się dołączyć od razu, czy dopiero gdy idziemy do Fossil Roo.

Awatar użytkownika
gilgamesh
Cactuar
Cactuar
Posty: 210
Rejestracja: pn 06 gru, 2004 19:29
Lokalizacja: Mazury

Post autor: gilgamesh » pn 11 paź, 2010 20:36

Odnośnie FFVI się nie wypowiem, pamięć zawodzi.

Dołączenie Yuffie i Vincenta traktowałbym raczej jako zadanie poboczne aniżeli alternatywę. Jepiej jest mieć te postacie niż ich po prostu nie mieć. Atak na reaktory z kolei to dobry przykład, jednak odosobniony.

Odnośnie Centra Excavation Site, możliwe, że nie pamiętam bądź wybór nie był dostrzegalny lub jego implikacje niejasne.

W każdym razie nie są to przykłady przemawiające na korzyść ponownego sięgnięcia po tytuł. Większość wyborów gracza nastawione są na korzyść lub jej brak. Nieliczne alternatywy mają tak niewielki (lub brak) wpływ na fabułę, że po przejściu gry i zdobyciu wszystkich dodatkowych bonusów nie ma właściwie po co do niej wracać.
(wyjątkiem może być FFIX, gdzie poza "normalnym" gameplayem możemy zdecydować się na wyścig po Excalibur II, jednak fabuła zostaje wzbogacona zaledwie o jedną scenkę)

Awatar użytkownika
Siber
Kupo!
Kupo!
Posty: 28
Rejestracja: czw 26 sie, 2010 16:55
Lokalizacja: Nibylandia

Post autor: Siber » wt 12 paź, 2010 08:23

Jeśli chodzi o FF VII grałem owszem, ale przed 1 Weaponem save mi `pyk` i znikły i nigdy nie miałem samozaparcia by znów się za to wziąć no ale to jeszcze nic traconego :). Ale wracając do tematu chciałem się wypowiedzieć na temat FF XII, w którą właśnie popykuje. Gra po 30min gry mnie zachwyciła, system walki, system rozwoju postaci, każdy może być każdym-to jest na prawdę świetne, taka dowolność !. Hunty to też świetny sposób by się sprawdzić. Jeśli zaś chodzi o postaci to brak większych zastrzeżeń, choć można do paru rzeczy się przyczepić, jak szczurkowata twarz Vaana :P, ale i tak przez 3/4 gry widzimy tylko jego plecy :P, więc nie jest źle, zaś głos Fran jest po prostu genialny ! CO do reszty postaci nie ma większych zastrzeżeń, są dobrze zrobione :). I przez Zodiac Spear po 23h gry zacząłem od początku :P, jedne skrzynki otwarte :sad: , a muszę mieć tą broń ! :P. ( i nie nie mam zamiaru liczyć na farta 1/1000 lol? )

Awatar użytkownika
Jaco
Dark Flan
Dark Flan
Posty: 1509
Rejestracja: pt 26 lis, 2004 13:56
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Jaco » wt 12 paź, 2010 14:55

duci9 pisze:i ostatnia część jaką przeszedłem to ff10-2 właściwie to już chyba był koniec ery tych starych dobrych finalów :cry:
FFX-2 nie jest w ogóle dobry, a czy 'fajnal' to też bym się zastanowił...
gilgamesh pisze:Finale mają liniową fabułę, więc po przejściu takiego nie ma za bardzo po co do niego wracać, co nie znaczy że jest to gra na jeden raz pod tym względem.
Pewnie, że nie. W Tetrisie też w sumie ciągle układasz te same klocki... chociaż nie, tam za każdym razem masz ich inne ułożenie... Liniowość fabuło moim zdaniem nie ma tutaj nic do rzeczy. Książkę czy film też możemy przeczytać/obejrzeć więcej niż raz, mimo że i tak nic nowego (teoretycznie) się nie dowiemy.
gilgamesh pisze:W kwestii rozwoju postaci też w większości przypadków nie ma jakichś szczególnych rewekacji, rozwój postaci jest predestynowany bądź, w pszypadku klas, niewiele jest, moim zdaniem, ciekawych alternatyw. Zwykle drużyny oscylują wokół jakiegoś optimum i odbieganie od niego za bardzo działa na niekorzyść gracza, więc i w tej kwestii gra też jest na "raz na jakiś czas".
Przechodząc grę po raz drugi (lub więcej) często już nie myślę o kwestii stricte growej... Po prostu napawam się np. samą fabułą oraz nostalgią, która mnie napada przy co bardziej pamiętnych momentach.
gilgamesh pisze:po kilku przejściach zauważa się wady gry, m.in klasy klasy przodujące nad innymi (np. calculator),
Cóż, różnorodność. Każda ma swoje plusy i minusy, podobnie jak w FFIII, FFV, no i zawsze można grać słabszymi, co by sobie zwiększyć wg. Ciebie
gilgamesh pisze:bardzo niski poziom trudności gry
No tutaj to już przesadziłeś :> Wyobraź sobie, że nawet przechodząc tą grę po raz 10, mając postacie na 90+ levelach trafiłem na walkę w Finnath River, gdzie 3 czerwone Chocobosy + 2 czarne + ktoś tam jeszcze zrobiły ze mnie miazgę :P FFT im dalej tym się trudniejsze robi. (polecam tez walkę w Araguay Woods, z samymi Ninjami XD)

Z ostatniej chwili:
Ocaj, jakieś pół roku temu pisze: FF:TA
Raz, nawet nie na 100%. Jak się ma takiego poprzednika jak FFT to się ma wysoko poprzeczkę podniesioną. FF:TA nawet nie potrafi do niej dobiec... Gdzie się podziewa moja gadanina o wielu jobach, przechodzeniu gry na 124324 sposobów, jak to miało miejsce przy FFT? Nie ma... wychodzi na to, że gra sama w sobie też musi nam przypaść do gustu. Bez tego ani rusz. Z 300 (dodatkowych?) misji jakie były do zrobienia ukończyłem może z 200. Na więcej siły nie starczyło. Ale ponownie moje dobre serduszko pragnie dać szansę tej części, bo system ogólnie jest dobry, jobów dużo i w ogóle. Przymknąć oko na niedociągnięcia i dało by rade. Jednak już z 5-6 lat minęło od podobnego myślenia i nic się w tej kwestii nie ruszyło...
No i się stało, wziąłem się za FFTA ponownie i jakoś mnie bardziej teraz ta gra cieszy _^_ Nawet próbuje kupić FFTA2 na allegro, tylko coś mało ofert, a nie mam zamiaru na razie wydawać więcej niz 70 zł nań.
gilgamesh pisze:W kwestii zdobywania "czegoś tam, czego się zapomniało": może to być element motywujący, ale nie wystarczająco, żeby z tego powodu odpalic finala od nowa.
Zależy też od Finala. Ale to prawda, nie przejdę sobie z 50 innych jRPGów tylko po to jeszcze raz, żeby pozdobywać wszystko co się da. (chociaż trochę mnie korci, jeżli chodzi o Suikodeny)
dark_raven pisze:że ta gra ma niezwykle durną fabułę, ale jeśli zaciśnie się zęby i skupi na gameplayu to można naprawdę dobrze się bawić. W zamierzchłych czasach gimnazjum przeszedłem ją chyba z 5 razy,
Dark... Ty jesteś masochistą czy jak? o_O Nikt się z Tobą nie chciał bawić czy jak? Damn, zaskakujesz mnie coraz bardziej _^_
Siber pisze:Ale wracając do tematu chciałem się wypowiedzieć na temat FF XII, w którą właśnie popykuje. off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top off top
To gdzie ten temat?

Awatar użytkownika
gilgamesh
Cactuar
Cactuar
Posty: 210
Rejestracja: pn 06 gru, 2004 19:29
Lokalizacja: Mazury

Post autor: gilgamesh » wt 12 paź, 2010 17:17

Pewnie, że nie. W Tetrisie też w sumie ciągle układasz te same klocki... chociaż nie, tam za każdym razem masz ich inne ułożenie... Liniowość fabuło moim zdaniem nie ma tutaj nic do rzeczy. Książkę czy film też możemy przeczytać/obejrzeć więcej niż raz, mimo że i tak nic nowego (teoretycznie) się nie dowiemy.
Ma o tyle, że w niektórych grach nie jesteśmy w stanie ogarnąć całej fabuły za pierwszym razem ze względu na wybory, które nią kierują często także wpływając na możliwości rozwoju postaci czy samą rozgrywkę. Takie gry można powtarzać dokonując innych wyborów, i za każdym razem doświadczać zróżnicowanej historii. Serie Final Fantasy mają ściśle określoną historię, czyli za każdym razem, gdy zagramy w którąś z części, pod względem faularnym będzie ona identyczna lub niemal identyczna. Po skończeniu któregoś z finali raczej niewiele jest osób, które odpaliły by go na drugi dzień ze względu na wątki w nim zawarte. Nie krytykuję finali za ich liniowość pod tym względem, bo ich świetność właśnie na tym polega. Są to gry, które jednak dociągniemy do końca raz właśnie ze względu na fabułę i pomimo innych niedogodności. Gry posiadające wiele alternatywnych opcji, mimo iż nie fenomenalnych, mogą skusić gracza do ponownej gry pod warunkiem, że go wystarczająco zaintrygowały. W wypadku gdy nie przypadną do gustu, a i gameplay jest taki sobie, to grzacz utknie gdzieś wśrodku i do gry nie wróci.
No tutaj to już przesadziłeś. Wyobraź sobie, że nawet przechodząc tą grę po raz 10, mając postacie na 90+ levelach trafiłem na walkę w Finnath River, gdzie 3 czerwone Chocobosy + 2 czarne + ktoś tam jeszcze zrobiły ze mnie miazgę FFT im dalej tym się trudniejsze robi. (polecam tez walkę w Araguay Woods, z samymi Ninjami XD)
Sam pamiętam, że kuraki sprawiały mi spory problem. Pomijając jednak walkę, na którą możemy natrafić raczej rzadko, i późnym etapie gry (do którego niekoniecznie trzeba dojść, aby grę ukończyć), w dodatku losowo, trudno o gorszy przykład na określenie poziomu trudności gry. Szególnie, że w wielu gier istnieją wyzwania "nie dla śmiertelników", tam również nie determinują one poziomu trudności.

Z walki z ninjami pamiętam tyle, że chaos blade'y tam wyłapywałem. Nie miałem z nią absolutnie żadnych problemów.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ogólnie Final Fantasy”