Ulubiona / znienawidzona postać w Final Fantasy X

Pierwsza część na nową (w ówczesnych czasach) konsolę Sony - PS2, która doczekała się bezpośredniej kontynuacji przygód bohaterów.

Moderator: Moderatorzy

Kto jest Twoim ulubieńcem?

Tidus
38
20%
Yuna
15
8%
Auron
69
36%
Lulu
17
9%
Wakka
7
4%
Rikku
25
13%
Kimahri
5
3%
Seymour
8
4%
Jecht
9
5%
 
Liczba głosów: 193

Awatar użytkownika
Gveir
Moderator
Moderator
Posty: 2961
Rejestracja: pn 22 maja, 2006 18:37
Lokalizacja: Newport City

Post autor: Gveir » śr 25 lut, 2009 20:47

Jutsu pisze:Na wstępie chciałem napisać, że wściekły jestem, gdy ktoś obraża fikcyjne postacie. Ale jak GGY napisała każdy ma prawo do wyrażania opinii.
Powiedzmy sobie szczerze - co jest w tym złego? Jeżeli jakaś postać Cię naprawdę, naprawdę denerwuje - możesz to napisać, uargumentować i to jest Twoje zdanie. Jeżeli ktoś może wychwalać te postacie, to można je i obrażać. A denerwować to można się co najwyżej jak ktoś obraża kogoś kto żyje :P
Jutsu pisze:Nie widziałem żeby w grze korzystał z solarium, więc proszę tak nie mówić. Nie jego wina, że taki ciuch ma. Nudno by było, jakby co final był podobny charakter, a tak w FFX Tidus jest oryginalny.
Z solarium nie korzysta, ale tak wygląda - co wraz z ogólną metroseksualnością robi raczej nieprzyjemne wrażenie. Twarz ma prawie identyczną co Meg Ryan (ilość porównań w sieci - ogromna), a to w przypadku faceta nie wychodzi za dobrze. A jego ciuchy są po prostu... 'nieco' obciachowe. Siatka na ramieniu, asymetryczne nogawki itp. Nic w tym ładnego, wręcz odpycha. Ale problemem jest jego rozmamłany charakter - gdyby był nieco bardziej 'do rzeczy' to od razu dało by się resztę pominąć. A tak postać jest IMO irytująca.
Jutsu pisze:Czemu ona miałaby się przeciwstawiać? Tak lubicie buntowników? (to dopiero jest oklepane) Też mi wstyd było jak była ta scena w kilika ale zniosłem to. (...) Co was tak życie pod dupach pokopało, że jak ktoś optymistyczny czy klimat cukierkowy, to ble. Ja nauczyłem się wszędzie widzieć plusy.
Problemem nie jest nawet to że Yuna jest cukierkowa. Problemem jest to, że jej mózg wypełnia całkowicie "I... must... defeat... Sin...". Ok, uwarunkowanie wychowaniem i 'spadkiem' po ojcu. Ale nie zmienia to faktu, że wykazuje niewiele jakiegokolwiek myślenia, jakiegokolwiek poszukiwania innej drogi, niż tej która prowadzi do wiadomego końca przy pokonaniu Sin'a. Moher to raczej niezbyt pasuje, ale brak jakichkolwiek zaakcentowanych oznak własnej woli i uwypuklenia różnych cech charakteru tworzą z niej postać mdłą, płaską i niezbyt interesującą. Można zrobić postać słodką, miłą, dobrą, ale wielowymiarową i ciekawą - chociażby Aeris.
Jutsu pisze:Auron - No i mamy waszego idola. Zwykły macho jakich jest na kopy. Ale to ludzie lubią.
Widzisz, taką postać też można bardzo łatwo skopać, ale w przypadku Aurona kombinacja stroju, świetnego głosu, dobrze rozplanowanej roli w fabule, ukazania go z różnych perspektyw (chociażby sfery rozrzucone po Spirze ze wspominaniami z poprzedniej podróży) przy jednoczesnym utrzymaniu nastroju tajemniczości (niedopowiedzenia, dobre dialogi i odpowiednia reżyseria scenek) sprawiły że niby tak stereotypową postać można diabelnie polubić. Bo stworzony jest wzorcowo i naprawdę trudno znaleźć błędy w kreacji tej postaci.
We are the outstretched fingers,
That seize and hold the wind...

Awatar użytkownika
AUDION
Cactuar
Cactuar
Posty: 324
Rejestracja: czw 20 wrz, 2007 14:14
Lokalizacja: MALBORK

Post autor: AUDION » czw 26 lut, 2009 10:52

Auron i macho?! Jakoś za Chiny nie mogę tego skojarzyć. Aron zdawał się zawsze stać z boku, wtrącając się tylko wtedy, kiedy miał naprawdę coś ważnego do powiedzenia. Macho raczej stara się "błyszczeć", mimo swej pozornej nieprzystępności i najczęściej niewiele mądrego ma do powiedzenia (przygłupy mają większe wzięcie :) ). Auron i Lulu to dwie postaci, które w tej grze zachowują się najbardziej racjonalnie i tylko dzięki nim byłem w stanie strawić pozostałych bohaterów(szczególnie Wakkę z jego ciągłym ya...).
Brakujące ogniwo pomiędzy zwierzętami, a ludźmi, to właśnie my.

Awatar użytkownika
Mardok7
Kupo!
Kupo!
Posty: 10
Rejestracja: ndz 15 mar, 2009 17:53

Post autor: Mardok7 » pn 16 mar, 2009 18:13

Tidus jako główny bohater najbardziej przekonał mnie i jest chyba najbardziej wesołą(oprócz Rikku) postacią w FFX.Jest zwinny i szybki,co stanowi o jego przydatności w walce.

Awatar użytkownika
Xellos
Kupo!
Kupo!
Posty: 37
Rejestracja: sob 21 mar, 2009 09:02

Post autor: Xellos » sob 21 mar, 2009 10:51

A ja tam najbardziej Rikku lubię XD Mam najwyraźniej słabość do postaci roztrzepanych, z dziwnym sposobem bycia , lekko szalonych i dzikich XD

PS. Nie przywitałem się więc witam XD

Tanu
Kupo!
Kupo!
Posty: 4
Rejestracja: śr 24 gru, 2008 00:11

Post autor: Tanu » pn 23 mar, 2009 18:12

Chyba nie będę oryginalny jeśli powiem że w moim osobistym rankingu ulubionych postaci z Final Fantasy X pierwsze miejsce zajmuje Auron. Dlaczego? Za całokształt... Opanowany, twardy przywódca z klasą. Świetny głos, którego na szczęście nie nadużywał. Wspaniały strój i ogółem wygląd. Te czynniki sprawiły że Auron przez kilka ładnych lat był moją ulubioną postacią fikcyjną(zmieniło się to kiedy poznałem Balthiera z FFXII). Jedno co może denerwować to, to że facet ma 35 lat, a wygląda jakby był po 50'tce...
Drugie miejsce zajmuje Kimahri. Cichy obrońca, który jest gotowy zrobić wszystko aby uchronić od złego osobę, którą obiecał chronić. Odważny i honorowy (sam chciał załatwić sprawę z kumplami Ronso, odrzucając propozycję pomocy ekipy) Ogółem bardzo ciekawa postać.

Awatar użytkownika
Squdow
Kupo!
Kupo!
Posty: 16
Rejestracja: sob 21 mar, 2009 19:31
Lokalizacja: wiesz ?

Post autor: Squdow » pn 23 mar, 2009 19:23

Lulu
świetny styl, duże wyeksponowane piersi ,mówi co myśli, a poza tym harda z niej su...
ale jest lojalna i odważna.
Po prostu ideał ;]

Awatar użytkownika
Vhaeraun
Kupo!
Kupo!
Posty: 15
Rejestracja: wt 28 kwie, 2009 18:52

Post autor: Vhaeraun » śr 29 kwie, 2009 11:02

Witam

(Właściwie cały post przetykany będzie drobnymi spojlerami, więc nie będę go całego oznaczał, kto nie przeszedł jeszcze FFX niech lepiej go nie czyta)

Nah, na początek chciałbym podjąć się obrony Yuny, którą chyba trochę niesprawiedliwie oceniacie. Otóż zapewne wielu z was zna część 3 Dziadów Adama Mickiewicza, w której to Konrad wypowiada mniej więcej takie słowa: "Ja jestem milijon, bo kocham i cierpię za milijony". Porównanie Konrada do Yuny wydaje mi się być tutaj idealne. Oto mamy dwie osoby, które poświęcają miłość do jednej osoby, aby ukochać miliony innych osób i oddać za nich życie. Nikt nie potępia Konrada.
Mówicie że Yuna oto nie potrafiła zboczyć z obranej raz drogi i stwierdzacie że to jej słabość. Hmm... Dla mnie to raczej pokazuje jej siłę. Sam zastanawiałem się podczas grania w FFX, czy byłbym w stanie przyjąć na siebie ciężar pielgrzymki na której końcu czeka mnie tylko śmierć, ale zarazem też nadzieja dla ludzkości. Dla człowieka żyjącego w dzisiejszym realnym świecie nie było by to takie łatwe, być może stąd nieprzychylna opinia graczy o niej. Niemniej gdyby postanowiła oto nie walczyć z Sinem, pokazała by wszystkim ludziom Spiry że nie są dla niej nic warci, a ona sama nie jest godna imienia swego ojca. To było straszliwe brzemię, którego nie mogła się ot tak po prostu wyrzec, nie było wtedy możliwości wyrwania się z straszliwej "Spirali Śmierci". Twierdzicie oto że Yuna nie poszukuje alternatywnej drogi pokonania Sina i przez to jest głupia i bezmyślna. Nie do końca tak było. Przecież Yuna była świadkiem jednej z takich alternatywnych dróg – „Operacji Mi’hen”, która tylko pociągnęła za sobą setki kolejnych ofiar, tak wrażliwą osobę tylko mogło to utwierdzić w słuszności raz obranej drogi. Oczywiście obecność Tidusa w drużynie na pewno powodowała w niej żal i mówienie że ślepo była zapatrzona w koniec swej pielgrzymki jest trochę śmieszne. Na pewno w głębi jej serca kłębiły się setki uczuć i wątpliwości, których nie okazywała, a których mimo wszystko gracz może się doszukać. Poza tym obarczając Yune głupotą automatycznie obarczacie nią Braskę, Jechta i wszystkich innych summonerów którzy oddali swe życie w ciągu tego tysiąca lat terroru Yu Yevona, bo też przecież nie szukali alternatywnej drogi walki z Sinem .
Właściwie dla mnie moment w którym Tidus (a zarazem gracz) dowiedział się, że finałem pielgrzymki jest śmierć Yuny, dopiero sprawił że postać ta nabrała głębi. Wszystkie rzeczy które wypowiedziała wcześniej nabrały nowego, tragicznego sensu. Ba, nawet ta nieszczęsna scenka HA! HA! HA! wydała się czymś więcej niż tylko „cukierkową” wstawką do FFX.
Oczywiście Yuna to tylko postać w grze video, a więc każde jej wypowiedziane zdanie, każden jej gest, każde jej zachowanie to fikcja hmm… literacka, którą można oczywiście dowolnie interpretować. Ktoś może w niej widzieć najgorszą bohaterkę Finala i może mieć rację, ktoś może dostrzec coś zupełnie innego i także nie znajdować się w błędzie. Jednak wydaje mi się że na Yune nie należy patrzeć tak powierzchownie, bo rzeczywiście może nam wyjść obraz przesłodzonej, infantylnej i głupiutkiej dewotki. I tutaj pozwolicie że znowu przytoczę trzecią część Dziadów Mickiewicza i delikatnie sparafrazuję fragment dzieła: „Yuna jest jak lawa, z zewnątrz twarda, sucha i plugawa, wewnątrz ognia sto lat nie wyziębi”. Ci którzy jej nie lubią niech chociaż postarają się popatrzeć na nią trochę głębiej.

Teraz co nieco o innych postaciach.

Tidus – ok., rzeczywiście postać delikatnie mówiąc trochę nietrafiona. Choleryk i to w dodatku strasznie dziecinny. Odzywał się najczęściej w nieodpowiednich momentach i zazwyczaj głupio. Może takie było zamierzenie twórców? Ale dosyć o niem.

Auron i Lulu – postanowiłem postacie te połączyć razem, gdyż są do siebie niezmiernie podobne – sprawiają wrażenie niemalże starszego rodzeństwa dla Tidusa i Yuny, które zawsze chłodno ocenia każdą sytuację i które nigdy nie poskąpi dobrej rady. W tym wątku wiele na ich temat zostało trafnie powiedziane, więc nie będę się powtarzał, a tylko powiem krótko: świetne postacie idealnie pasujące go FFX.

Rikku – no cóż, wesołe, rezolutne, pełne energii dziewczę. Porównanie jej do Yuffie czy Selphie wydaje się być dla mnie jak najbardziej na miejscu – takich postaci nie da się nie lubić. Zawsze wprowadzają one wesołą atmosferę w Finalu. A tak po za tym Rikku to bardzo urodziwa dziewoja.

Wakka – He’s good, ya? Fajna postać, bez dwóch zdań. W grze szczególnie podobał mi się moment, w którym jednego dnia najpierw dowiedział się że podróżuje z znienawidzonym Al-Bhedem, aby zaraz potem był zmuszony zostaje do konfrontacji z Maesterem. Cały jego system wartości wtedy upadł jak domek z kart. Na początku „twardogłowy”- jak go określiła Lulu – Wakka zaczyna trzeźwo patrzeć na świat. A technicznie na niego patrząc, to bez jego przepotężnego Attack Reels ani rusz jeśli chce się konfrontacji z potężniejszymi przeciwnikami – w walce filar drużyny.

Kimahri – milczący obrońca summonerki, który bez zmrużenia oka wypełnia swój niełatwy obowiązek. Szkoda właśnie że poprzez swoje milczenie tak mało wnosi do fabuły. Nawet w walce mało przydatny, bo nie posiadał konkretnej ścieżki na Sphere Gridzie, a nie miałem pomysłu kim go uczynić w drużynie.

Seymour - hmm... ja widzę w nim raczej psychopatę, który z powodu swojej inności nie mógł znaleźć się w otaczającym go świecie. Miał potęgę i środki dzięki którym jego szalony plan mógł się dokonać, co też skrzętnie wykorzystał. W przeciwieństwie do innych "złych" z poprzednich Finali tj. Sephirotha i Kuji nie mam do niego żadnej sympatii.

Póki co to by było na tyle i przepraszam za taki poważny post. Ale konkludując moją wypowiedź– oddaję głos na Yune

Emeraldzik

Post autor: Emeraldzik » sob 09 maja, 2009 12:19

Mój ulubiony bohater tej części to Tidus, lubię go za to że jest głupi (przynajmniej nie jest nudno XD).

Awatar użytkownika
qfas
Cactuar
Cactuar
Posty: 212
Rejestracja: czw 07 maja, 2009 08:15

Post autor: qfas » ndz 10 maja, 2009 20:05

Dziwi mnie wyjątkowo mała popularność Jechta. w moim wypadku, śledzenie jego poczynań z przeszłości było ogromną motywacją do brnięcia naprzód (chociażby kajanie się po pijackiej szarży na shoupoffa :) ). Gwiazda blitzballa, z pozoru twardy, zimny i nieczuły, jednak zdolny do poświęceń. Osobiście trochę kojarzy mi się z Jackim Sparrowem (nawet jest trochę podobny), głównie przez ciągotki do rumu :).
Teksty w podpisach zazwyczaj trącą sztampą.

Awatar użytkownika
Lenneth
Moderator
Moderator
Posty: 2189
Rejestracja: sob 30 paź, 2004 11:53
Lokalizacja: W-wa

Post autor: Lenneth » wt 02 cze, 2009 00:17

Wiem, że temat Yuny był już wałkowany setki razy, ale ten post jakoś nie daje mi spokoju, mimo że minął już miesiąc od jego napisania. (Tak, zgadliście: mam za dwa dni exam, więc robię wszystko, byle się nie przeuczyć. XD)
Vhaeraun pisze:Porównanie Konrada do Yuny wydaje mi się być tutaj idealne. Oto mamy dwie osoby, które poświęcają miłość do jednej osoby, aby ukochać miliony innych osób i oddać za nich życie. Nikt nie potępia Konrada.
Moja polonistka z liceum, jedna z najmądrzejszych osób, jakie miałam okazję poznać, nie piała z zachwytu nad Konradem. I chociaż interpretacje postaci pozostawiała raczej nam, niczego z góry nie narzucając, to sama pamiętam, że w jednym ze szkolnych wypracowań nie zostawiłam na tym bohaterze suchej nitki (a generalnie Romantyzm lubiłam i pisałam o nim często, także w różnych zestawieniach epok).
Martyrologia jest piękna (patrz: literatura okresu II WŚ), ale pewni ludzie są takimi pierdołami, że naprawdę nie powinni zabierać się za zbawianie ogółu.
Vhaeraun pisze:Mówicie że Yuna oto nie potrafiła zboczyć z obranej raz drogi i stwierdzacie że to jej słabość. Hmm... Dla mnie to raczej pokazuje jej siłę.
Zgadzam się, to pokazuje jej siłę, ale niestety sprawia również, że staje się mniej wyrazistą postacią. Osobiście wolałabym Yunę, która idzie naprzód mimo licznych, dobrze ukazanych rozterek, a nie wydaje się po prostu pogodzona z losem i tylko czasem westchnie sobie z żalem. Posągowe heroiny są nudne, za to nie miałabym nic przeciwko oglądaniu napadów angstu, szlochu w poduszkę, okazjonalnych przekleństw, napadów frustracji, etc. - no, ale tego w Finalu nie uświadczymy.
Vhaeraun pisze:Niemniej gdyby postanowiła oto nie walczyć z Sinem, pokazała by wszystkim ludziom Spiry że nie są dla niej nic warci, a ona sama nie jest godna imienia swego ojca.
Przerywając pilgrzymkę, albo w ogóle jej nie podejmując, pokazałaby, że ma wszystkich w d*pie? Niekoniecznie. To byłoby czysto ludzkie - naturalnej chęci przetrwania w tej sytuacji nie można sprowadzać do zwykłego egoizmu. Yuna miała tylko siedem lat, gdy umarł Braska. Wątpię, by nawet najbardziej twardogłowi fanatycy religijni na Spirze oczekiwali od tak małej dziewczynki, że natychmiast zadeklaruje chęć pójścia w ślady ojca. Chyba nikt nie miałby jej za złe, gdyby po prostu zajęła się swoim życiem albo podjęła jakąś zwyczajną posługę w kościele.
Vhaeraun pisze:To było straszliwe brzemię, którego nie mogła się ot tak po prostu wyrzec, nie było wtedy możliwości wyrwania się z straszliwej "Spirali Śmierci".
Mogła, bo byli jeszcze inni, starsi od niej Summonerzy. Przykładowo, Seymoura nikt nie czepiał się o to, że - bedąc przecież Summonerem - nie dokończył pielgrzymki.
Vhaeraun pisze:Oczywiście obecność Tidusa w drużynie na pewno powodowała w niej żal i mówienie że ślepo była zapatrzona w koniec swej pielgrzymki jest trochę śmieszne. Na pewno w głębi jej serca kłębiły się setki uczuć i wątpliwości, których nie okazywała, a których mimo wszystko gracz może się doszukać.
Oczywiście, że gracz może się doszukać. Ale z kolei inny gracz może się już ich nie doszukać. Skoro Yuna większość swoich potencjalnych rozterek ukrywa przed światem, to skąd właściwie wiemy, że je ma?
Vhaeraun pisze:I tutaj pozwolicie że znowu przytoczę trzecią część Dziadów Mickiewicza i delikatnie sparafrazuję fragment dzieła: „Yuna jest jak lawa, z zewnątrz twarda, sucha i plugawa, wewnątrz ognia sto lat nie wyziębi”.
Błagam, nie czyń już więcej takich parafraz. :570:
Vhaeraun pisze:Seymour - hmm... ja widzę w nim raczej psychopatę, który z powodu swojej inności nie mógł znaleźć się w otaczającym go świecie. Miał potęgę i środki dzięki którym jego szalony plan mógł się dokonać, co też skrzętnie wykorzystał. W przeciwieństwie do innych "złych" z poprzednich Finali tj. Sephirotha i Kuji nie mam do niego żadnej sympatii.
Oczywiście, że był psychopatą, podobnie jak Kuja i Sephiroth. :] Jednak - jak nakazuje Finalowa fradycja - nie urodził się od razu z planem zniszczenia ludzkości w głowie, tylko za sprawą tragicznego splotu wydarzeń przecierpiał tyle, że coś mu się pod czaszką permanentnie poprzestawiało. :) Wyobraź sobie, że przychodzisz na świat w dostatku, praktycznie jako królewicz, ale absolutnie wszyscy dookoła mają cię za dziwoląga, mutantna i aberrację z piekła rodem, a ojciec wkrótce skazuje cię na bezterminowe wygnanie, byle tylko nie zadźgali cię jacyś krewcy poddani. Masz jakieś osiem lat, tymczasem miejscem wygania jest jakaś upiorna wyspa na środku oceanu, gdzie towarzyszy ci tylko na wpół obłąkana kobieta, która i tak umiera ("I don't have much time left"), a której ubzdurało się, że jak oboje popełnicie ładne samobójstwo w Zanarkand, to przynajmniej wszyscy będą zadowoleni. I tak dalej, i tak dalej. Każdy by zwariował od podobnych przeżyć w dzieciństwie. _^_
Vhaeraun pisze:Póki co to by było na tyle i przepraszam za taki poważny post.
Nie przepraszaj, nie ma za co. ;)
qfas pisze:Dziwi mnie wyjątkowo mała popularność Jechta.
Jest popularny, ale główne postacie cieszą się widać większym wzięciem, kiedy trzeba wybierać tylko jedną opcję.
Gdyby nie Seymour, głosowałabym na niego. :)
Ostatnio zmieniony wt 02 cze, 2009 13:57 przez Lenneth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4614
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » wt 02 cze, 2009 12:21

Powtórzę.

Yuna miała dobre chęci. Kochała Spirę i ludzi, więc podjęła taką, a nie inną decyzję. Chwała jej za to, ale nie o to chodzi. Yuna nie jest ludzka, dlatego wzbudza takie, a nie inne reakcje. Nawet infantylizm i głupkowatość Tidusa łatwiej tolerować. Radzę postawić się w sytuacji Yuny i wyobrazić sobie własne reakcje na pewne wydarzenia. Na pewno czuła presję otoczenia, jako córka swego ojca. Nawet sama o tym wspomina, choć jakoś bez szczególnego rozżalenia czy innych emocji. Yuna jest i idzie przed siebie. Rzucają w nią kamieniami etc. i co? Nic. Idzie dalej. Jakoś spłynęła po niej zdrada Yevonu, podejście Seymoura do niej etc. Tak na prawdę jedyne ludzkie emocje, Yuna pokazuje w jeziorku, gdy opowiada, jakby chciała zobaczyć Zanarkand Tidusa etc. Wtedy widzimy, jak jest jej ciężko oraz to, że mimo chęci nie potrafi zboczyć z tej drogi. Widać, że jest jej ciężko. I tyle.
Jakby mnie zdradziła religia, w którą wierzę i której się poświęcam, to bym wpadła w depresję i furię. Rozważałabym poddanie się etc. Jakby chciano mnie zmusić do zamążpójścia - też bym tego łatwo nie zniosła. Tu jest pies pogrzebany. Prawdziwy człowiek reaguje, jest spontaniczny, słaby. Yuna tylko raz jest taka...w jeziorku >_>'

Seymour chciał dobrze, choć jego metody można poddać pod wątpliwość lol. Od dziecka musiał udowadniać swoją pozycję. Matka się dla niego poświeciła, mimo iż bardziej mu była potrzebna ona, aniżeli jej summonowa wersja. Chciał wybawić Spirę od żalu, śmierci, a jednocześnie sam chciał ją przynieść. Jak uchornic ludzi od patrzenia na śmierć i zniszczenie? Zabić wszystkich i stworzyć świat "nieśmiertelny". Kto miał mu wytłumaczyć, ze można inaczej, gdy był pozostawiony sam sobie w świecie, który go nie akceptował?
"Getting killed made me feel alive for the very first time"

Awatar użytkownika
Vhaeraun
Kupo!
Kupo!
Posty: 15
Rejestracja: wt 28 kwie, 2009 18:52

Post autor: Vhaeraun » śr 03 cze, 2009 08:26

Khe khe nareszcie jest odpowiedź. Co prawda spodziewałem się że wywołam małą burze, ale...
Lenneth pisze: Błagam, nie czyń już więcej takich parafraz. :570:
Ok, już nie będę, od początku wiedziałem że to cholernie głupio brzmi i że narażę się na śmieszność :P Tak ciągle mi ten "milijon" wtedy po głowie chodził. Załóżmy że tego nigdy nie napisałem. :P

Dobra, usprawiedliwiłem się, to odbiję teraz piłeczkę.
Lenneth pisze:Przerywając pilgrzymkę, albo w ogóle jej nie podejmując, pokazałaby, że ma wszystkich w d*pie?
Ok, trochę głupio sformułowałem zdanie. Nie chodziło mi bynajmniej o to, że Yuna pokazała by ludziom że oto ma ich gdzieś, tylko o to że wszystkie oczy Spiry zwrócone były na nią. Yuna była jakby symbolem nadziei dla wszystkich ras tamtego świata. Tak więc presja otoczenia oraz jej silna wola spowodowały że postanowiła iść ciągle przed się.
Lenneth pisze:Mogła, bo byli jeszcze inni, starsi od niej Summonerzy. Przykładowo, Seymoura nikt nie czepiał się o to, że - bedąc przecież Summonerem - nie dokończył pielgrzymki.
Pamiętajmy o tem, że decyzja zostania summonerem była jej suwerenną decyzją, od której starali się odwieść ją na początku Wakka i Lulu, a poźniej w trakcie pielgrzymki Rikku i Tidus. A czemu ludzie się nie czepiali Seymoura? Hmm... wydaje mi się że dlatego iż był także Maesterem, czyli tak jakby jedną z głów kultu, a więc jego miejsce było gdzie indziej, ale to tylko moje, być może zgoła błędne domysły...
Lenneth pisze:Oczywiście, że gracz może się doszukać. Ale z kolei inny gracz może się już ich nie doszukać. Skoro Yuna większość swoich potencjalnych rozterek ukrywa przed światem, to skąd właściwie wiemy, że je ma?
Jak pisałem w moim poprzednim poście, patrząc na postać Yuny wkraczamy na grząski grunt interpretacji tego "co autor miał na myśli". Dlatego ani nie zaneguję opinii przeciwników tej postaci (chociaż się nie zgodzę z nią), ani też nie odstąpię od wizji tej bohaterki wytworzonej przez mój wątły umysł. Zresztą jest sporo momentów w których Yuna w dosyć zawoalowany sposób ukazuje swoje wątpliwość. Żeby nie być gołosłownym: nieszczęsna scenka śmiechu w Luce (oh yeah!:P), moment w którym patrzy na zachód słońca nad morzem na Mi'hen Highroad, moment w którym kładzie się na trawę w Calm Land, czy wreszcie jej pełne żalu spojrzenie z góry Gagazet na Zanarkand. Nie wspominając o scenie w Macalania Forest co zresztą wyeksponowała GoGoYubari, ale tu Yuna rzeczywiście pękła. Wiem, że to wszystko może zabrzmieć co najmniej jak naciągane, jednak mnie osobiście sporo to wszystko mówiło.
Go Go Yubari pisze:Yuna nie jest ludzka, dlatego wzbudza takie, a nie inne reakcje. Nawet infantylizm i głupkowatość Tidusa łatwiej tolerować. Radzę postawić się w sytuacji Yuny i wyobrazić sobie własne reakcje na pewne wydarzenia.
Cóż, o tym, że staram się wczuć w rolę Yuny pisałem w swoim poprzednim poście. Ze swojej natomiast strony dodam jeno to, że wydaje mi się (nie wiem czy słusznie, czy nie), że przeciwnicy Yuny patrzą na nią w oderwaniu od Spiry, chcąc ją na siłę umieścić w realiach świata prawdziwego, współczesnego, a przy tym oczekując od niej racjonalności, na którą nie bardzo było miejsce w tamtych warunkach.
Dalej. Nie wiem czy dobrze mi się wydaje, ale mimo tego że Seymour porwał Yunę, na ślub chyba zdecydowała się sama, znowu w ramach wyższej konieczności (mniejsza o to skąd wzięła swoją laskę :P ). A o jej uczuciach do niego i o tym że nie jest bezwolną pacynką świadczyć może chociażby scenka pocałunku, w której Yuna z wściekłości zaciska pięść. Może szczegół, ale mi znowuż sporo mówi. A zdrada kultu Yevona? Owszem, Yuna zobaczyła, że cały ten kult to jedno wielki bagno, z jego najwyższymi hierarchami na czele, ale jej cel na horyzoncie nadal pozostał taki sam, bez zmian. Bynajmniej nie mogło to zadecydować o poddaniu się. Z poparciem kultu, czy bez chciała kontynuować pielgrzymkę, by uszczęśliwić nie Yevonitów, ale resztę ludzi, chyba od początku zależało jej nie na kościele, a na ludziach.
A tak po za tym, to czy słabości decydują o człowieczeństwie? Owszem, nie będę się sprzeczał, że nadają postaciom pewnego rysu autentyczności. Nie mniej jak pisałem powyżej Yuna także ma swoje wątpliwości, których nie ukazuje wprost. Czyż sama nie powiedziała mniej więcej coś takiego, że musi nieść ludziom szczęście, mimo że sama jest nieszczęśliwa?
Konkludując powtórzę się jeszcze raz. Jej postać i zachowania to tylko kwestia interpretacji, każdy będzie patrzał na nią inaczej. Na każdy argument przeciw Yunie znajdzie się kontrargument. I na odwrót. Tyle ode mnie.

Awatar użytkownika
Go Go Yubari
Ifrit
Ifrit
Posty: 4614
Rejestracja: pn 20 gru, 2004 20:07
Lokalizacja: Gotham

Post autor: Go Go Yubari » śr 03 cze, 2009 12:34

Dona jest mega ludzka, w porównaniu z Yuną. Cwana, zarozumiała i knuje. Z drugiej strony widać też jej słabość w pewnym momencie. O to mi chodzi. Przeszłam X wiele razy i mogę się swobodnie wczuć w ten klimat, ale fakt, ze Yuna praktycznie bez sprzeciwu, melancholijnie wręcz, płynie z prądem wydarzeń - jest irytujący. Chce się nią potrząsnąć i krzyknąć "Dziewczyno! Twój kościół Cię zdradził! Twoja wiara nie ma już tak mocnych fundamentów!". Dlatego reszta postaci cieszy się większym powodzeniem - bo są bardziej ludzkie.
Mówisz, ze Yuna ma wątpliwości. Ok, czasem coś tam powie, ale ja po jej zachowaniu i mimice, nic nie widzę.
To jest gra. Nie została stworzona, żeby sobie człowiek mógł ją interpretować, to nie powieść. Gra jest bardziej jak film, a w filmie postacie pokazują uczucia mimiką i złością etc., a nie tylko słowami. Poza tym, jakby Yuna chociaż porządnie poprzeklinała...albo komuś przyłożyła z pięści...
"Getting killed made me feel alive for the very first time"

Tidus26
Kupo!
Kupo!
Posty: 1
Rejestracja: śr 03 cze, 2009 11:41

Post autor: Tidus26 » śr 03 cze, 2009 12:56

Uważam że Vhaeraun dobrze broni Yuny, wiec na jej temat nie będę nic dodawał.

Stanę natomiast w obronie Tidusa. Jak widac po nicku to nie zasoskoczę was tym ale ja głosowałem na Tidusa. Dlaczego pytacie ??? Ponieważ bohater ten jest naprawdę ciekawy. Podobnie jak Auron czy Lulu, którzy są tu bardzo chołubieni (wcale nie bez dobrych powodów) Tidus jest też postacią, która w jakiś sposób przechodzi pewną droge.

Gdy poznajemy Tidusa jest on typowym nastalolatkiem. Pyszałkiem zachlyśnietym własną popularnoscią. Wkońcu jest przecież rozgrywającym w Zanarkand Ape's. Zobaczcie, że jego dzieciństwo, w którym ojciec wiecznie krytykował jego zachowania pokazując mu pogardę nie wpływało na niego dobrze. Matka, która broniła Jechta a zarazem tuliła synka. Chlopak więc był troszkę rozdarty. Do tego walczył wręcz z ojcem o zainteresowanie i miłośc matki. W koncu zaczął dorastać i przybrał maskę. Własnie ta cukierkowatość, infatylność i pyszałkowatośc byla przykrywką dla postaci bądź co bądź odważnej i szlachetnej. W jego świecie nie musiał pokazywać tych cech. Był popularny wiec pomimo swojego drażniącego zachowania, ludzie i tak chcieli być nim. Dziewczyny chciały z nim się umawiac mali chlopcy patrzeli w niego jak w obrazek.

Ten Tidus mi sie wogóle nie podobał. Pierwsze wrazenia o nim były jak najbardziej negatyne. Myśle sobie jak S-E mogło znów popełnić taki sam bląd jak W FFIX. Przeciez po dwóch nie tuzinkowych postaciach takich jak Cloud i Squal i po całkowicie nie udanym Zidanie, znów S-E zalicza wtopę? Jednakże tak jak każdej części sagi daję szansę więc i tu nie mogłem zrobić inaczej.

Nagle wszystko zaczyna sie zmieniać. Ten pyszałkowaty i wzbudzający niechęć we mnie chłopak trafił do dziwnego świata, w którym panują całkiem inne zasady gry. Świat ten zaczał na niego odzdziaływac w pozytywny sposób. W miare przemierzania tego świata zmieniał sie i Tidus.

Wszyscy wiemy jaka jest Spira. Uwielbiam ten świat. Jest dla mnie majstersztykiem pokazującym społeczeńswto, które jest rodarte co do drogi jaką ma wybrać w życiu.

W tym świecie ląduje nasz bohater. Nie jest tu popularny, a jego infantylne teksty wzbudzają raczej zdiwienie niz udawany smiech i nieszczerość jakiej był swiadkiem w swoim świecie. Spira również jako świat mniej skorumpowany gdzie ludzie przez to że żyją od jednego Calm'a do drugiego calm'a odrzucając zepsucie i korupcje jakie były szeroko widywane i akceptowne w Zanrkand'zie. Mówie o prostych ludziach, a nie o hierarchach Yevonu (którzy zreszta okazali sie najbradziej skorumowanymi ludzmi w Spirze). Właśnie ci ludzie Spiry, których spotykał Tidus i oczywiście jego kompani sprawili, że on sie zmieniał wraz z postępem pielgrzymki. To, że był z spoza spiry sprawilo, że potrafił myśleć inaczej. Nie był napiętnowany smutkiem jaki towarzyszł wszystkim w Spirze. Mógł smiało kwestionować ogólny porządek rzeczy. Jako obrońca Yuny ewoluował w postać szlachetną, odwarzną i prawą. Odezwały sie w nim cechy, które były w środku ale, kótrych nie musiał używać w swoich czasach.

Wkońcu to uczucie do Yuny pozwoliło mu odnaleźć to co jest w nim dobre. Dobro to pozwoliło mu przeciwstawić sie i ostatecznie uratować Yunę przed bezsensowną śmiercią jakim bez dwóch zdań było pokonanie Sin'a, tylko po to by mógł sie odrodzić za jakiś czas. Jedni moga mówić że zrobił to z głupoty, że może był egoistyczny przeciwstawiając się Yunalesce. Decyzja ta jednak nie była bez poparcia innych. Auron, bohater który był typowo tępogłowy w stosunku do Yevonu, podczas pielgrzymki Braski zmienił się po jej zakończeniu. Zaczął gardzić Yevonem i wszystkim Masterami. Niestey, Auron który jednak był najbardziej rozgoryczony po zdradzie Yevonu i podzielał zdanie Tidusa, uszanował wolę Yuny ze względu na sobie tylko znane powody. To Tidus właśnie stanał praktycznie wbrew wszystkim, nie majac zadnej nadziei, że uda im się inaczej pokonać Sin'a i przerwał spirale śmierci w Spirze.

Następnie nie wachał sie zabić ostatecznie Sin'a i Yu yevona wiedząc, że to będzie oznaczac jego koniec. Poświęcił się dla świata, który ledwo znał. Poświęcił milość w imie lepszego jutra. Aby to osiągnąć musiał zabić własnego ojca. Jecht pomimo swoich wad nie był zły i wtedy kiedy Tidus zaczął wkońcu rozumieć Jechta musiał z nim ostatecznie walczyć.

Te zachowania Tidusa zmieniły moją pierszą ocene jego postaci. Zachowania, które sprawiają, że jest on nietuzinkowym bohaterem i wartym poznania jego I Jego Historii (This is my stroy).


To własnie przez te realia trzeba patrzeć na Tidusa.

Nie argumentujcie tutaj że koleś jest po solarcę i że ma tlenione włosy. To Włąsnie nadaje sens tej postaci. Pozory mylą i że chłopak w dziwnym ubranku może nas zaskoczyć pozytywnie.


Jecze kilka słów o Wace (głupio sie odmienia po polsku). Wakka nie słusznie jest uważany za Wieśniaka. Jego styl i taki luzacki typ bycia był stylizowany na osoby zyjące na wyspach pacyfiku. Jego ang dubbing jest perfekcyjny wg mnie. Typowy angielski z Hawaii. Ten akcent i stylistyka mowy wg mnie dodaje osbowości takiej postaci jak Wakka (który badz co badz pochodzi z tropikalnej wyspy). Mentalnośc tej postaci wzoro została odzwierciedlona i współgra z rzeczywistoscią.

qqqww
Kupo!
Kupo!
Posty: 4
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 20:08

Post autor: qqqww » pt 12 cze, 2009 20:26

Witam
Mój pierwszy post choć od lat korzystam z pomocy krypty. WIELKIE DZIĘKI
Dopiero niedawno wpadła w moje ręce PS2 więc nadrabiam zaległości i właśnie jestem na świeżo po ukończeniu X. Jak dla mnie na 2 miejscu zaraz po VIII <po tej grze wszystkie inne mnie nudzą:-P> ale do pytania:
Moją ulubioną postacią jest bezapelacyjnie Rikku. Na początku bardzo mnie zdenerwowało jej przyłączenie się, już dosyć porządnie sobie dłużynkę wytrenowałem i tu klops, słabe ogniwo. Na szczęście szybko zmieniłem zdanie, bardzo pożyteczna w walkach i jej wszelakie hasełka powodowały uśmiech na mojej twarzy:) Oczywiście muszę tu dodać ,ze gdyby nie Rikku o wiele trudniej mi by było pokonać ostatniego bossa <wings of discovery itd:)>
Tak też od razu się spytam:
Czy komukolwiek zdarzyło się bo ostatnia forma Seymoura rzuciła na was 11!!!!! razu czar?
Mnie się to przytrafiło. Na szczęście miałem Ifryta na tapecie a on mnie raził firagą:)
Pozdrawiam

ODPOWIEDZ

Wróć do „Final Fantasy X i X-2”